Jesteś tu: Strona główna Reportaż Wywiad Artykuł

Machu Picchu to symbol kultury Inków

Dodano: 25 lipca 2011, 8:00 Autor:

W Machu Picchu całość góruje nad każdą pojedynczą jej częścią składową. To czyni ten obiekt tak niepowtarzalnym - mówi Roman Warszewski, pisarz i podróżnik, w setną rocznicę odkrycia.
Machu Picchu.

Machu Picchu. (fot. sxc)

Przeczytaj więcej

Sylwetka

Roman Warszewski - dziennikarz i podróżnik, autor kilkunastu książek poświęconych Ameryce Łacińskiej, m.in. współautor albumu "Machu Picchu. Sto lat po godzinie zero”. Ma 51 lat. Mieszka w Gdyni.

- 24 lipca obchodzimy 100 lat od dnia odkrycia Machu Picchu. Co się wtedy wydarzyło?

Roman Warszewski: - Doszło do jednej z największych sensacji archeologicznych XX wieku. 24 lipca 1911 roku Amerykanin Hiram Bingham poprowadzony przez indiańskiego przewodnika wspiął się na zbocze wąwozu rzeki Urubamby i na skalnym grzbiecie między szczytami Machu Picchu i Huayna Picchu natknął się na zarośnięte dżunglą inkaskie ruiny. Indianie o ich istnieniu wiedzieli od dawna, ale dla białych stanowiły one niespodziankę. Ruiny okazały się bardzo rozległe, stosunkowo dobrze zachowane i były świetnie wkomponowane w otoczenie. Wkrótce okrzyknięte zostały najważniejszym inkaskim zabytkiem w Andach - w moim przekonaniu jak najbardziej słusznie.

- Czy jest powód do świętowania? Setną rocznicę odkrycia Machu Picchu zdaje się obchodzić nie tylko Peru, ale cała Ameryka Południowa.

- Powód jest. Machu Picchu w ciągu minionych 100 lat stało się rozpoznawalnym na całym świecie symbolem kultury Inków i jednym z nowokreowanych cudów świata. Stało się też ważnym elementem tożsamości kontynentu; takim, który przypomina o prekolumbijskich korzeniach tego regionu.

- Jak dziś Hiram Bingham, człowiek, który dla własnej sławy medialnie odkrył Machu Picchu, oceniany jest przez współczesnych naukowców?

- Bingham nigdy nie miał dobrej prasy i wydaje się, że już nic tego nie zmieni. Archeolodzy uważają, że był raczej poszukiwaczem skarbów niż odkrywcą; że badania prowadził nieprofesjonalnie i rabunkowo. Nie zauważają, że w prowadzonych przez niego ekspedycjach, jakie miały miejsce w latach po dokonaniu odkrycia, w jego ekipie znalazło się wielu specjalistów z najróżniejszych dziedzin wiedzy – od biologów po geologów. Archeolodzy nie wiedzą też, że Bingham – zdając sobie sprawę z własnych merytorycznych niedostatków – stał się prekursorem badań interdyscyplinarnych.

- Kim właściwie był Bingham – prekursorem czy epigonem? Złodziejem inkaskich pamiątek, czy archeologiem?

- Jeśli chodzi o odkrycie Machu Picchu, to, ponad wszelką wątpliwość, był epigonem. Świadomość istnienia Machu Picchu wśród miejscowej ludności – wbrew temu, co niekiedy się twierdzi - istniała od XVI wieku. To, że biali o tym nie wiedzieli, pokazuje w jak wielkiej izolacji w Peru żyli Kreole i tubylcy, i jak iluzoryczny był przepływ informacji między tymi dwiema społecznościami. Zdarzenia z 24 lipca 1911 stanowiły ukoronowanie wyłaniania się Machu Picchu z mroków dziejów, nie początek tego procesu. Jeśli Bingham coś zapoczątkował, to...trwającą do dziś komercjalizację tego niezwykłego miejsca. Natomiast, jeśli chodzi o metody badawcze Binghama, to był on jednocześnie i kimś w rodzaju "huaquero” – rabusia grobów, jak i archeologiem. Archeologia prekolumbijska w początkach XX wieku w zasadzie jeszcze nie istniała. To, co robił Bingham, to były jej pierwociny. Swój pełny, profesjonalny kształt, zaczęła ona zyskiwać dopiero po II wojnie światowej.

- Czy mimo nieetycznych postępków (jak np. zatarcie graffiti, świadczącego o tym, iż wcześniej od niego ktoś był w ruinach) jakich się dopuścił Bingham, można odmówić mu poszukiwawczego geniuszu?

- Bigham był niezwykłym szczęściarzem. W ciągu sześciu letnich tygodni w 1911 roku odkrył i Machu Picchu, i Vitcos, i znalazł się na przedpolu ostatniej inkaskiej stolicy Vilcabamby, będąc dosłownie o krok od jej odkrycia. Taki wysyp "trafień” świadczy o czymś w rodzaju geniuszu. Ów geniusz wynikał jednak głównie z tego, iż na terenach, na które docierał, w zasadzie był pierwszym badaczem systematycznie prowadzącym poszukiwania. I Bingham tego nie zmarnował.

- Jest pan autorem książki-albumu "Machu Picchu. Sto lat po godzinie zero". Dlaczego zajął się pan właśnie tym inkaskim miastem?

- Chciałem, żeby Machu Picchu przestało być utożsamiane tylko z "klasyczną” panoramą ze szczytem Huayna Picchu w tle. Zależało mi, by zyskało co najmniej jeszcze kilka innych twarzy. Poza tym chciałem uświadomić, jak złożoną i względną sprawą jest samo pojęcie odkrywania: że można "odkryć” coś, co tak naprawdę od dawna było odkryte.

- Skarby znalezione w Machu Picchu zostały rozproszone. Gdzie dziś znajduje się najwięcej tamtejszych zabytków?

- W USA, w Peabody Museum, na University of Yale. To tam Bingham wywiózł praktycznie wszystkie swoje znaleziska. (Ile z nich sprzedał po drodze prywatnym kolekcjonerom, tego nie dowiemy się nigdy). Dziś jednak te archeologiczne skarby zaczynają wracać do Peru. Setna rocznica "odkrycia” Machu Picchu dała Peruwiańczykom świetny pretekst do upomnienia się o swoją własność. W Cuzco powstało specjalne muzeum, które właśnie ma zostać otwarte. Dla Peruwiańczyków, dla których Machu Picchu jest wielką chlubą i dumą, wydarzenie to jest czymś w rodzaju święta narodowego.

- Od 2007 roku Machu Picchu oficjalnie nazwany jednym z siedmiu nowych cudów świata odwiedzany jest co roku przez setki tysięcy turystów. Czy w związku z tym nie ulega ono zniszczeniom i nie uniemożliwia pracy archeologów i naukowców?

- Zagrożenie na pewno istnieje i wraz z przybywaniem do Machu Picchu coraz większej liczby zwiedzających, problem ten lawinowo narasta. W przyszłości na pewno nie unikniemy ograniczenia liczby osób, mogących tam jednocześnie przebywać. To jednak – jak można przypuszczać – wycieczkę do Machu Picchu uczyni jeszcze droższą, a już dziś wiąże się ona przecież z niebagatelnymi wydatkami.

- W Peru kilka tygodni temu miejscowi zamordowali polskich kajakarzy. Jak to wydarzenie może wpłynąć na postrzeganie Peru w 100-lecie odkrycia Machu Picchu?

- Tamto wydarzenie pokazuje, że Peru nadal rozpada się na dwie części, między, którymi kontakt i komunikacja jest bardzo iluzoryczna: na Peru tubylcze i Peru białych. Na bardziej ucywilizowane wybrzeże i wciąż trudno dostępne wnętrze - "interior". To ta sama cecha, która przed stu laty powodowała, że to, co dla Binghama było odkryciem, dla Indian znane było od dawna, a problem polegał na tym, ze jedni z drugimi nie potrafili i nie chcieli się komunikować. Okazuje się, że taki stan w dużej mierze trwa do dziś. Świat białych i świat Indian to w Peru ciągle odrębne monady, które nie mają z sobą nic wspólnego. W dniach celebry toczącej się wokół Machu Picchu, władzom Peru winno dać to wiele do myślenia. Powinno uświadomić, jak wiele w tym kraju jest jeszcze do zrobienia.

PAP

Źródło: Polska Agencja Prasowa

Czytaj więcej o:
  • Inkowie
  • Machu Picchu
  • Peru
  • Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

  • forum.nto.pl
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 77 44 32 500

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nto jest częścią grupy Media Regionalne

Pro Media sp. z o.o. w Opolu zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nto.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Pro Media i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Pro-Media Sp. z o.o. w Opolu. 2001-2014.