Piątek 30.07.2010 | Pogoda

nto.pl » Magazyn nto

dodano: 10 lutego 2007, 8:00

Protest song o Coroplaście (mp3)

Katarzyna Kownacka, Na prośbę bohaterów tekstu, zmieniliśmy niektórym rozmówcom imiona.

Kasia Konopka w firmie z Dylak pracuje ponad 7 lat. Za ciężką robotę na trzy zmiany wyciąga w porywach 800 zł. Śpiewa tak, że w duszy gra.

"Nie można tak traktować ludzi, to nienormalne” - Kasia Konopka przy kuchennym stole napisała piosenkę o wyzysku w jej firmie. Utwór "Fabryka” wykonuje zespół "Nutshell”, który dziewczyna tworzy razem z bratem, też pracownikiem Coroplastu. Słowa są gorzkie jak wypłaty.

"Nie można tak traktować ludzi, to nienormalne” - Kasia Konopka przy kuchennym stole napisała piosenkę o wyzysku w jej firmie. Utwór "Fabryka” wykonuje zespół "Nutshell”, który dziewczyna tworzy razem z bratem, też pracownikiem Coroplastu. Słowa są gorzkie jak wypłaty.

Dostała się nawet do warszawskich przesłuchań "Idola”. By tam pojechać, wzięła kredyt. Pracownicy z Coroplastu prawie wszystko biorą na kredyt. Kilka dni temu zastrajkowali w proteście przeciwko głodowym zarobkom. Bywało, że kobiety po wzięciu wypłaty wpadały w furię. Jedną zabrało pogotowie.
Kasia złość i frustrację przelała na papier. Powstała "Fabryka” - szczera piosenka o wyzysku w jej fabryce.

“Ja jestem teraz nikim, ale kiedyś wam pokażę
nie można tak traktować ludzi, to nienormalne
Ja jestem małym gównem, które można wdeptać w ziemię
Ja jestem jeszcze młoda, więc kiedyś wam pokażę
Moja matka traci zdrowie, bo wpędzacie ją w chorobę
Ja nic nie poradzę, bo jestem marnym gadem
O mali, śmieszni tacy, niewykształcone durnie
Naganiacze ciężkiej pracy”

Grażyna z Kluczborka w Coroplaście pracuje 8 lat. Ma czwórkę małych dzieci.
- W tym miesiącu dostałam 800 złotych, bo wyrobiłam prawie 120 procent normy - mówi. - To naprawdę dużo, bo z premią za wydajność - ponad 200 złotych. Ale gdybym choć dzień była na chorobowym, a jestem przeziębiona, to już bym premii nie miała i wzięłabym 600 złotych.
Ze swojej pensji pani Grażyna musi opłacić bilet miesięczny - 130 złotych.
- Reszta starcza na większe spożywcze zakupy dwa razy w miesiącu. Trzeba coś jeść, zwłaszcza że rodzinę mam sześcioosobową - mówi. - Szaleństw nie ma - kupuję najtańsze produkty. Niecodziennie jest mięso na obiad. Jak już, to kurczaki, bo one są najtańsze.
Na rachunki, czynsz i nagłe wydatki: naprawę pralki, nowe kurtki, buty dla dzieci czy podręczniki do szkoły zarabia mąż - za granicą.

- Mamy szczęście, że mąż ma niemiecki paszport, bo byśmy nie dali rady. Już kiedyś był taki czas, jak nie mógł kilka miesięcy wyjechać. Zadłużyliśmy się i nabraliśmy kredytów. Na szczęście potem dostał robotę w Niemczech. Za miesiąc pracy bierze tam przecież tyle, ile ja za pięć tutaj. Nie mogę sobie wyobrazić, jak radzą sobie za 600-700 złotych te kobiety, które samotnie wychowują dzieci. A jest takich sporo w Coroplaście.

Nie wszystkie sobie jednak radzą. Marlena po miesiącu pracy na trzy zmiany (czyli również z nockami) wzięła 540 złotych wypłaty. 60 kosztuje jej bilet miesięczny do pracy. Popłakała się nad paskiem. Wzięła się jednak w garść i postanowiła wyrabiać 120 procent wyznaczonej normy. Jej koleżanka ze zmiany zarobiła niecałe 600 złotych. Ma na utrzymaniu czwórkę dzieci, które wychowuje samotnie i do spłacenia spory kredyt. Rzuciła się pod tira, który wyjeżdżał spod firmy. Wylądowała w szpitalu na Wodociągowej. W Coroplaście już nie pracuje.
- Tę historię w firmie znają wszyscy - mówi cicho Grażyna. - To Marlena tak naprawdę spowodowała, że postanowiliśmy się upomnieć o swoje, powalczyć o lepsze pensje.

- Gdyby nie to, że mąż ma w miarę dobrą pracę i nie mam dzieci, to pewnie chodziłabym na żebry albo po śmietnikach - wykrzykuje pani Małgorzata z Ozimka. - Zarobię 850 złotych, 50 od razu wydam na bilet miesięczny, 200 na leki, bo mam dolegliwości, na które leczę się od lat i zostaje mi 600 złotych. A na czynsz z opłatami muszę mieć 500. Zna pani kogoś, kto za stówę przeżył miesiąc?
Pani Małgorzata pracuje w Coroplaście już 8 lat. Złapała tę pracę po kilku miesiacach poszukiwania czegokolwiek.
- Dla wszystkich firm byłam za stara, w Coroplaście dali mi szansę - tłumaczy. - I to się im chwali. Ale powinni przecież zdawać sobie sprawę z tego, że robota wcale nie jest lekka, zwłaszcza że pracujemy też w nocy. No, a poza tym, jak ktoś chce zarobić więcej, niż 600-700 złotych, to musi pracować w soboty i niedziele, i wyrabiać ponad normę! A sił mamy coraz mniej.

Nowe ciuchy to rzecz dla pani Małgorzaty zupełnie nieznana, na wczasach czy urlopie nigdy z mężem nie była.
- Zamiast wczasów funduję sobie dobrze płatne kilka tygodni u Niemca czy Holendra - śmieje się gorzko pani Małgorzata. - Odpoczywam wtedy od Coroplastu i przywożę kilka tysięcy złotych, które łatają nam comiesięczne dziury.

Rodzina Konopków to nasi jedyni rozmówcy, którzy zgodzili się na podanie nazwiska i opublikowanie zdjęć. Reszta boi się represji i utraty pracy.
- Pracujemy sumiennie i mamy nadzieję, że to nam gwarantuje bezpieczeństwo - mówi Jan Konopka, głowa rodziny. Wraz z nim w Coroplaście w Dylakach pracują żona, 26-letnia Kasia (autorka protest songu) i 23-letni Jacek. - A wyższych płac domagamy się grzecznie i zgodnie z prawem. Te pieniądze, które zarabiamy, są przecież bardzo małe.


Jan Konopka, pracownik Coroplastu: - Żyje się kredytach. Ostatnio kupiliśmy na raty węgiel na zimę.

Jan Konopka, pracownik Coroplastu: - Żyje się kredytach. Ostatnio kupiliśmy na raty węgiel na zimę.

Co miesiąc wspólnie wypracowują około 2500 złotych. Z tego musi się wyżywić, ubrać i ogrzać (mieszkają w jednorodzinnym domu w Dylakach) cała rodzina.
- Na szczęście zima w tym roku nie jest mocna, więc palimy głównie drewnem, bo jest znacznie tańsze i trochę tylko wspomagamy się węglem - tłumaczy Jan Konopka. - Ale i tak na tonę węgla, którą kupiliśmy kilka tygodni temu na wypadek mrozów, wziąłem kredyt.
To właśnie pożyczki ratują najczęściej domowy budżet Konopków (nie tylko w przypadku, kiedy córka chce spróbować realizować swoje marzenia).
- W ubiegłym roku, dzięki kredytowi, który wzięliśmy z żoną i córką, wymieniliśmy piec i ogrzewanie - wspomina Jan Konopka. - Trochę zapożyczyliśmy się w banku, z firmy wziąłem 5 tysięcy. A raty jakoś się powoli spłaca.

Miesiąc udaje im się przetrwać dzięki temu, że gospodarzą razem.
- Dokładamy z bratem rodzicom co miesiąc po 300 złotych i od czasu do czasu robimy jeszcze jakieś zakupy - tłumaczy Katarzyna Konopka.
- Na to, żeby się usamodzielnić nie ma na razie szans. Zarabiam miesięcznie 700 złotych. Pewnie starczyłoby mi pensji tylko na czynsz - dodaje Jacek.
W sytuacjach kryzysowaych Konopków ratuje emerytura teściowej pana Jana.
Jacek i Kasia prawie nie chodzą z rówieśnikami do klubu czy na dyskotekę. W kinie nie byli rok z górą. Katarzynie niedawno udało się zrobić prawo jazdy, ale musiała ją w tym finansowo wspomóc rodzina.
- Na szaleństwa zostaje mi w miesiącu 50-100 złotych - mówi Katarzyna. - I sama czasem nie wiem, co z tym zrobić. Starczy na kilka batoników, czasem jakiś ciuch z wyprzedaży. Każda dziewczyna chce przecież od czasu do czasu lepiej wyglądać.
- A ja buty czy spodnie kupuję zazwyczaj wtedy, kiedy w starych już się nie da chodzić, bo się rozlecą - mówi Jacek.
Pani Kasia ma chłopaka, ale założenie rodziny odkłada na za kilka lat.
- Jeśli się coś poprawi. Na razie przecież nie ma na to warunków - wyjaśnia.

Ania z Opola w Coroplaście pracuje ponad 3 lata. Do firmy i tego, co się w niej dzieje podchodzi z dużym dystansem.
- Mnie ciągle potrzeba adrenaliny, więc traktuję moją pracę jak sport ekstremalny - próbuje obrócić problem w żart. - Mam lżejsze zajęcie, ale nie piszcie jakie, bo zaraz mnie rozpoznają. Mam też męża, który pracuje za granicą. Starcza nam na życie. Ale gdybym miała przetrwać tylko na tym, co zarabiam w Coroplaście, to musiałabym się nauczyć żyć na korzonkach...

W tej chwili zarabia miesięcznie 1000-1100 złotych, ale na początku bywało gorzej.
- Za pierwszy miesiąc pracy dostałam niecałe 400 złotych! - opowiada. - Nie pracowałam wtedy w soboty i niedziele, byłam nowa i nie wyrabiałam koszmarnie wyśrubowanych norm. Do tej pory twierdzę, że te normy wyrabiają tylko jacyś kamikadze. A są tacy, którzy i teraz zarabiają zaledwie 100-200 złotych więcej. Na Coroplast niektórzy mówią Majdanek. Czemu? Bo firma przypomina obóz pracy!
Krystyna z Kluczborka: - Kiedy dostałam się 7 lat temu do Coroplastu, myślałam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Nie byłam za stara, nie musiałam mieć wykształcenia.

Teraz pani Krysia ma jedno marzenie - doczekać emerytury i nie stracić zdrowia, pracując zbyt ciężko.
- Dlatego nigdy nie biorę sobót i niedziel - tłumaczy. - Po pięciu dniach jestem tak zmęczona, że przychodzę do domu i śpię. A za nieco ponad 800 złotych pensji - wraz z premią za wydajność - kupuję bilet miesięczny za 130 złotych i... na czynsz i opłaty biorę od męża. Zostaje mi 700 złotych, a opłat mamy blisko 750. Dobrze, że pracują też dwaj synowie, którzy dają mi na życie, bo sama na pewno nie dałabym rady.

Dlaczego - mimo tylu skarg - w Coroplaście nadal pracuje 3000 osób?
- Bo znaczna część załogi to starsze kobiety, które nie mają szans na inną pracę i chcą w tej firmie dotrwać do emerytury, a części - tak jak mi - zależy na tym, by mieć płacony ZUS i świadczenia - tłumaczy pani Anna. - Ale jest też wiele osób, które po prostu nie mogą znaleźć innej roboty.


Forum

  • Na razie brak komentarzy, twój może być pierwszy.

Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Sonda

Nie ma ankiety dla tego dziaŁu.