30 lat temu Karol Wojtyła został papieżem

Dodano: 16 października 2008, 10:04 Autor:

16 października 1978 Karol Wojtyła został wybrany na papieża. Świat był zaskoczony, Polacy szczęśliwi.
30 lat temu, 16 października 1978 roku, Karol Wojtyła został wybrany na papieża. To było zaskoczenie dla samych kardynałów, podpowiedź Ducha Świętego.

30 lat temu, 16 października 1978 roku, Karol Wojtyła został wybrany na papieża. To było zaskoczenie dla samych kardynałów, podpowiedź Ducha Świętego. (fot. PAP)

Przeczytaj więcej

Karol Wojtyła pił właśnie poranną herbatę, kiedy do pokoju krakowskiej kurii wszedł jego kierowca, Jan Mucha, i powiedział, że w nocy zmarł papież Jan Paweł I. Biskup krakowski poszedł do swojego pokoju. - To niesłychane, to niesłychane - szeptał. Później przeniósł się na długą samotną modlitwę do kaplicy.

Piątek, 29 września 1978
Rano po śmierci Jana Pawła I rozpoczęła się historia wyboru Karola Wojtyły. Już w czasie konklawe, które wybrało patriarchę Wenecji, Albina Lucianiego, krakowski biskup dostał pewną ilość głosów. Ale przed nowym wyborem nadal nie był głównym kandydatem do zajęcia tronu Piotra.

Papieżem zgodnie z wielowiekową tradycją miał być przecież Włoch. Faworytów było dwóch: uchodzący za konserwatystę kardynał Giuseppe Siri z Genui i mający opinię postępowca Giovanni Benelli z Florencji.

Już w trakcie zwyczajowej 9-dniowej żałoby po pogrzebie Jana Pawła I gazety włoskie prezentują potencjalnych kandydatów na jego następców.

Obok Siriego i Benellego padają najczęściej nazwiska kardynałów: Koeniga z Austrii, Suenensa z Belgii, Króla z USA i Lorscheidera z Brazylii. Karola Wojtyły nie ma wśród tzw. papabiles.

Gazety spieszą się z ich prezentacją, bo zaraz po żałobie - najszybciej, jak pozwala prawo kościelne - rozpocznie się nowe konklawe. Wszystko po to, by kardynałowie, którzy w ciągu dwóch miesięcy drugi raz przyjechali na pogrzeb papieża, nie musieli po uroczystościach, a przed nowym wyborem, wracać z Rzymu do swych diecezji.

Poniedziałek, 2 października

Karol Wojtyła wyjeżdża na pogrzeb i konklawe. Biskup Tadeusz Pieronek, wówczas nieformalny sekretarz biskupa krakowskiego, spotkawszy go tego dnia w krakowskiej kurii rzucił mu tylko zdawkowe "Szczęść Boże". Zdawało mu się, że nie ma potrzeby żegnać się bardziej wylewnie, skoro kardynał wyjeżdża na kilkanaście dni.

W drodze do Wiecznego Miasta Wojtyła pojechał jeszcze do Warszawy na posiedzenie Rady Głównej Episkopatu Polski. Urszulanki, u których nocował, zaskoczył tym, że był wyjątkowo poważny.

Wtorek, 3 października
O 7.30 rano Karol Wojtyła i Stefan Wyszyński lecą do Rzymu.
Metropolitę Krakowa odbiera na lotnisku brat Marian z Papieskiego Kolegium Polskiego na Awentynie.

Woził kardynała wielokrotnie, ale tym razem nie poznał go w hali bagażowej i minął. Wojtyła - zwykle uśmiechnięty i serdeczny - tym razem szedł w kapeluszu nasuniętym głęboko na oczy i wyglądał, jakby się zapadł w sobie.

O 11.00 polscy kardynałowie są już w bazylice św. Piotra i modlą się przy zwłokach Jana Pawła I. Karol Wojtyła pisze swój pożegnalny i prawdopodobnie ostatni w życiu wiersz: "Stanisław" o swoim poprzedniku, biskupie Stanisławie Szczepanowskim.

"Idą ze sobą razem słowo i krew, a jeśli słowo nie nawróciło, nawróci krew" - notował.

Niedziela, 8 października

W kościele św. Stanisława w Rzymie prymas Polski odprawia mszę św. za duszę Jana Pawła I.

Karol Wojtyła głosi kazanie. - Chrystus pytał Piotra: Czy miłujesz mnie więcej niż ci? - mówi krakowski kardynał. - Przy takim pytaniu serce człowieka musi drżeć. Drżało serce Piotra i drżało serce kardynała Albino Lucianiego, bo w takim pytaniu jest także żądanie: "Musisz miłować więcej niż inni". Nikt nie podejrzewał, może poza nim samym, że mówi także o sobie.

Piątek, 13 października
Biskup Andrzej Deskur, przyjaciel Karola Wojtyły jeszcze z seminarium krakowskiego i przewodniczący papieskiej komisji ds. mediów, dostał wylewu.

To w jego mieszkaniu Wojtyła spotkał i poznał wielu pracowników rzymskiej kurii i zagranicznych hierarchów. Jest mu wdzięczny. Tego samego dnia jedzie więc odwiedzić sparaliżowanego przyjaciela do kliniki Gemelli.

Tego samego dnia Karol Wojtyła losuje - jak wszyscy uczestnicy konklawe - pokój, w którym będzie mieszkał w czasie wyborów. Wyciąga numer 91.

Brat Marian i ks. Dziwisz wiozą mu walizkę z rzeczami. Pokój ma zaplombowane okna, jest bez telefonu, bez radia czy telewizora. Za to na wyposażeniu jest miednica i dzbanek. Bo jedna łazienka przypada na 10 kardynalskich pokoi.

Wieczorem kardynał, wiedząc, że brat Marek strzyże braci w klasztorze, prosi, żeby i jemu obciął włosy. - Żebym jakoś wyglądał na to konklawe - mówi.

13 października, wieczorem
W przeddzień rozpoczęcia wyboru w Instytucie Polskim odbywa się kolacja polskich księży studiujących w Rzymie z udziałem kardynałów Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego.

W gronie ponad 20 uczestników jest studiujący w Rzymie opolanin, ks. Helmut Sobeczko. Głos zabiera prymas Polski. Przekonuje, że nowym papieżem powinien raz jeszcze zostać Włoch.

- Ojciec Święty jest równocześnie biskupem Rzymu - przekonuje. - A skoro tak, powinien pochodzić z Italii. Gdyby biskupem warszawskim wybrano, dajmy na to Wietnamczyka, to też by się nam nie podobało - wywodził.

Kardynał Karol Wojtyła jadł mało i jak na siebie był wyjątkowo małomówny. Nawet poproszony o głos wypowiedział tylko kilka zdań, głównie zachęcając do modlitwy za uczestników konklawe. Obecni tłumaczyli sobie jego marny nastrój chorobą przyjaciela, abpa Andrzeja Deskura. On prawdopodobnie miał jakieś przeczucia.

- No to spotkamy się ponownie we wtorek (17 października) - rzucił na odchodnym po kolacji prymas. - Ale czy wszyscy? - dodał ktoś inny. Uznano to za dobry żart.

Kardynał Stefan Wyszyński składa hołd nowemu papieżowi. - Jeśli wybiorą, proszę nie odmawiać - mówił mu kilka dni wcześniej podczas konklawe prymas Polski.

Kardynał Stefan Wyszyński składa hołd nowemu papieżowi. - Jeśli wybiorą, proszę nie odmawiać - mówił mu kilka dni wcześniej podczas konklawe prymas Polski. (fot. Ryszard Rzepecki pap/caf)

Sobota, 14 października

Rano kardynał Wojtyła odprawia mszę o zdrowie Andrzeja Deskura.
Po południu - już odświętnie ubrany - jedzie jeszcze raz odwiedzić w szpitalu przyjaciela.

Prosto z Gemelli wróci na konklawe, tuż przed jego rozpoczęciem. Przed bramą żegna się z ks. Dziwiszem i prowadzącym auto bratem Marianem. Scenę pożegnania przypadkowo nakręciła francuska telewizja.

Znalazła się ona potem - jako dokumentalny wtręt - w filmie Zanussiego "Z dalekiego kraju". A o bracie Marianie papież powie potem żartem: "winowajca, który mnie przywiózł na Watykan i zostawił".

Na razie biskup krakowski wchodzi do Kaplicy Sykstyńskiej. Po kilku minutach pada tradycyjna komenda: Extra omnes! (wszyscy na zewnątrz). Kardynałowie zostają odcięci od świata. Słychać tylko ich gromki śpiew po łacinie: "Przybądź, Duchu Stworzycielu". Rozpoczyna się konklawe.

Do czytania w trakcie długiej procedury liczenia głosów Karol Wojtyła zabrał filozoficzny tekst o ... marksizmie. Do tego stopnia zaskoczył tym jednego z kardynałów, że ten pół żartem, pół serio zwrócił mu uwagę na niestosowność takiej lektury w tym miejscu. Krakowski kardynał odpowiedział z uśmiechem, że sumienie ma czyste.

Niedziela, 15 października

Dwa poranne głosowania nie przynoszą rezultatu. Kardynałowie Benelli i Siri blokują się wzajemnie. Żaden nie osiąga przewagi pozwalającej myśleć o zdobyciu dwóch trzecich głosów.

Siriemu nie pomógł wywiad, jakiego udzielił jednej z włoskich gazet. Hierarcha skrytykował w nim dość ostro niektóre decyzje Soboru Watykańskiego II. Rozmowa miała zostać opublikowana po wyborze, czyli w domyśle, kiedy kardynał Siri będzie już papieżem. Ktoś nie dotrzymał słowa. Tekst wyciekł i jeszcze przed konklawe dotarł do kardynałów, odbierając Siriemu wiele głosów.

W niedzielę od 10.00 na placu św. Piotra zbiera się - oczekując na wynik pierwszych głosowań - stutysięczny tłum. Ktoś wypuszcza gołębie, kto inny baloniki.

Nagle słychać głos: Fumata, fumata! (dym). Rzeczywiście, z komina zaczyna się wydobywać gęsta smuga czarnego dymu. Tłum powoli się rozrzedza. I nagle z komina wydobywa się dym biały. Słychać oklaski i okrzyki. Ci, którzy wyszli z plac Świętego Piotra, w pośpiechu wracają.

Po półgodzinie przez megafony ogłoszono, że dym jednak był czarny. A biała smuga pochodziła ze spalonych na końcu kartek do głosowania.

Wieczorem znów dym był czarny. 200 tysięcy rozczarowanych ludzi odchodzi. Wielu zostaje na placu, by się modlić w nocy.

Za drzwiami sykstyny szansa na wybór włoskiego papieża oddala się z każdą chwilą. Karol Wojtyła jest jednym z kandydatów nie-Włochów.

Po konklawe gazety napiszą, że krakowskiemu biskupowi do zostania papieżem pomogło dwóch Królów. John Król, arcybiskup Filadelfii, który przekonywał hierarchów z obu Ameryk, i Franz Koenig (po niemiecku król), arcybiskup Wiednia, który pokazywał jego zalety Europejczykom.

Właśnie Franz Koenig zapytał jeszcze w przeddzień konklawe kardynała Wyszyńskiego, swego wieloletniego przyjaciela, czy - jego zdaniem - nie byłoby dobrze wybrać papieża z Polski. - Dajcie spokój, ja jestem już za stary - odpowiedział prymas Polski - a poza tym, moje odejście do Rzymu byłoby tryumfem komunistów w Polsce. - Nie chodzi o ciebie - odparł Koenig. - Jest jeszcze drugi, młodszy kardynał z Polski...

– Kardynałowie powołali biskupa Rzymu z dalekiego kraju – mówił zaraz po wyborze Jan Paweł II - dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez wspólnotę wiary i tradycji chrześcijańskiej.

– Kardynałowie powołali biskupa Rzymu z dalekiego kraju – mówił zaraz po wyborze Jan Paweł II - dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez wspólnotę wiary i tradycji chrześcijańskiej. (fot. Pap/EPa)

Poniedziałek, 16 października

Po obu porannych głosowaniach nadal dym jest czarny. Poparcie dla Karola Wojtyły rośnie, ale do dwóch trzecich ze 111 głosów kardynalskich wciąż trochę brakuje.

Elektorów martwi nie tylko to, kto będzie wybrany, ale także czy Karol Wojtyła, jeśli to on zostanie papieżem, zgodzi się.

Prymas Wyszyński przypomina Wojtyle fragment "Quo vadis" Sienkiewicza, w którym Chrystus mówi zamyślającemu o ucieczce z Rzymu Piotrowi, że skoro on odchodzi, Jezus pójdzie do Rzymu po raz wtóry, by dać się ukrzyżować. Na koniec, już łagodniej dodaje: - Jeśli wybiorą, proszę nie odmawiać.

Odwagi swemu dawnemu studentowi dodaje także kardynał Maximilian de Fuerstenberg. W czasach rzymskich studiów Karola Wojtyły rektor Kolegium Belgijskiego.

Podchodzi tylko na chwilę, by wypowiedzieć słowa, którymi w Ewangelii Marta przywołuje swą siostrę Marię podczas wskrzeszenia Łazarza w Betanii: "Pan jest tutaj i woła cię".

To jedno zdanie musiało mocno zapaść papieżowi w pamięć, skoro przypomniał po latach tę rozmowę w swej książce "Dar i tajemnica".

16 października, po południu

W czwartym poniedziałkowym, czyli łącznie w ósmym głosowaniu Karol Wojtyła zostaje wybrany. Kiedy wiadomo już, że przekroczy wymaganą liczbę głosów, na chwilę ukrywa twarz w dłoniach, a potem sięga po długopis i skrzętnie coś notuje.

Liczenie trwa. Nowy papież zostaje wybrany głosami ponad 90 elektorów.
Kardynał Jean Villot, sekretarz stanu, który podczas interregnum rządzi Kościołem, staje przed nowo wybranym. - Czy przyjmujesz wybór? - pyta. Kandydat odpowiada bez wahania: - W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Jego i Matce Kościoła, świadom wielkich trudności, przyjmuję.

- Jakie imię wybierasz?
- Ze względu na przywiązanie do Jana XXIII, Pawła VI oraz sympatię dla Jana Pawła I chcę się zwać Janem Pawłem II.

Kolegium kardynałów kwituje tę deklarację długimi oklaskami.
Nowego papieża prowadzą kamiennymi schodami do niewielkiego pokoju obok Kaplicy Sykstyńskiej. Tę garderobę, w której na wybranego czekają trzy sutanny
- duża, średnia i mała - nazywa się pokojem płaczu, bo zwykle tu nowemu papieżowi po konklawe eksplodują emocje. Karol Wojtyła nie płacze.

Z pomocą prałatów zamienia purpurową sutannę kardynała na białą. Jest zwyczajem, że niepotrzebną już czerwoną piuskę, tzw. zuchetto, papież wkłada na głowę jednego z prałatów. Jest to znak, że wkrótce zostanie on kardynałem.
Tymczasem Jan Paweł II wkłada swoją piuskę ... do kieszeni.

Następnego dnia zdecyduje, by zawieźć ją jako wotum do wileńskiego sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej. Na radziecką wtedy Litwę trzeba było piuskę przemycić.

Tymczasem papież wraca dziarskim krokiem do kaplicy, by po raz pierwszy przyjąć hołd kardynałów - homagium. Mistrz ceremonii wskazuje mu miejsce na fotelu przed ołtarzem. Papież odpowiada: - Nie, ja przyjmę moich braci na stojąco.

Kardynał Wyszyński otrzymuje od papieża uścisk dłuższy niż inni. Prawdopodobnie wtedy mówi nowemu papieżowi, że Bóg wybrał go po to, by wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie. Jan Paweł II wiele razy będzie przypominał tę rozmowę.

Na placu Świętego Piotra tłum czeka. Większość dyskutuje, czy i kogo wreszcie wybiorą. Jakieś zakonnice stanęły w grupce razem i odmawiają różaniec o dobry wybór papieża. Około 18.15 pojawia się biały dym. Żeby nie było wątpliwości, głośniki obwieszczają: "Il fumo e veramente bianco" (dym jest naprawdę biały).

Na plac wchodzą oddziały reprezentacyjne Gwardii Szwajcarskiej i Armii Włoskiej.
Idąc pół godziny później na balkon bazyliki Świętego Piotra, kardynał Pericle Felici, który za chwilę ma ogłosić, kto został wybrany, u kardynałów Koeniga i Wyszyńskiego konsultuje, jak pisać i jak czytać nazwisko nowego papieża.

- Jak okropnie się je pisze - narzeka, by za chwilę jednak wymówić je perfekcyjnie.
Ale najpierw zwyczajowa formuła po łacinie: "Ogłaszam wam radość wielką: Mamy papieża".

Plac odpowiada mu wybuchem braw i krzyków radości. "Jest nim najdostojniejszy i najczcigodniejszy Karol". Kiedy z ust kardynała pada to imię, nad placem słychać brzęczącą muchę. Tak jest cicho.

Razem w Krakowie, razem w Rzymie – Jan Paweł II i jego sekretarz, ks. Stanisław Dziwisz.

Razem w Krakowie, razem w Rzymie – Jan Paweł II i jego sekretarz, ks. Stanisław Dziwisz. (fot. pap/Teodor Walczak)

Ludzie nie kojarzą żadnego purpurata o takim imieniu. - Oni chyba zwariowali - krzyknął wreszcie ze złością jakiś lepiej zorientowany. Sądził, że papieżem został sędziwy, liczący 85 lat, kardynał Carlo Confalonieri.

Tymczasem Pericle Felici, po krótkiej pauzie ciągnął dalej: - ... kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego: Wojtyła.
Plac odpowiedział okrzykiem zdziwienia. Dało się słyszeć kilka gwizdów, a potem szum podniesionych głosów stu tysięcy ludzi.

... który - przeciął ten gwar Pericle Felici - i znów zrobił pauzę - przybrał imię Jana Pawła II. Teraz plac odpowiedział krzykiem entuzjazmu i długimi, gromkimi brawami. Poprzedzany krzyżem procesyjnym Felici odszedł.

Na dole w tłumie padają nerwowe pytania. Nazwisko Wojtyła dla ludzi brzmiało równie egzotycznie jak np. Lumumba. Więc powszechnie pytano: czy to Murzyn? A może Azjata?

Tam, gdzie stali Polacy, ochoczo zapewniali Włochów, że nowy papież to ani Nero, ani Asiatico, tylko Polacco. - Jak on będzie do nas mówił? - zatroskała się jakaś Włoszka stojąca obok ks. prof. Sobeczki. - Ale skoro to kardynał, więc pewnie ma swojego tłumacza - dodała w końcu z rezygnacją.

Około 19.20 na balkonie raz jeszcze pokazał się procesyjny krzyż, za nim ceremoniarze, grupka kardynałów i wreszcie nowy papież.
Według zwyczaju nowo wybrany Ojciec św. pierwszego dnia nie przemawia. Powinien tylko udzielić błogosławieństwa tłumowi. Tymczasem...

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - zaczyna po włosku Jan Paweł II.
"Na wieki wieków" odpowiedzieli chyba tylko papiescy ceremoniarze, bo reszta ludzi wrzasnęła z radości. - Najdrożsi bracia i siostry - ciągnął papież - jesteśmy jeszcze wszyscy pogrążeni w bólu po śmierci naszego umiłowanego papieża Jana Pawła I.

I oto najprzewielebniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z dalekiego kraju. Dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez wspólnotę wiary i tradycji chrześcijańskiej. Obawiałem się przyjąć ten wybór, ale uczyniłem to w duchu posłuszeństwa względem Pana Jezusa Chrystusa i z całkowitą ufnością względem Jego Matki, Najświętszej Maryi Panny. Nie wiem, czy potrafię wyrażać się jasno w waszym ... naszym języku włoskim. Jeżeli się pomylę, to mnie poprawcie (...).

Plac odpowiedział śmiechem, bo papież właśnie w słowie "poprawcie mnie" zrobił drobny błąd we włoskiej wymowie. Na koniec Jan Paweł II mocnym głosem wyśpiewał łacińską formułę błogosławieństwa "miastu i światu" i odszedł.

Szybko znaleziono sekretarza Karola Wojtyły. Ks. Stanisław Dziwisz został wpuszczony za watykańską bramę.

Kiedy znalazł się przy papieżu, ten właśnie jadł kolację z kardynałami. Jean Villot "przedstawił" papieżowi sekretarza. Spotkanie trwało tylko chwilę. Dość, żeby spojrzeć w oczy i zamienić parę krótkich, żartobliwych zdań. - Co oni zrobili? No, Stasiu, koniec z nartami - miał wtedy powiedzieć papież.

Wieczorem zaczął pisać programowe przemówienie, które wygłosił następnego dnia na zakończenie konklawe. Swoją doskonałą, wyniesioną z przedwojennego gimnazjum łaciną mówił o potrzebie kontynuowania ducha soboru, o wierności Kościołowi i o niezbędności ekumenizmu.

Tymczasem Polska oszalała z radości. Wiadomość o wyborze podawano sobie z ust do ust i z telefonu do telefonu. Społeczeństwo się cieszyło. Władza miała problem, jak reagować na wybór papieża Polaka.

W "Dzienniku Telewizyjnym" o 19.30 podano dość suchą informację o wyborze Karola Wojtyły, ale nie pokazano ani minuty relacji. "Po 30 latach komunizmu Polska dała światu papieża" - spiker cytował jeden z zachodnich serwisów. Pierwsze przemówienie Jana Pawła II pokazano w telewizji dopiero w ostatnich, późnowieczornych wiadomościach.

Wtorek, 17 października

Polacy od rana nie mówią o niczym innym jak tylko o nowym papieżu. Socjalistyczne gazety - wprost przeciwnie. Tylko nieliczne zamieściły zdjęcia. Nie było w nich życiorysu nowego papieża. A jego wybór wcale nie był informacją dnia.

Jeśli nawet krótkie wiadomości o Janie Pawle II znalazły się na pierwszej stronie, to gdzieś z boku. W cieniu informacji np. o przysłaniu do Huty "Katowice" 200-milionowej tony rudy z Krzywego Rogu.

Papież rano celebrował z kardynałami mszę w Kaplicy Sykstyńskiej. Po południu - niecałą dobę po wyborze - czarną limuzyną pojechał do Gemelli, do sparaliżowanego bpa Deskura. Zaskoczenie na Watykanie było wielkie. A papież? Poprosił chorych o modlitwę - tłumacząc, że choć słabi i chorzy, są potężni jak Chrystus ukrzyżowany. Podziękował też ochronie. - Gdyby nie wy - mówił - przy tym entuzjazmie mogło się zdarzyć, że musiałbym tu zostać jako pacjent.

Wreszcie Ojciec św. wychodzi. Jeden z dostojników dyskretnie mówi mu coś do ucha. - Monsignore Caprio uczy mnie, jak ma się zachowywać papież - wyjaśnia wszystkim Jan Paweł II. - Muszę wam jeszcze pobłogosławić.

Późno wieczorem księża Dziwisz i Michalik oraz brat Marian jadą do Watykanu z walizkami papieża. Zastali go w kaplicy. Był jeszcze w zbyt dużej, nie dopasowanej sutannie, a na nogach miał filcowe kapcie, jakie kupuje się na targu.

- Niek będzie pokfalony Jezus Krystus - zagadali po góralsku.
- Na wieki wieków - odpowiedział papież z takim samym akcentem, zamykając brewiarz. - A cóże się tak po nocach włóczycie?
- Przyszliśmy Ojca Świętego odwiedzić.
- No to jakżeście przyszli, to chodźcie. Może jakoś razem w tej chałupie nie zaginiemy - odpowiedział i oprowadził ich po papieskich apartamentach.

Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Pies największym wrogiem listonoszy

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 77 44 32 500

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nto jest częścią grupy Media Regionalne

Pro Media sp. z o.o. w Opolu zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nto.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Pro Media i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Pro-Media Sp. z o.o. w Opolu. 2001-2014.