Czy tajemnica śmierci generała Sikorskiego zostanie...

    Czy tajemnica śmierci generała Sikorskiego zostanie rozwiązana?

    Tomasz Gdula

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Ekshumacja zwłok gen. Władysława Sikorskiego zmyła z państwa polskiego hańbę, jaką były jego dwa poprzednie pogrzeby. Może też rozwiać wątpliwości wokół przyczyn śmierci naczelnego wodza. Ale nie wokół okoliczności.
    Generał Władysław Sikorski wizytujący oddziały w Egipcie kilka dni przed śmiercią.

    Generał Władysław Sikorski wizytujący oddziały w Egipcie kilka dni przed śmiercią. ©fot. Józef Dragan

    Sposób, w jaki pochowano generała Sikorskiego w 1943 roku w Anglii i w Krakowie 50 lat później to skandal - uważa Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Podobnych opinii jest więcej, gdyż naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych i premiera rządu RP złożono do trumny niemal nagiego.

    Miał na sobie jedynie bieliznę i wojskową koszulę, a ciało owinięto brunatnym wojskowym kocem. W 1993 roku ekshumowano szczątki spoczywające na cmentarzu lotników w Newark. Wtedy otwarto trumnę, lecz zamiast odziać generała w należny mu mundur, zwłoki wraz z okrywającym je kocem wrzucono jedynie do foliowego worka i ponownie zamknięto wieko. Przed złożeniem w królewskiej katedrze na Wawelu już nikt nie otwierał trumny.

    - Mimo to mówienie o pohańbieniu generała z racji braku munduru to gruba przesada - twierdzi znany historyk prof. Tomasz Nałęcz. - Sikorski miał cudowny pogrzeb w londyńskiej katedrze, u trumny stali przedstawiciele całej koalicji antyhitlerowskiej, a potem równie dostojnie żegnano go na Wawelu w 1993.

    Czego można chcieć więcej? - dziwi się profesor. Właśnie fakt braku munduru na zwłokach generała umożliwił ich ekshumację. Badacze dziejów chcieli jej, licząc, że pomoże wyjaśnić jedną z największych zagadek historii Polski, lecz rodzina wyraziła zgodę głównie po to, by można było pochować wodza po raz trzeci, tym razem w stroju godnym jego rangi.

    Naczelny Wódz świadkiem koronnym

    Grób generała w wawelskiej krypcie św. Leonarda otwarto we wtorek rano. O godz. 15.00 w krakowskim Zakładzie Medycyny Sądowej rozpoczęły się intensywne, 22-godzinne badania zwłok. Część historyków ma pretensje, że niepotrzebnie zakłócono wieczny spokój człowieka, który w pierwszym okresie wojny był uosobieniem marzeń o wolnej Polsce.

    Czyżby ci badacze znali całą prawdę o wydarzeniach z 4 lipca 1943 roku na Gibraltarze? Na pewno nie. Może więc nie są ciekawi, co się tam stało? To by oznaczało, że minęli się z naukowym powołaniem i nie zasługują na miano historyków.

    Znacznie bardziej prawdopodobne, że za troską o spokój szczątków Władysława Sikorskiego kryje się strach przed tym, iż ich zbadanie przyczyni się do ujawnienia jednej z najbardziej mrocznych tajemnic naszych dziejów.

    Najważniejsze pytanie, na jakie mają odpowiedzieć naukowcy, brzmi, gdzie i jak zginął Władysław Sikorski - na lądzie czy w samolocie, który 4 lipca 1943 roku o godz. 23.06, po zaledwie 16 sekundach lotu, znalazł się w wodach Zatoki Katalońskiej.

    - Wszystkie dokumenty i relacje, jakie zgromadziłem podczas 15 lat badań, wskazują, że Sikorski został zamordowany, a katastrofę upozorowano, by zatuszować ten fakt - przekonuje Dariusz Baliszewski, historyk i publicysta, jeden z najdociekliwszych badaczy tajemnicy śmierci generała.

    Jesteśmy o krok od jej rozwikłania, ale czy uda się ten krok postawić? Wszystko w rękach lekarzy z krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej. Ich raport z wynikami próbek pobranych z trumny naczelnego wodza ukaże się za miesiąc.

    Bardzo dziwna katastrofa

    Wydarzenia, w wyniku których śmierć poniósł gen. Władysław Sikorski, zwykło się określać mianem "katastrofy w Gibraltarze". Oficjalnie wyglądała ona tak: premier przed godz. 23.00 wsiadł wraz z córką i najbliższymi współpracownikami do liberatora AL 523, zdjął mundur i ułożył się do snu.

    O 23.06 maszyna mimo uszkodzonych sterów wysokości wystartowała (sic!), a 16 sekund później wpadła do Zatoki Katalońskiej, na której wodach unosiła się przez kolejne sześć minut, po czym osiadła na płytkim dnie. Wypadek przeżył tylko czeski pilot Eduard Prchal.

    Wątpliwości pojawiły się już w momencie wypadku, gdyż osoby obserwujące z brzegu start liberatora uznały "katastrofę" za łagodne wodowanie i zaczęto nawet żartować z nieporadności pilota.

    Zdarzenie wydawało się tym zabawniejsze, że Prchal należał do najlepszych lotników RAF-u i wielokrotnie pilotował maszyny z VIP-ami na pokładzie. Słynął z tego, że nigdy nie wkładał kamizelki ratunkowej, by - jak uzasadniał - nie kusić złego losu. Złamał tę zasadę tylko raz - 4 lipca 1943 roku...

    Na dodatek późniejsze zeznania Prchala były pełne niejasności, a nawet sprzeczności, co dodatkowo wzmaga podejrzenia, że brał on udział w spisku na życie polskiego premiera.

    Co ciekawe, żona drugiego pilota, Williama S. Herringa, zarzekała się, że rozmawiała z mężem przez telefon nazajutrz po wypadku. Powiedziała o tym w latach 60. historykowi Davidowi Irvingowi. Oficjalne dokumenty głoszą jednak, że ciało Herringa zaginęło w morzu i nigdy go nie odnaleziono.

    Tajemnica bransoletki

    Zaginięcie Herringa i kilku innych osób jest o tyle dziwne, że według relacji por. Williama Baileya, dowódcy nurków biorących udział w akcji ratowniczej, liberator miękko osiadł na płytkiej wodzie, a morze było wyjątkowo spokojne. Ciał pilota i pasażerów - jak zapewniał nurek w rozmowie z Davidem Irvingiem - nie mógł też porwać prąd morski, gdyż nie było tam takich zjawisk.

    W katastrofie rzekomo zaginęła też Zofia Leśniowska - córka gen. Sikorskiego. W jej przypadku zagadek jest jeszcze więcej, a bodaj najciekawsza dotyczy bransolety z kości słoniowej, podarowanej Zosi przez kilku polskich oficerów na imieniny.

    Ozdoba była charakterystyczna, gdyż dawała się nałożyć na rękę dopiero po dłuższym namoczeniu w wodzie i w taki też sposób można ją było zdjąć.

    Polski poseł w Kairze Tadeusz Zażuliński zapamiętał, że Leśniowska miała tę bransoletę na ręce, gdy wraz z ojcem odlatywała na Gibraltar. Jakież było więc zdziwienie posła Zażulińskego, gdy kilka dni po śmierci generała wezwano go do hotelu Mena House, gdzie obsługa odnalazła bransoletkę Zosi - w zupełnie innym pokoju, niż ten zajmowany wcześniej przez generałównę.

    Jeśli dodamy do tego, że zaraz po liberatorze Sikorskiego z Gibraltaru wystartował do Kairu samolot z sowieckim ambasadorem Majskim, a cichociemny Tadeusz Kobylański zeznał, że w 1945 r. widział ukochaną córkę Sikorskiego w sowieckim łagrze - nasuwają się tragiczne wnioski.

    Wszystko to jednak tylko poszlaki, a odnaleziona w Kairze bransoletka mogła, lecz nie musiała być dramatyczną próbą dania przez Zofię Leśniowską światu znaku życia.

    Warto pamiętać, że inna hipoteza głosi, iż nurkowie odnaleźli w morzu zwłoki Leśniowskiej, lecz wobec przesądu, by nie dotykać włosów topielicy - porzucili je.

    Nikt nie strzelał do generała

    Tajemnic i sensacyjnych hipotez na temat śmierci Władysława Sikorskiego jest wiele. Niektóre mają nawet naukowe uzasadnienie - np. opinia prof. Jerzego Maryniaka z Politechniki Warszawskiej, który na podstawie drobiazgowej symulacji komputerowej stwierdził, że żadnej katastrofy liberatora nie było, a samolot jedynie łagodnie wodował pod pełną kontrolą pilota.

    Od dwóch dni część przypuszczeń można już wykluczyć, dzięki badaniom przeprowadzonym przez patologów z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ich najważniejszy wniosek brzmi, że generała nie zastrzelono.

    Bynajmniej nie kończy to jednak trwających od 65 lat sporów: wypadek czy zamach.
    - Wyłowione z wraku liberatora przedmioty noszą ślady charakterystyczne jedynie dla eksplozji - ustalił Dariusz Baliszewski. I chociaż zapowiedział, że do ukazania się ostatecznego raportu nie będzie komentował cząstkowych wyników badań szczątków Władysława Sikorskiego, wcześniej powiedział i napisał wystarczająco dużo, by domyślać się, w jakim kierunku pójdą badania medyków sądowych.

    Polska zbrodnia? Oby nie

    Najstraszniejsze ustalenie Baliszewskiego prowadzi do wniosku, że naczelnego wodza zamordowali sami Polacy, a Brytyjczycy pomogli im zatuszować zbrodnię.

    Dlatego miało zaginąć szereg dokumentów i niewygodnych świadków, a ciało generała zostało jedynie pobieżnie obejrzane przez lekarza i pospiesznie pochowane w niegodnym wielkiego żołnierza i męża stanu stroju.

    - Mam nadzieję, że Dariusz Baliszewski się myli co do udziału Polaków w spisku na Sikorskiego. Co więcej, jestem przekonany, iż Darek, mój dobry znajomy od wielu lat, też ma taką nadzieję, mimo że zgromadzone przez niego dowody wyraźnie świadczą na rzecz tej straszliwej tezy - mówi prof. Tomasz Nałęcz.

    - W polskim rządzie emigracyjnym i dowództwie mogły być osoby, którym zależało na usunięciu Sikorskiego. Podobna zbrodnia nie miała jednak miejsca w całych naszych dziejach i oby tym razem także okazała się tylko błędnym przypuszczeniem.

    Zwłoki uroczyście pochowane w Krakowie dwa dni temu mogą odpowiedzieć na pytanie, jak zginął Władysław Sikorski. Jeśli okaże się, że był to zamach - trumna z tysiącletniej wawelskiej krypty nie pomoże wskazać sprawców. Mogą to zrobić jedynie dokumenty skryte w brytyjskich, a może moskiewskich archiwach. Dotarcie do tych pierwszych będzie trudne, do drugich - nierealne.

    Może się więc okazać, że tajemnica gibraltarska nadal pozostanie nie wyjaśniona. Niezależnie od tego, w wyniku ustaleń naukowców za kilka tygodni powinniśmy być przynajmniej odrobinę bliżej prawdy. I jakkolwiek byłaby ona bolesna - warto ją znać.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo