Drzewa w gminie Wołczyn nadal są bezkarnie wycinane

    Drzewa w gminie Wołczyn nadal są bezkarnie wycinane

    Mirosław Dragon

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Ekolog Adam Ulbrych wyjechał z Komorzna po tym, jak nieznani sprawcy spalili mu dom i grozili, że go wykończą. Mieszkańcy alarmują, że drzewa nadal są nielegalnie wycinane.

    Pomoc dla Adama Ulbrycha

    Pomoc dla Adama Ulbrycha


    Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania "Dolina Stobrawy" uruchomiło specjalny numer konta, na który można wpłacać datki na odbudowę ośrodka edukacji ekologicznej w Komorznie.

    Dane do przelewu:
    Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania Dolina Stobrawy,
    Adres: ul. XXX-lecia 5,
    46-211 Kujakowice Górne,
    Numer konta: 86 88760009 0036 8979 2000 0010,
    z dopiskiem "Ratujemy Rozalię".



    - Teraz jestem w Krakowie, niedługo jadę do Niemiec na konferencję "Naturschutztage" (Dni Ochrony Środowiska) - mówi Adam Ulbrych. - Na razie nie wracam do Komorzna, bo ewidentnie ktoś próbuje mnie tam zastraszyć.

    Ekologowi z Komorzna podpalono dom w Komorznie po tym, jak alarmował policję i prokuraturę o nielegalnej wycince dziesiątków starych dębów. Podpalaczy szuka kluczborska policja, ale do dzisiaj nie złapała ich.

    Później zaczął dostawać SMS-y z pogróżkami, że jeśli nie wyniesie się z Komorzna, to go wykończą.

    39-letni ekolog mówi, że nie wie, kiedy wróci do Komorzna. Zapowiada, że swoje 15-hektarowe gospodarstwo (dawny folwark Rozalia) chce przekazać jakiejś fundacji ekologicznej, żeby zrobiła tutaj swój ośrodek.

    Tymczasem mieszkańcy Komorzna alarmują, że w wiosce nadal wycinane są nielegalnie drzewa.

    - To już jest rola urzędników i policjantów, żeby ukarać sprawców. Nie może być tak, że jestem jedynym odważnym durniem, który wystawia się na odstrzał - mówi Adam Ulbrych.

    Ekolog z Komorzna dodaje, że sytuacja z gminy Wołczyn, gdzie proceder wycinania drzew trwa od początku roku, jest symptomatyczna.
    - Niby mamy przepisy ochrony środowiska, zagrożone wysokimi karami, ale egzekwowane są bardzo rzadko, bo w mentalności urzędników jest obraz, że ochrona środowiska to fanaberie nawiedzonych ekologów - mówi Adam Ulbrych. Tymczasem już Komisja Europejska nakłada na Polskę duże kary w setkach tysięcy euro za nieprzestrzeganie przepisów ochrony środowiska. O tym się nie mówi.

    Burmistrz Wołczyna Jan Leszek Wiącek zapewnia, że gmina Wołczyn nałoży surowe kary.
    - Prowadzimy postępowanie, zrobiliśmy dokumentację dowodową i wszczęliśmy procedurę naliczania kary za nielegalną wycinkę - mówi burmistrz Wołczyna. - Zleciliśmy uprawnionemu dendrologowi opracowanie opinii, na podstawie której naliczymy karę. Kara na pewno przekroczy milion złotych. Powtarzam, że w gminie Wołczyn nikt bezkarnie nie będzie wycinał drzew.

    Drzewa wycinają zielone ludziki

    Sprawa jest kuriozalna, ponieważ wycinkę drzew prowadzą najwyraźniej zielone ludziki, tacy jak na Ukrainie.

    Tereny w Rożnowie i Komorznie należą do Stanisława Jarząba, rolnika spod Kępna. Próbowaliśmy skontaktować się z nim. Telefon odebrał mężczyzna, ale kiedy dowiedział się, że dzwoni dziennikarz, powiedział, że to pomyłka.

    Stanisława Jarząba nikt w Wołczynie, Komorznie ani w Rożnowie nie widział. Adam Ulbrych, a także szefowie spółki rolniczej Promex w Rożnowie, których pola sąsiadują z gruntami Jarząba, twierdzą, że w sprawie drzew jeździ do nich Michał Albert, właściciel fabryki mebli koło Kępna.

    - Był u mnie dwa razy - mówi Adam Ulbrych. - Mówił, że niedługo będziemy sąsiadami.

    - Mnie wyrzucał z pola, kiedy policja interweniowała po zgłoszeniu nielegalnej wycinki drzew na naszym gruncie - dodaje Wiesław Walczak, kierownik produkcji w spółce Promex.

    Kiedy jednak zadzwoniliśmy do Michała Alberta, powiedział, że ze sprawą nie ma nic wspólnego i że jest to pomyłka. Zaprzeczył także, kiedy zapytaliśmy go, czy jest powiązany rodzinnie ze Stanisławem Jarząbem lub innymi właścicielami gruntów pod Wołczynem.

    Tymczasem oprócz Rożnowa i Komorzna prokuratura wzięła pod lupę w gminie Wołczyn także teren w przysiółku Teklusia. Właścicielką terenu jest Lucyna Albert, żona Michała i współwłaścicielka jego fabryki mebli. Złożyła w gminie Wołczyn wniosek o pozwolenie około tysiąca drzew w Teklusi, mimo iż teren należy do obszaru chronionego Natura 2000.

    - Od lipca prowadzimy dochodzenie w sprawie zniszczenia terenu prawnie chronionego, obejmującego obszar Natura 2000 - informuje Artur Rogowski, prokurator rejonowy w Kluczborku. - To dochodzenie obejmuje także wątki związane z wycinką drzew w Rożnowie i Komorznie.

    Szef kluczborskiej prokuratury dodaje jednak, że nie każda nielegalna wycinka jest przestępstwem. Kary administracyjne za ten proceder nakłada gmina.

    - Gmina powinna już kilka miesięcy temu nałożyć karę, kiedy na gorącym uczynku przyłapano robotników, którzy koparkami obkopywali korzenie, aby usunąć drzewa bez śladu - uważa Adam Ulbrych.
    Kara może podwoić budżet

    - Nasza decyzja musi obronić się w ewentualnym postępowaniu sądowym, jeśli ukarany właściciel tych gruntów odwoła się od decyzji - zaznacza Jan Leszek Wiącek, burmistrz Wołczyna.

    Sytuację komplikuje fakt, że po pierwsze, sprawcy wycinają drzewa razem z korzeniami, czyli usuwają ślady.

    Po drugie, gmina Wołczyn wydała już Stanisławowi Jąrząbowi dwa razy zgodę na wycinkę drzew, więc nie wszystkie pnie ścinane są nielegalnie.

    Po trzecie, rolnik spod Kępna zasypuje gminę kolejnymi wnioskami o zgodę na wycinkę.

    Liczby dębów, brzóz, wierzb , olch i jesionów we wnioskach idą w setki!

    Przyjrzeliśmy się dokładniej tej sprawie

    Pierwszy wniosek Stanisław Jarząb złożył 3 stycznia tego roku. Prosił o zgodę na usunięcie w Rożnowie 131 drzew (8 dębów, a także brzóz, olch, czeremch i topól). Argumentował, że drzewa są częściowo obumarłe, psują drenaże pól i zagrażają rolnikom. Dostał zgodę na usunięcie wszystkich 131 drzew.

    Ekolog Adam Ulbrych miał pretensje do władz gminy, że dały zgodę na wycinkę, nie uzgadniając ani nasadzeń zastępczych, ani nie pobierając opłat, mimo iż liczba wyciętych drzew jest bardzo duża.

    - Wydanie decyzji na wycinkę drzew absolutnie nie musi wiązać się z naliczeniem opłaty ani z nasadzeniami zastępczymi - mówi burmistrz Wiącek. - Można również wydać decyzję, jeśli jest opinia, że drzewa zagrażają bezpieczeństwu, wtedy nie ma podstaw do naliczania opłat.

    Już po zgodzie na wycinkę 131 drzew mieszkańcy zaczęli alarmować, że wycinanych jest dużo więcej dębów.

    - To były wcześniej nasze pola. Na mapkach i zdjęciach satelitarnych widać, ile drzew tutaj rosło - mówią Eugeniusz Torczyło i Wiesław Walczak, szefowie Promexu. Obaj twierdzą, że trzy ogromne dęby, które wycięto, rosły na ich gruncie, dlatego złożyli zawiadomienie na policji.

    W marcu Stanisław Jarząb złożył w magistracie w Wołczynie drugi wniosek. Tym razem chciał wyciąć 83 drzewa. Dostał zgodę na wycinkę 11 kolejnych dębów.

    - To prawda, że mieliśmy doniesienia o nielegalnej wycince i zapaliła mi się w głowie czerwona lampka, dlatego poprosiliśmy o opinię dendrologa oraz naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego. Zgodnie z ich opinią nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby nie wydawać zezwolenia na te 11 drzew, które były uschnięte - wyjaśnia burmistrz Wiącek.

    Adam Ulbrych twierdzi jednak, że te drzewa usychają z powodu wcześniejszego podcinania korzeni, o czym alarmował policję i gminę.

    Dlatego złożył w prokuraturze zawiadomienie o zacieranie dowodów przestępstwa. Jego zdaniem nie przeprowadzono oceny dendrologicznej, kiedy pracowały tam jeszcze koparki podkopujące korzenie.
    - Zrobiono to dopiero kilka miesięcy potem, kiedy właściciel złożył wniosek o wycinkę - twierdzi ekolog.
    Burmistrz Wiącek zapewnia, że po zebraniu dowodów nałoży decyzję o karze.

    Adam Ulbrych oszacował, że za wycinkę samych dębów grozi kara kilkudziesięciu milionów złotych.
    - Zasady naliczania kary za każdy centymetr obwodu pnia precyzyjnie reguluję przepisy - mówi Adam Ulbrych. - Jeden taki dąb to ponad milion złotych kary.

    Pieniądze z kary zasilają kasę gminy. Wołczyn ma 38-milionowy budżet, więc może go nawet podwoić, jeśli skutecznie wyegzekwuje karę za hekatombę drzew.

    Stanisław Jarząb wysyła tymczasem do gminy kolejne wnioski.
    W październiku złożył trzy pisma o zgodę na wycinkę drzew w Komorznie. Łącznie chce usunąć kolejnych 931 sztuk. Mieszkańcy alarmują, że część ścięto już bez zezwolenia.

    Komentarze (33)

    Wszystkie komentarze (33) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo