Być jak najbliżej papieża

    Być jak najbliżej papieża

    Fot. Paweł Stauffer

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    - Papież pewnie by sobie życzył właśnie takich żałobników - mówią Magda Olesiek i Darek Falandysz, studenci z Rzeszowa.

    - Papież pewnie by sobie życzył właśnie takich żałobników - mówią Magda Olesiek i Darek Falandysz, studenci z Rzeszowa. ©Fot. Paweł Stauffer

    - Jan Paweł II był chyba ostatnim wielkim autorytetem uznawanym przez ludzi odmiennych religii i kultur na wszystkich kontynentach - mówili nam wczoraj wieczorem pielgrzymi z całego świata, koczujący pod placem Świętego Piotra w Rzymie.
    - Papież pewnie by sobie życzył właśnie takich żałobników - mówią Magda Olesiek i Darek Falandysz, studenci z Rzeszowa.

    - Papież pewnie by sobie życzył właśnie takich żałobników - mówią Magda Olesiek i Darek Falandysz, studenci z Rzeszowa. ©Fot. Paweł Stauffer

    Trudno w to uwierzyć, ale Rzym pomieścił około czterech milionów pielgrzymów, na ulicach nie ma wielkiego chaosu, służby porządkowe i policja w miarę sprawnie służą przybyszom. Wczoraj w południe, wbrew alarmistycznym doniesieniom mediów, wjechaliśmy do Wiecznego Miasta bez stania w korku. Ulice są oblepione plakatami papieża. Za serce chwytają te z prostym podpisem "UN UOMO BUONO", czyli po prostu "Dobry człowiek". I tak tu w Rzymie odbierają Jana Pawła II ludzie, wszystko jedno czy wierzący czy nie.

    - Tylko dziś rozdałem pielgrzymom 13 przyczep pełnych wody mineralnej, tysiące butelek - mówi Lino Favora, rodowity rzymianin, pracownik miejskich służb komunalnych.

    - Pomogłem już dziś około 50 pielgrzymom - mówi Mario Bund, czarnoskóry lekarz ze szpitala Ducha Świętego w Rzymie.

    - On był dla nas jak ojciec, bardzo nam go będzie brakować - mówią młodzi Irakijczycy z Paryża, których spotykamy w drodze na plac Świętego Piotra.
    Pamiętają papieżowi, że mocno potępił wojnę w Iraku, że w ogóle był orędownikiem rozmowy, pokoju na świecie.
    - Kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci papieża, zapanował ogromny smutek - mówią. - To było widać na paryskiej ulicy, nasi przyjaciele byli przygnębieni. Tutaj w Rzymie jest już inna atmosfera. Dalej czujemy smutek, ale i z minuty na minutę coraz więcej radości z tego, co tutaj wokół widzimy. Bo atmosfera spotkania ludzi z całego świata jest niewiarygodna.

    W uliczkach pod placem Świętego Piotra, na okolicznych skwerach, mijamy tysiące pielgrzymów, głównie młodych, ze wszystkich stron świata. Gdyby nie flagi z czarnymi wstążkami, trudno by dostrzec, że to żałoba. Ludzie częściej śmieją się niż płaczą. Mówią, że papież patrzy na nich z góry i też się uśmiecha. Nawiązują się międzynarodowe przyjaźnie, pielgrzymi są solidarni, częstują się jedzeniem, piciem, żywo rozmawiają.
    - Papież pewnie by sobie życzył właśnie takich żałobników - mówią Magda Olesiek i Darek Falandysz, studenci z Rzeszowa.
    Właśnie wyszli z bazyliki, gdzie widzieli Jana Pawła II w trumnie. Wcześniej stali w tłoku pięć godzin, ale są szczęśliwi, że im się udało pożegnać z "duchowym przewodnikiem"
    - Być może śmierć papieża będzie takim początkiem przemian duchowych naszego pokolenia - mówią. - To się czuje na każdym kroku, młodzi już zaczęli inaczej rozmawiać o tym, do czego w życiu dążą, o swoim życiu prywatnym, o pracy. Lekcje Jana Pawła II będziemy jeszcze długo przerabiać.

    Co chwila trzeba robić miejsce dla kawalkady aut z możnymi tego świata.

    - Tylko dziś rozdałem pielgrzymom 13 przyczep pełnych wody mineralnej, tysiące butelek - mówi Lino Favora, rodowity rzymianin, pracownik miejskich służb komunalnych.

    Nad Rzymem cały czas latają helikoptery, na każdym kroku widać elegancko ubranych policjantów, w śnieżnobiałych koszulach, pod krawatami. Co rusz przez miasto przemykają kolumny luksusowych mercedesów i bmw, w eskorcie motorów, z możnymi tego świata za przyciemnianymi szybami. Limuzyny podwiewają kartony na których śpią, wprost na chodnikach, umęczeni kilkudniową podróżą turyści. Śpiących na ulicach ludzi są pod placem Świętego Piotra setki, jeśli nie tysiące.


    Co chwila trzeba robić miejsce dla kawalkady aut z możnymi tego świata.

    - Tylko dziś rozdałem pielgrzymom 13 przyczep pełnych wody mineralnej, tysiące butelek - mówi Lino Favora, rodowity rzymianin, pracownik miejskich służb komunalnych. - Taka praca do przyjemność, bo ja bardzo kocham Ojca Świętego. Musicie wiedzieć, że to był naprawdę dobry człowiek. Pomagał biednym. A dla mnie, rzymianina, jest ważne, że on jako pierwszy papież w historii odwiedził wszystkie kościoły parafialne w naszym mieście. Dla każdego miał czas, taki był...
    Woda mineralna jest niezbędna, bo póki świeci słońce, w Rzymie jest bardzo gorąco. A ludzie czekają na tym słońcu od 5 do 10 godzin na to, by po raz ostatni zobaczyć papieża.

    - Pomogłem już dziś około 50 pielgrzymom - mówi Mario Bund, czarnoskóry lekarz ze szpitala Ducha Świętego w Rzymie. - Ludzie najczęściej mdleją, mają problemy z sercem. Niestety, jeden turystów, 56-letni mężczyzna umarł mi na serce. Ludzie tak bardzo kochają papieża, że czasem zapominają o zdrowym rozsądku.

    W czwartek późnym wieczorem, kiedy nadajemy tę korespondencję, na placu Świętego Piotra stoją tysiące krzesełek dla prezydentów, premierów, koronowanych głów, najważniejszych kościelnych hierarchów.
    - O, John Kerry akurat przechodzi koło papieża - turyści z Polski wskazują na wielki telebim, na którym watykańska telewizja transmituje obraz z bazyliki.
    Na Via Conciliazione, alei prowadzącej do Placu Świętego Piotra, spotykamy spacerującego księdza Adama Bonieckiego, redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego".
    - Jestem tu od poniedziałku i to co obserwuję, jest cudem - mówi ks. Boniecki.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama