Jesteś tu: Strona główna Reportaż Artykuł

Dzwon Zygmunta - spiżowe serce Polski

Dodano: 27 grudnia 2008, 20:00 Autor:

Dwunastu ludzi ciągnie grube konopne liny. Serce coraz szybciej mknie w kierunku kielicha. - Teraz! - woła ktoś. Jeszcze nie... - uspokaja inny. Nagle słychać przejmujący dźwięk.
W trakcie dzwonienia masa "Zygmunta” ze względu na siłę odśrodkową rośnie trzykrotnie, nic więc dziwnego, że podrywa dzwonników do góry jak piórka.

W trakcie dzwonienia masa "Zygmunta” ze względu na siłę odśrodkową rośnie trzykrotnie, nic więc dziwnego, że podrywa dzwonników do góry jak piórka. (fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

Przeczytaj więcej

Metryka dzwonu Zygmunta

Data odlania: 1520 rok
Fundator: Zygmunt I Stary, król Polski
Ludwisarz: Hans Beham z Norymbergi
Masa całkowita: 12600 kg (klosz - 9600 kg, serce - 365 kg, jarzmo, łożyska i okucia - 2635 kg)
Dźwięk: g°
Średnica: 2,42 m
Wysokość: 1,99 m
Maksymalna grubość ścian: 21 cm
Objętość: 1,2 m3
Płaskorzeźby: św. Zygmunta i św. Stanisława, godła Polski i Litwy
Inskrypcja na dzwonie: Bogu Najlepszemu, Największemu, Dziewicy Bogurodzicy i świętym patronom swoim, znakomity Zygmunt, król Polski, ten dzwon godny wielkości umysłu i czynów swoich kazał sporządzić Roku Pańskiego 1520.

Zygmunt, najsłynniejszy polski dzwon, zaczyna koncert. Kolejne uderzenia co 1,5 sekundy płyną z katedralnej wieży nawet na odległość dwudziestu kilometrów - w zależności od pogody. Dzwonnicy, po sześciu z każdej strony, mocno ściskają powrozy i uwieszeni na nich wznoszą się ku górze, to znów opadają.

Całe życie z Zygmuntem
Nad rytmem czuwa Wojciech Bochnak, człowiek od dzieciństwa związany z dzwonem Zygmunta. Pierwszy raz liny służące do jego rozkołysania złapał w dłonie jako trzylatek, za pozwoleniem ojca - prof. Adama Bochnaka, dyrektora wawelskiego muzeum.

Po z górą 45 latach "na dzwonie” Bochnak wie o nim wszystko. Jest szefem elitarnego Bractwa Dzwonników Zygmuntowskich, tak jak niegdyś ojciec. Zwykle na krótko chwyta liny, gdy ciągną je inni - podpowiada i dogląda przebiegu misterium, stojąc pod roztańczonym kielichem. 365-kilogramowe serce co chwila przemyka tuż nad głową niewzruszonego Bochnaka, na co dzień szefa pracowni konserwacji broni krakowskiego muzeum narodowego.

- Staram się uważać, ale kiedyś nieźle mnie "pogłaskało” - wspomina pewne zbyt bliskie spotkanie z frunącym sercem.
Zygmunta wprawia się w ruch, ciągnąc liny przywiązane do drewnianej huśtawki - ramy, pośrodku której wisi dzwon. Jej impet co chwila unosi w górę ludzi trzymających liny - raz z jednej, raz z drugiej strony. Przed wojną jeden z dzwonników został wyrzucony przez wielkie weneckie okno, puścił powróz i poleciał na Planty.

- Straszna śmierć... - przyznaje Marcin Biborski, dzwonnik z zamiłowania, z zawodu archeolog UJ. - Teraz przed takimi wypadkami chroni nas metalowa siatka.
Mimo to dzwonienie wymaga skupienia i ostrożności, a zanim nowicjusz chwyci w dłonie linę, długo i cierpliwie musi obserwować, jak robią to doświadczeni koledzy.
Kilkanaście lat temu młody dzwonnik nieumiejętnie złapał powróz, został nim owinięty i porwany do góry.

- Obrócony głową w dół, uderzył o podłogę. Skończyło się na lekkich potłuczeniach i strachu - opowiada Maciej Głód. To on, inżynier leśnik, w latach 90. ocalił dębową belkę, pod którą uwieszony jest Zygmunt, przed atakiem żarłocznego tykotka pstrego - groźnego szkodnika drewna. W porę dostrzegł zagrożenie, a intruza przepędziła konserwacja jarzma.

Serce na tysiąc lat
Najbardziej dramatycznym wydarzeniem w najnowszej historii niemal 500-letniego dzwonu była Wigilia 2000 roku. Zygmunt od pierwszych tonów zabrzmiał fałszywie i czym prędzej go zatrzymano. Okazało się, że ma pęknięte serce.
- Dalsze bicie groziło oderwaniem kawałka o wadze ponad stu kilogramów - opowiada szef dzwonników Wojciech Bochnak. Przez ten "zawał” Zygmunt nie obwieścił początku nowego tysiąclecia.

W styczniu 2001 powstało nowe serce, na które fachowcy z krakowskiego Metalodlewu dali tysiąc lat gwarancji. Zygmunt pierwszy raz bił nim w Wielką Sobotę 14 kwietnia 2001 roku, gromadząc pod Wawelem wyjątkowo liczny tłum, ciekaw nowego brzmienia.

Urazy podobne do tego sprzed ośmiu lat zdarzały się Zygmuntowi już w przeszłości - najpoważniejszy w 1876 roku, gdy ważące ponad 300 kg serce urwało się, przebiło podłogę wieży Zygmuntowskiej, uszczerbiło XV-wieczny dzwon Kardynał Zbyszko i po zderzeniu z ziemią rozpadło się na kawałki.

100 dolarów od papieża
- W Zygmunta bije krakowska elita - mawiają z uśmiechem członkowie Bractwa Dzwonników. W jego skład wchodzą naukowcy, dyrektorzy krakowskich urzędów i prezesi firm. Próbuje także młodzież, gdyż zaszczytny obowiązek przechodzi z ojca na syna.

Wawelski kolos odzywa się tylko "od wielkiego dzwonu”. Ten zwrot polszczyzna zawdzięcza właśnie Zygmuntowi, gdyż słychać go nad Krakowem zaledwie dwadzieścia kilka razy w roku. Do uruchomienia potrzeba dwunastu osób, więc członkowie bractwa prywatne plany podporządkowują Zygmuntowi, by być na wieży zawsze, kiedy trzeba mu usłużyć.

Dzwonienie trwa zazwyczaj około 10 minut, zdarzają się jednak wyjątki. Z okazji milenium chrztu Polski w 1966 roku Zygmunt grał przez godzinę - to był rekord. Po każdej sesji członkowie dzwonnej braci odbierają od proboszcza katedry wawelskiej symboliczne honorarium. W 1997 zapłacił im ten, na którego cześć dzwonili - goszczący w Krakowie papież Jan Paweł II. Rozkochany w dźwięku królewskiego dzwonu Ojciec Święty podarował dzwonnikom po sto dolarów. Zwyczajowe honoraria są skromne i nieznacznie przekraczają 30 zł, lecz nie o pieniądze tu idzie.

Piwosze z kawiarni "U Literatów"
- Tradycja nakazuje natychmiast wydać wynagrodzenie - zdradza dr Marcin Biborski, zawodowo archeolog UJ. - Tu czynimy zadość tradycji - pokazuje, zapraszając do kawiarni "U Literatów” przy ul. Kanoniczej 7, u stóp Wawelu. Każdy dzwonnik ma tam swój kufel, ustawiony na ozdobnej tarczy z nazwiskami członków bractwa i ich numerami według starszeństwa.

Do elitarnego towarzystwa należy też "dzwonnica” - w 1997 roku papież Jan Paweł II określił tak w żartach Barbarę Szyper, jedyną kobietę w bractwie, historyka sztuki.
- Przychodziłam na wieżę tak często, że w końcu pozwolili mi spróbować - opowiada. - Po prawie 30 latach dźwięk Zygmunta wzrusza mnie tak samo, jak na początku.

Pani Barbara, dama drobnej budowy, jest dowodem, że chociaż do rozkołysania dzwonu potrzeba dwunastu ludzi, wcale nie muszą oni być siłaczami.
- Znacznie bardziej liczy się doświadczenie i współdziałanie z Zygmuntem - wyjaśnia Andrzej Bochniak, pełniący zaszczytną funkcję mechanika dzwonu, a zarazem asesor Bractwa Dzwonników.

Zygmunt pierwszy raz zabrzmiał 13 lipca 1521, potem obdzwaniał królewskie śluby i koronacje, biskupie ingresy, pogrzeby narodowych bohaterów. W tym roku żegnał gen. Sikorskiego, wcześniej m.in. Kościuszkę, Mickiewicza, Słowackiego, Piłsudskiego. W PRL-u był symbolem oporu przeciw władzy, głównie gdy odzywał się w zakazane święta - 3 maja i 11 listopada.

Każdy z dzwonników ma w pamięci jakieś szczególne dzwonienie.
- Gdy nadeszła wieść o śmierci papieża, spontanicznie zbiegliśmy się na Wawel i z całych sił dzwoniliśmy przez 25 minut, chcąc w ten sposób podziękować za wszystko, co uczynił dla Polski i świata - wspomina Wojciech Bochnak, mający na koncie prawie tysiąc bić w królewski dzwon. - Potem Zygmunt odzywał się codziennie, aż do pogrzebu Ojca Świętego.

Dzwon tyje na zimę
Przez wieki tajemnicę stanowiła masa spiżowego instrumentu, szacowana w zależności od źródła na 8 do 18 ton. Dziś już wiadomo: - Wraz z sercem, jarzmem, huśtawką, łożyskami, okuciami i konopnymi linami dzwon waży 12600 kg, z czego sam klosz ma masę 9650 - stwierdza Andrzej Bochniak, autor pomiaru dokonanego w 2006 r.

Co ciekawe, wynik ten jest zmienny. Jesienią i zimą dzwon "tyje”, gdyż drewniane elementy konstrukcji oraz konopne liny nasiąkają wilgocią. W rezultacie ciężar rośnie do niemal 13 ton.

- To i tak nic, jeśli zważyć, że w trakcie dzwonienia masa Zygmunta ze względu na siłę odśrodkową zwiększa się trzykrotnie. Nad naszymi głowami fruwa wówczas ponad 30-tonowa konstrukcja z metalu i drewna - uświadamia Andrzej Bochniak.
W XXI wieku bezpieczniej i wygodniej byłoby zastąpić ludzi na wieży mechanizmem elektrycznym, ale o tym dzwonnicy nawet nie chcą słyszeć. - Tradycja zobowiązuje - mówią i podkreślają, że Zygmunt to żywy dzwon, mający duszę i brzmiący za każdym razem inaczej. Nie tylko w zależności od pogody, ale i emocji słuchaczy, gdyż jego dźwięk dociera do głębi ludzkich serc.

Dzwonnicy nie chcą zrywać z tradycją także dlatego, że ciągnąc konopne powrozy, czują się cząstką pięciu wieków zaklętej w dzwonie historii. Podobnie postrzegał to Jan Paweł II, co wyraził w liście do Bractwa Dzwonników z 1999 roku, pisząc: "Ile przeżyć i wspomnień budzi w nas głos tego królewskiego dzwonu! Brzmi w tym uroczystym graniu modlitwa wieków o wolność i pomyślność Ojczyzny, a równocześnie jakieś wezwanie do uwalniania serc od wszystkiego, co jej może szkodzić, i do wznoszenia ducha ku tym wartościom, które nasze pokolenie przejęło ze wspaniałej tradycji ojców”.

Czytaj więcej o:
  • Dzwon Zygmunta
  • Kraków
  • Wawel
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X
  • Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

  • forum.nto.pl
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 77 44 32 500

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nto jest częścią grupy Media Regionalne

Pro Media sp. z o.o. w Opolu zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nto.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Pro Media i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Pro-Media Sp. z o.o. w Opolu. 2001-2014.