Zapomnij o domu

    Ewa Kosowska-Korniak ekosowska@nto.pl

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Justyna Sempruch-Szachowicz z mężem i synem w Opolu.

    Justyna Sempruch-Szachowicz z mężem i synem w Opolu.

    Jest teoria, według której nowoczesny człowiek co 7 lat zmienia pracę. Justyna średnio co 7 lat zmienia kraj, w którym mieszka.
    Justyna Sempruch-Szachowicz z mężem i synem w Opolu.

    Justyna Sempruch-Szachowicz z mężem i synem w Opolu.

    Polka z obywatelstwem szwajcarskim i paszportem kanadyjskim, 35-letnia, opolanka z urodzenia, od 16 lat na emigracji. Mieszkała w Austrii, Włoszech, Kanadzie, Szwajcarii i wie, że na tym nie koniec. Pojedzie wszędzie tam, gdzie wie, że będzie się czuć dobrze i gdzie jej kariera naukowa ma szanse pomyślnie się rozwijać. Teraz mieszka w Zurychu, a badania naukowe w ramach habilitacji prowadzi w Toronto. Z kolei swoją pierwszą książkę naukową wydaje właśnie w Stanach Zjednoczonych.
    Dom jest wszędzie
    - Jestem kosmopolitką, wszędzie będę się czuć dobrze - mówi 35-letnia dr Justyna Sempruch-Szachowicz, specjalizująca się w literaturze porównawczej. - Niestety, ma to także swoje wady. Nigdzie nie jestem u siebie. Ale moją przystanią życiową pozostaje Opole, bo tu się wychowałam i tu mieszkają moi rodzice.
    Gdzie wychowa się syn Justyny, 5-letni Julian? Tego ani Justyna, ani jej mąż Sebastian, Kanadyjczyk polskiego pochodzenia, jeszcze nie wiedzą.
    Mama Juliana włada biegle językiem angielskim i niemieckim, dobrze zna język rosyjski, francuski i włoski. Aby dobrze opanować język obcy, potrzebuje roku, pod warunkiem, że zamieszka wśród ludzi, którzy się nim posługują.
    Wiem, co robię
    Był rok 1988. Justyna miała 19 lat, kończyła pierwszy rok studiów na wymarzonej anglistyce w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. Jest ciekawa świata, stara się o wakacyjny wyjazd do Anglii, ale nie dostaje wizy. Jest przybita. Wówczas mieszkająca w Austrii ciocia zaprasza ją do siebie na wakacje. W Grazu pierwsze swe kroki kieruje na uniwersytet. Chce się przekonać, jak w Austrii studiuje się anglistykę. Przeżywa szok.
    - W Polsce obowiązywał mnie sztywny i, co tu kryć, nudny program studiów, w Austrii studenci układają go samodzielnie, wybierając to, co ich interesuje, np. zajęcia z Szekspira, Eliota, literatury feministycznej - wspomina.
    Zaczęły się wielogodzinne dyskusje z mamą, z budki telefonicznej.
    - Na pewno wiesz, co robisz? Jesteś pewna? - pytała mama z troską w głosie. - Jestem pewna, błagam, przetłumacz mi jak najszybciej moje dokumenty z uczelni na język niemiecki i przyślij je pocztą do Grazu - powtarzała córka.
    Mama spełniła prośbę córki. Tata był akurat w Stanach Zjednoczonych, przez rok utrzymywał ją, bo nie mogła jeszcze liczyć na stypendium. Uczyła się intensywnie języka niemieckiego, mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu, wspólnie z austriackimi studentami. Po roku mogła rozpocząć studia, które w Austrii są dwukierunkowe, oprócz języka angielskiego trzeba wybrać drugi język. Ostatecznie wybrała slawistykę, wykorzystując znajomość języka rosyjskiego.
    - To był strzał w dziesiątkę - opowiada.
    Dzięki biegłej znajomości rosyjskiego i niemieckiego mogła zrezygnować z mycia okien, pieczątkowania, opieki nad dzieckiem, i zająć się tłumaczeniami. W czasie studiów wyjechała na roczne stypendium do Florencji, dzięki temu poznała włoską kulturę i język. Wróciła do Austrii, obroniła się. Jej cel: kończyć studia szybko i z jak najlepszym wynikiem został osiągnięty. Jako temat pracy magisterskiej wybrała porównanie twórczości Witolda Gombrowicza i Wladimira Nabokova, bo obaj byli emigrantami, jak ona, i borykali się tematyką tożsamości w obcych środowiskach.
    - Ten temat ciągle wraca w mojej karierze naukowej. Tożsamość kulturowa, brak przynależności, pogranicze bycia w czymś i poza tym czymś, walka perspektyw - opowiada Justyna.
    Skok na bank
    Przeszkodą w podjęciu dobrej pracy był brak obywatelstwa austriackiego. Wprawdzie w czasie studiów Justyna wyszła za mąż za Austriaka o szwajcarskich korzeniach, ale nie przyjęła obywatelstwa austriackiego, gdyż wówczas musiałaby się zrzec polskiego. Małżeństwo rozpadło się, nim skończyła studia, ale pozostało jej do dziś szwajcarskie obywatelstwo byłego męża. To dało jej szansę na nowy rozdział życia, w Szwajcarii.
    - Po siedmiu latach spędzonych w Austrii zrozumiałam, że nie chcę tu spędzić całego życia. Muszę poszukać nowej drogi - opowiada.
    Znowu postanowiła skoczyć na głęboką wodę. Spakowała walizki i wylądowała w Zurychu. Choć miała bardzo blade pojęcie o bankowości, zatrudniła się w banku UBS, jako urzędnik bankowy (młodzi ludzie po studiach bez problemu dostają pracę w bankach).
    - Bardzo się rozczarowałam rutyną, zbiurokratyzowaniem, koniecznością codziennego uśmiechania się do ludzi, za którymi nie przepadasz. Dobrze zarabiałam, ale wiedziałam, że to nie dla mnie - wspomina.
    Miała poczucie niespełnienia, zwłaszcza, że jeszcze w Austrii rozpoczęła starania o studia doktoranckie ze slawistyki w Kanadzie, na Uniwersytecie Alberta w Edmonton. Do dokumentów dołączyła list rekomendacyjny od profesora, u którego się broniła i cierpliwie czekała ma odpowiedź. Pierwszy sygnał zwrotny: przyjmujemy panią, ale nie przyznajemy stypendium.
    Ruszam za ocean
    - Byłam załamana, z tego wszystkiego zaczęłam robić doktorat w Zurychu ze współczesnej literatury kobiecej. Zaczytywałam się w niej i popadałam w coraz większą frustrację. Odkryłam, że kobiety w Szwajcarii są dyskryminowane, że zawrotne kariery w moim banku robią faceci z wykształceniem policealnym, a kobiety po studiach mogą być tylko sekretarkami lub asystentkami. Bardzo mnie to męczyło, byłam już bliska zwolnienia, gdy niespodziewanie dostałam list z upragnioną odpowiedzią: Mam stypendium, zapraszają mnie do Kanady.
    Szybko odkryła, że doktorat ze slawistyki ją ogranicza. Odnalazła się w literaturze porównawczej, która wymaga znajomości historii literatury światowej, teorii filozofii, socjologii i ogólnie - interdyscyplinarności. Nową fascynację połączyła z zainteresowaniami literaturą feministyczną i rozpoczęła doktorat. Temat: Czarownica we współczesnej literaturze anglosaskiej, słowiańskiej i niemieckiej. Miejsce - Vancouver.
    - Miałam do wyboru jeszcze dwa inne uniwersytety, w Toronto i Nowym Jorku, ale Vancouver zafascynowało mnie swoją malowniczością. To rewelacyjne miejsce do życia, nad oceanem, a otoczone górami, z egzotyczną przyrodą, nie przystającą do tego zimnego kraju, i deszczowym klimatem - opowiada.
    Gdy synek miał kilka miesięcy i zdała ostatni egzamin, odezwał się w niej sentyment do Europy. Pracę mogła pisać gdziekolwiek, laptopa miała zawsze z sobą. Nie była już przywiązana do miejsca. Po raz kolejny skorzystała z furtki, jaką daje jej szwajcarskie obywatelstwo.
    Książkę dedykuję
    nianiom z Polski
    - Wiedziałam, że mąż Sebastian ze swoim wykształceniem dostanie dobrą pracę w banku. Ja pracowałam nad doktoratem, jeździłam na konferencje naukowe po całej Europie i równocześnie pisałam książkę o czarownicach, którą dedykuję nianiom z Polski. Dzięki nim mogłam zrealizować swoje ambicje.
    Wkrótce Justyna po raz kolejny spakuje walizki i wyruszy do Kanady, tym razem na trzy miesiące, by przeprowadzić tam badania empiryczne do swojego projektu habilitacyjnego. Gdzie rodzina Szachowiczów wyląduje ostatecznie? Gdzie zbuduje dom? Na pewno w Europie, kto wie, może w Polsce...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo