Jesteś tu: Strona główna Wiadomości Opole Artykuł

Opolska porodówka w rozkładzie

Dodano: 7 lutego 2014, 0:20 Autor:

Z hołubionego przez władze, wytapetowanego dyplomami szpitala ginekologiczno-położniczego w Opolu uciekają lekarze. Dyrektor naczelna złożyła wymówienie.
Opolski szpital ginekologiczno-położniczy ma supernowoczesny sprzęt, ale nic mu po nim, gdy brakuje specjalistów.

Opolski szpital ginekologiczno-położniczy ma supernowoczesny sprzęt, ale nic mu po nim, gdy brakuje specjalistów. (fot. Paweł Stauffer)

Przeczytaj więcej

Krytyczną sytuację w szpitalu ginekologiczno-położniczym w Opolu pogłębia fakt, że na ogłoszony dwukrotnie konkurs na dyrektora ds. medycznych nikt się nie zgłosił. Z konieczności więc te obowiązki pełni dr Marek Chowaniec. Gdy 31 marca dyrektor naczelna Aleksandra Kozok opuści swoje stanowisko, zostanie sam.

- W szpitalu położniczym zostało tylko 11 ginekologów, a powinno ich być 18 - mówi Stanisław Łągiewka, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego w Opolu. - Jest ciężko z obsadzeniem dyżurów, więc wysługują się rezydentami. Tak nie może być!

- Do odejścia lekarzy przyczynił się despotyzm dyrektorki, fatalna atmosfera po narodzinach dzieci państwa Bonków, kiedy to u jednej z bliźniaczek doszło do niedotlenienia. I zbyt niskie zarobki - mówi nam jeden z ginekologów.

Kiedyś praca w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym w Opolu oznaczała uznanie i prestiż, lekarze o nią zabiegali. Teraz z niego uciekają. Dwóch ginekologów odeszło do szpitala w Brzegu, jeden do Kluczborka, właśnie przenosi się tam kolejny. Lekarka, która była przy porodzie bliźniaczek państwa Bonków i została usunięta ze stanowiska zastępcy ordynatora, teraz odeszła do pracy w przychodni.

Gdy personel medyczny w szpitalu zaczął topnieć, ci, którzy jeszcze zostali, napisali list do urzędu marszałkowskiego.

- Powiadomili nas o tych odejściach i o tym, że teraz jest kłopot z obsadą dyżurów - mówi Roman Kolek, wicemarszałek województwa. - Według autorów listu funkcjonowanie szpitala jest zagrożone.

Dyrektor Aleksandra Kozok przebywała w tym czasie na L-4, o liście nic nie wiedziała. Była bardzo zaskoczona, odebrała go - jak relacjonuje nam pracownik szpitala - jako cios w plecy, przejaw buntu personelu, który dotąd mocno trzymała w ryzach.

- Tuż po otrzymaniu tego listu rozmawiałem z panią dyrektor, zapewniła mnie, że w szpitalu nie ma problemu z obsadą dyżurów - podkreśla Roman Kolek. - A nawet, jak sugerowała, gdyby tak było istnieje możliwość zatrudniania na dyżurach dodatkowych lekarzy, spoza tego szpitala.

Dyr. Kozok tak dotknęła niesubordynacja personelu, że złożyła rezygnację z funkcji, którą pełniła od 1991 roku.

- Skorzystała z uprawnień emerytalnych, uznała, że już dłużej nie chce zajmować się zarządzaniem szpitalem. Dyrektorem przestanie być 31 marca, bo wtedy upływa termin wypowiedzenia - wyjaśnia marszałek Kolek. - Faktem jest, że w szpitalu panuje zła atmosfera, która nie sprzyja dobrej pracy. Czas na zmiany. Zwłaszcza że coś się we wzajemnym zaufaniu między dyrekcją i personelem wyczerpało. Niewątpliwie wpływ na to miała sprawa państwa Bonków. W liście od lekarzy między wierszami wyczytałem jeszcze: "proszę coś zrobić, bo my chcemy, jak na tak ciężką pracę, lepiej zarabiać”.

I część lekarzy poszła szukać pracy gdzie indziej. A mówi się, że to nie koniec wypowiedzeń.

- Nie będziemy harować za marne pensje w szpitalu, gdzie jest średnio sześć - siedem porodów na dobę, w tym część to cesarskie cięcia, a dochodzą też inne, często bardzo poważne zabiegi - mówi anonimowo ginekolog. - Lepiej pójść tam, gdzie rodzi się w ciągu doby jedno dziecko, a zarabia się te same albo i większe pieniądze. I człowiek tak się ciągle nie naraża. Teraz rodziny pacjentek kręcą filmy w trakcie porodu, żeby w razie czego mieć dowód w sądzie.

Dr Marek Chowaniec, p.o. dyrektor ds. medycznych, zapytany o braki kadrowe, waży słowa. - Lekarzy jest na styk, radzimy sobie w ten sposób, że od 19 do 7 rano zatrudniamy ich dodatkowo na tzw. dyżury kontraktowe. To nie wynika z pazerności tych, co je biorą, tylko z konieczności. Bo nikt spoza naszego szpitala do ich pełnienia się nie zgłosił, a ktoś musi to robić. Natomiast nieprawdą jest, że wysługujemy się rezydentami. Na dyżurze jest zawsze trzech lekarzy: dwóch na etacie i jeden rezydent, który się od nich uczy.

Zgodnie z prawem lekarz w Polsce może pracować 7 godzin i 35 minut dziennie. Umowy kontraktowe pozwalają jednak ten przepis obejść. Ale niedawna śmierć bliźniąt z Włocławka wywołała ponowną dyskusję, ile może pracować lekarz.

- Obawiamy się, że u nas poważny problem zacznie się od 1 kwietnia, bo umowy kontraktowe z naszymi lekarzami na dyżury kończą się 31 marca - przyznaje dr Chowaniec. - Nie wiadomo, czy będziemy mogli ponownie je zawrzeć. Kogo wtedy zatrudnimy?...

Szpital już w październiku ubiegłego roku m.in. na swojej stronie internetowej zamieścił ogłoszenie, że zatrudni specjalistów z ginekologii i położnictwa. Teraz anons ponowił. Ale - jak dotąd - zgłosiła się tylko jedna lekarka.

- Na zewnątrz nikt się nie domyślał, że tak duże braki kadrowe są w naszym szpitalu, bo lekarze szli niby na urlopy bezpłatne, choć w tym czasie zatrudniali się gdzie indziej - opowiada jeden z ginekologów. - Oficjalnie dawano im czas do namyślenia się, by mogli w każdej chwili wrócić.

Ogłoszenia o konkursie na dyrektora ds. medycznych, którego poszukiwano w całej Polsce, też przeszły bez echa.

- Ja nie kandyduję - mówi dr Chowaniec, który jest jednocześnie ordynatorem oddziału ginekologii. - Chcę się skupić na leczeniu.

- Najpierw, ze względu na osobę pani dyrektor, nikt ze szpitala nie chciał startować na to stanowisko. Pani Kozok mówiła, że odejdzie na emeryturę wtedy, gdy zrobi to marszałek Sebesta. Przy nim nie czuła się zagrożona - twierdzi pracownik szpitala. - Ale teraz tym bardziej nikt nie zaryzykuje, bo nie wiadomo, kto będzie po niej.

Aleksandra Kozok o sprawach szpitala nie chce rozmawiać. - Dlaczego odchodzą lekarze? Dziś takie czasy, że zmieniają miejsce - ucina. - Chcę spokojnie popracować do końca miesiąca. Potem się spotkamy i o wszystkim opowiem.

- Pani dyrektor strasznie przeżyła sprawę Bonków, lekarze pisali na nią skargi - twierdzi Stanisław Łągiewka.

Termin nadsyłania ofert w konkursie na dyrektora upływa 5 marca, rozstrzygnięcie powinno nastąpić 28.

Czytaj więcej o:
  • porodówka opole
  • roman koleg
  • szpital ginekologiczno-położniczy opole
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Czy autobusy MZK powinny wjechać na Rynek w Opolu?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 783.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 77 44 32 500

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

nto jest częścią grupy Media Regionalne

Pro Media sp. z o.o. w Opolu zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.nto.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Pro Media i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Pro-Media Sp. z o.o. w Opolu. 2001-2014.