Ostatnia Wieczerza

    Oprac. Kog

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Od lewej: św. Bartłomiej, św. Jakub Młodszy, św. Andrzej, Judasz, św. Piotr, św. Jan, Chrystus, św. Tomasz, św. Jakub Starszy, św. Filip, św. Mateusz,

    Od lewej: św. Bartłomiej, św. Jakub Młodszy, św. Andrzej, Judasz, św. Piotr, św. Jan, Chrystus, św. Tomasz, św. Jakub Starszy, św. Filip, św. Mateusz, św. Juda Tadeusz, św. Szymon.

    Interpretatorzy spierają się o wiele szczegółów "Ostatniej Wieczerzy" Leonardo da Vinci, są jednak zgodni, że malarz utrwalił na obrazie moment, w którym Pan Jezus mówi do swoich uczniów: "Zaprawdę powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi, ten który je ze mną".
    Od lewej: św. Bartłomiej, św. Jakub Młodszy, św. Andrzej, Judasz, św. Piotr, św. Jan, Chrystus, św. Tomasz, św. Jakub Starszy, św. Filip, św. Mateusz,

    Od lewej: św. Bartłomiej, św. Jakub Młodszy, św. Andrzej, Judasz, św. Piotr, św. Jan, Chrystus, św. Tomasz, św. Jakub Starszy, św. Filip, św. Mateusz, św. Juda Tadeusz, św. Szymon.

    Zapowiedź zdrady spowodowała wzburzenie uczniów. Najbardziej wyrazisty jest gest Judasza, który jedną ręką trzyma sakiewkę - w domyśle: ze srebrnikami otrzymanymi za zdradę Chrystusa - a drugą wyciąga w stronę tego samego półmiska, do którego sięga Chrystus. Za chwilę padną słowa o zdrajcy: "Ten, który ze mną rękę zanurza w misie".

    Interpretatorzy sugerują, że w gwarze uczty nie wszyscy uczniowie dokładnie usłyszeli słowa Chrystusa.
    Wskazuje na to zachowanie Jakuba Starszego, który otwiera szeroko ręce i patrząc na dłoń Judasza na sakiewce, równocześnie ucisza innych apostołów. Jego ekspresja pasuje do opisanego w Ewangelii żywego temperamentu apostoła, noszącego przydomek "Syn Gromu".
    Filip zdaje się zapewniać Chrystusa o swojej wierności. Tomasz albo grozi Judaszowi, albo wskazuje na niebiosa, z których oczekuje kary dla zdrajcy. Juda Tadeusz wykonuje taki gest, jakby mówił do siedzącego na końcu stołu po naszej prawej stronie Szymona: - Zobacz, co ten Judasz narobił. Rozkładający ręce Szymon tłumaczy, że stało się to, co musiało się zdarzyć, aby się wypełniło Pismo. Święty Jan (najbliżej Chrystusa po naszej lewej stronie) siedzi spokojnie, opierając splecione dłonie na stole, ale równocześnie przygląda się uważnie Judaszowi. Bartłomiej i Jakub Młodszy schylają się w stronę św. Piotra, próbując się od niego dowiedzieć, kogo Chrystus nazwał zdrajcą (Jakub nawet trąca Piotra w ramię). Andrzej, który prawdopodobnie już wie, powstrzymuje ich.

    W centrum obrazu malarz umieścił Pana Jezusa - spokojnego i na tle rozgestykulowanych apostołów statycznego. Mimo że postać Chrystusa nie jest ani większa od pozostałych, ani umieszczona bliżej widza, wyraźnie dominuje. Jest to wpływ światła, które z tyłu oświetla postać Chrystusa i tworzy nad jego głową aureolę.
    Ponieważ Leonardo namalował swoje dzieło na mokrym podłożu, już po kilku latach olejne farby zaczęły odpadać. Pierwsze prace konserwatorskie przeprowadził jeszcze sam autor. Ostatnie zakończyły się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Dzieje obrazu były tak burzliwe, że aż dziw, że jeszcze było co konserwować. Refektarz kilkakrotnie zalewały powodzie. Wojska napoleońskie urządziły w nim stajnię i magazyn paszy. Wreszcie podczas drugiej wojny światowej bomba zniszczyła refektarz, ale ściana z arcydziełem ocalała.

    Obraz Leonarda obrósł różnymi, nie zawsze wiarygodnymi interpretacjami. Jedna z nich mówi, że postać siedząca obok Chrystusa nie jest św. Janem Apostołem, ale - ze względu na kobiece rysy - Marią Magdaleną. Część badaczy zaprzeczyła nawet, że mediolański obraz w ogóle przedstawia Ostatnią Wieczerzę. Ich zdaniem, przeczy temu fakt, iż uczta odbywa się w dzień (przez okno wpada światło słoneczne), a wieczerza paschalna - jak sama nazwa wskazuje - powinna mieć miejsce wieczorem lub w nocy. W dodatku na stole nie ma baranka i ani jednego kielicha, w którym dokonało się przeistoczenie wina w Krew Pańską. Za to przed każdym z apostołów stoi osobny, niewielki kielich. Najdalej idąca interpretacja - trochę naciągana - każe z tego powodu widzieć na obrazie ucztę weselną w Kanie Galilejskiej.
    Wbrew tym sugestiom, dla wielu pokoleń dzieło Leonarda było wyobrażeniem wieczernika i zdarzeń, które rozegrały się tam w Wielki Czwartek - ustanowienia eucharystii i kapłaństwa.

    Dziś do "NTO" dołączamy reprodukcję XX-wiecznego oleodruku wzorowanego na "Ostatniej Wieczerzy". Jej autor po lewej stronie obrazu umieścił dzban, którego nie ma u Leonarda. Można się domyślać, że wodą z tego dzbana za chwilę Chrystus umyje uczniom nogi, a potem pójdzie wraz z nimi na Górę Oliwną. Stąd już tylko krok do wydarzeń Wielkiego Piątku - sądu, Męki i Śmierci Chrystusa.
    SKĄD TE TWARZE
    "Ostatnia Wieczerza" została namalowana na ścianie refektarza klasztoru przy kościele Santa Maria della Grazie w Mediolanie. Leonardo malował ją w latach 1495-1498. W tym czasie powstał niemal cały obraz o powierzchni ponad 38 metrów kwadratowych.
    Przez dwa lata artysta szukał odpowiednich modeli, którzy dadzą twarze apostołom, a i tak nie dokończył postaci Chrystusa i twarzy Judasza. Szukał odpowiedniego wyrazu dla przekazania boskości Pana Jezusa i wystarczająco odrażającego człowieka, by dać jego twarz Judaszowi. Kiedy zakonnicy popędzali Leonarda, by wreszcie zakończył pracę, miał im zagrozić, że nada Judaszowi rysy ich przeora. Robota przy kończeniu dzieła musiała się rzeczywiście przeciągać latami, skoro ukuto złośliwą dla malarza plotkę, iż ostatecznie do postaci Judasza pozował ten sam model, który wcześniej dał twarz Chrystusowi, ale Leonardo po długim czasie go nie poznał.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo