Wycinki, docinki i podpalenie, czyli jak obrońcę drzew puścili z dymem

Mirosław Dragon
Mirosław Dragon
- Jeśli ktoś podpala mi dom za to, że zwracam uwagę na łamanie prawa, to ja zaczynam bać się o swoje życie - mówi ekolog Adam Ulbrych. 6 listopada podpalono mu dom, sprawcy do dzisiaj nie zatrzymano.

Pomoc dla Adama Ulbrycha

Pomoc dla Adama Ulbrycha

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania "Dolina Stobrawy" uruchomiło specjalny numer konta, na który można wpłacać datki na odbudowę ośrodka edukacji ekologicznej w Komorznie.

Adam Ulbrych prowadził bowiem w 15-hektarowym gospodarstwie przy swoim domu użytek ekologiczny Rozalia i od lat działał jako społecznik i twórca Eko Klubów.

Dane do przelewu:
Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania Dolina Stobrawy,
Adres: ul. XXX-lecia 5,
46-211 Kujakowice Górne,
Numer konta: 86 88760009 0036 8979 2000 0010,
z dopiskiem "Ratujemy Rozalię".

Jeszcze dwa miesiące temu Adam Ulbrych pokazywał zbudowany własnymi rękami z gliny i drewna dom w konkursie Greenpeace, w którym główną nagrodę była ekologiczna minielektrownia. W_swoim domu w ośrodku ekologicznym Rozalia w Komorznie sam produkował dla siebie prąd - za pomocą małego wiatraka i solarów.

Właśnie ten dom nieznani sprawcy puścili z dymem w czwartek, 6 listopada.

Adam Ulbrych był wtedy w Wołczynie, na spotkaniu burmistrza z mieszkańcami. Pojechał tam, żeby zapytać burmistrza Jana Leszka Wiącka, kiedy gmina ukarze w końcu osoby, które masowo wycinają nielegalnie drzewa na terenie gminy.

- Na spotkaniu zapytałem burmistrza, jak to jest, że za jego wiedzą z terenu gminy Wołczyn wyjeżdżają całe ciężarówki drewna dębowego, na które gmina wydaje pozwolenia bez wnoszenia do jej kasy jakiejkolwiek opłaty - opowiada Adam Ulbrych. - Sensownej odpowiedzi nie uzyskałem, a parę minut później wybiegłem ze strażakami, bo dostałem wiadomość o pożarze .

Z ekologicznego domu z gliny i drewna zostały tylko zgliszcza.
- Po nieprzespanej nocy z samego rana pojechałem do prokuratury w Kluczborku - opowiada Adam Ulbrych. - Prokurator po wysłuchaniu mnie zadał mi ciekawe pytanie: "Pan z tymi drzewami to tak dla idei czy o co tu chodzi?". Panie prokuratorze, tu chodzi nie o ideę, ale o łamanie prawa i kilkadziesiąt milionów złotych, które nie trafiły do kasy gminy i kilkadziesiąt następnych milionów, które z budżetów gminnych wychodzą jako pensje dla tych, którzy powinni tego pilnować.

Adam Ulbrych złożył w prokuraturze dwa zawiadomienia. Pierwsze wiosną, kiedy dowiedział się o nielegalnej wycince dębów w Rożnowie. Drugie w zeszły poniedziałek, w którym oskarżył urzędników gminy Wołczyn o to, że nie zabezpieczyli dowodów potrzebnych do nałożenia kary.

W czwartek ktoś podłożył ogień pod jego dom, a także pod sąsiedni budynek gospodarczy, który jednak nie zajął się ogniem. Po gminie krąży pogłoska, że próbowano także podpalić dom rodziców Adama Ulbrycha.

- To plotka, która wzięła się stąd, że w tym samym dniu doszło do pożaru, ale w sąsiedniej wiosce - mówi.

Drzewa wycinają zielone ludziki

- Mieszkam teraz u swoich znajomych, codziennie u kogo innego, bo po tym podpaleniu boję się o swoje życie. Przecież sprawcy nadal nie znaleziono, tak samo jak nie ukarano tych, którzy wycinają kilkusetletnie drzewa, które powinny być pomnikami przyrody - dodaje ekolog.

Sprawa jest kuriozalna, ponieważ wycinkę drzew prowadzą najwyraźniej zielone ludziki, tacy jak na Ukrainie.

Tereny w Rożnowie i Komorznie należą do Stanisława Jarząba, rolnika spod Kępna. Próbowaliśmy skontaktować się z nim. Telefon odebrał mężczyzna, ale kiedy dowiedział się, że dzwoni dziennikarz, powiedział, że to pomyłka.

Stanisława Jarząba nikt w Wołczynie, Komorznie ani w Rożnowie nie widział. Adam Ulbrych, a także szefowie spółki rolniczej Promex w Rożnowie, których pola sąsiadują z gruntami Jarząba, twierdzą, że w sprawie drzew jeździ do nich Michał Albert, właściciel fabryki mebli koło Kępna.

- Był u mnie dwa razy - mówi Adam Ulbrych. - Mówił, że niedługo będziemy sąsiadami.

- Mnie wyrzucał z pola, kiedy policja interweniowała po zgłoszeniu nielegalnej wycinki drzew na naszym gruncie - dodaje Wiesław Walczak, kierownik produkcji w spółce Promex.

Kiedy jednak zadzwoniliśmy do Michała Alberta, powiedział, że ze sprawą nie ma nic wspólnego i że jest to pomyłka. Zaprzeczył także, kiedy zapytaliśmy go, czy jest powiązany rodzinnie ze Stanisławem Jarząbem lub innymi właścicielami gruntów pod Wołczynem.

Tymczasem oprócz Rożnowa i Komorzna prokuratura wzięła pod lupę w gminie Wołczyn także teren w przysiółku Teklusia. Właścicielką terenu jest Lucyna Albert, żona Michała i współwłaścicielka jego fabryki mebli. Złożyła w gminie Wołczyn wniosek o pozwolenie około tysiąca drzew w Teklusi, mimo iż teren należy do obszaru chronionego Natura 2000.

- Od lipca prowadzimy dochodzenie w sprawie zniszczenia terenu prawnie chronionego, obejmującego obszar Natura 2000 - informuje Artur Rogowski, prokurator rejonowy w Kluczborku. - To dochodzenie obejmuje także wątki związane z wycinką drzew w Rożnowie i Komorznie.

Szef kluczborskiej prokuratury dodaje jednak, że nie każda nielegalna wycinka jest przestępstwem. Kary administracyjne za ten proceder nakłada gmina.

- Gmina powinna już kilka miesięcy temu nałożyć karę, kiedy na gorącym uczynku przyłapano robotników, którzy koparkami obkopywali korzenie, aby usunąć drzewa bez śladu - uważa Adam Ulbrych.

Kara może podwoić budżet

Burmistrz Jan Leszek Wiącek odpowiada jednak, że na razie jego urzędnicy podobnie jak prokuratura zbierają dowody, żeby móc nałożyć karę.

- Nasza decyzja musi obronić się w ewentualnym postępowaniu sądowym, jeśli ukarany właściciel tych gruntów odwoła się od decyzji - zaznacza Jan Leszek Wiącek, burmistrz Wołczyna.

Sytuację komplikuje fakt, że po pierwsze, sprawcy wycinają drzewa razem z korzeniami, czyli usuwają ślady.

Po drugie, gmina Wołczyn wydała już Stanisławowi Jąrząbowi dwa razy zgodę na wycinkę drzew, więc nie wszystkie pnie ścinane są nielegalnie.

Po trzecie, rolnik spod Kępna zasypuje gminę kolejnymi wnioskami o zgodę na wycinkę. Liczby dębów, brzóz, wierzb , olch i jesionów we wnioskach idą w setki!

Przyjrzeliśmy się dokładniej tej sprawie.

Pierwszy wniosek Stanisław Jarząb złożył 3 stycznia tego roku. Prosił o zgodę na usunięcie w Rożnowie 131 drzew (8 dębów, a także brzóz, olch, czeremch i topól). Argumentował, że drzewa są częściowo obumarłe, psują drenaże pól i zagrażają rolnikom.

Dostał zgodę na usunięcie wszystkich 131 drzew. Już wtedy mieszkańcy zaczęli alarmować, że wycinanych jest dużo więcej dębów.

- To były wcześniej nasze pola. Na mapkach i zdjęciach satelitarnych widać, ile drzew tutaj rosło - mówią Eugeniusz Torczyło i Wiesław Walczak, szefowie Promexu. Obaj twierdzą, że trzy ogromne dęby, które wycięto, rosły na ich gruncie, dlatego złożyli zawiadomienie na policji.

W marcu Stanisław Jarząb złożył w magistracie w Wołczynie drugi wniosek. Tym razem chciał wyciąć 83 drzewa. Dostał zgodę na wycinkę 11 kolejnych dębów.

- To prawda, że mieliśmy doniesienia o nielegalnej wycince i zapaliła mi się w głowie czerwona lampka, dlatego poprosiliśmy o opinię dendrologa oraz naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego. Zgodnie z ich opinią nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby nie wydawać zezwolenia na te 11 drzew, które były uschnięte - wyjaśnia burmistrz Wiącek.

Adam Ulbrych twierdzi jednak, że te drzewa usychają z powodu wcześniejszego podcinania korzeni, o czym alarmował policję i gminę. Dlatego złożył w prokuraturze zawiadomienie o zacieranie dowodów przestępstwa.

Jego zdaniem nie przeprowadzono oceny dendrologicznej, kiedy pracowały tam jeszcze koparki podkopujące korzenie. - Zrobiono to dopiero kilka miesięcy potem, kiedy właściciel złożył wniosek o wycinkę - twierdzi ekolog.

Burmistrz Wiącek zapewnia, że po zebraniu dowodów nałoży decyzję o karze.

Adam Ulbrych oszacował, że za wycinkę samych dębów grozi kara kilkudziesięciu milionów złotych.

- Zasady naliczania kary za każdy centymetr obwodu pnia precyzyjnie reguluję przepisy - mówi Adam Ulbrych. - Jeden taki dąb to ponad milion złotych kary.

Pieniądze z kary zasilają kasę gminy. Wołczyn ma 38-milionowy budżet, więc może go nawet podwoić, jeśli skutecznie wyegzekwuje karę za hekatombę drzew.

Stanisław Jarząb wysyła tymczasem do gminy kolejne wnioski. W październiku złożył trzy pisma o zgodę na wycinkę drzew w Komorznie. Łącznie chce usunąć kolejnych 931 sztuk. Mieszkańcy alarmują, że część ścięto już bez zezwolenia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska