Kazik Staszewski: Pracuję z alkomatem

Kazik Staszewski: Pracuję z alkomatem

archiwum zespołu

Nowa Trybuna Opolska

Aktualizacja:

Nowa Trybuna Opolska

Kazik Staszewski: Pracuję z alkomatem

©archiwum zespołu

Rozmowa z Kazikiem Staszewskim, liderem zespołu Kult.
Kazik Staszewski: Pracuję z alkomatem

©archiwum zespołu

- Ryzykuję cios laćkiem, ale zapytam: jak powstają twoje teksty?
(śmiech) - Ostatnio nie powstają w ogóle. Od płyty "Hurra!" Kultu nie napisałem właściwie nic. A laćkiem postraszyłem, bo to było jedno z najczęściej powtarzających się w wywiadach pytań i zbierało mi się na wymioty, jak je słyszałem. Wracając do tekstów - Adamowi Mickiewiczowi po napisaniu "Pana Tadeusza" też się skończyło... (śmiech).
Potem pisywał rzeczy mało wartościowe. Nie wiem, czy to jest kwestia braku weny, czy nadmiaru samokrytycyzmu - żaden z tekstów, które próbowałem stworzyć ostatnio, mi się nie podobał. Kiedyś miałem potworną łatwość pisania - ręce nie nadążały za tym, co wymyślała głowa. Teraz natchnienie nie przychodzi.

- Na płycie "Hurra!" Kultu jest kilka utworów, w których odwołujesz się do Boga i wiary, uskarżasz, że niewiara jest trudna. Ty, zapalony ateista?
- Lata temu straciłem wiarę. Z Kościoła katolickiego wyszedłem, kiedy miałem naście lat. Wcześniej moja obecność w nim też była bardziej celebracyjna. Potem, w wieku bodaj 18 lat, zetknąłem się ze świadkami Jehowy. To był czas erupcji mojej wiary. Na chrzest jednak się nie zdecydowałem, ale odbywałem studium biblijne. Trwało to chyba z pięć lat. Jednak w pewnym momencie świadkowie zaczęli na mnie naciskać, żebym porzucił granie. Za bardzo je ukochałem, żeby porzucić.

- Chodziłeś z "Pismem" po domach?
- Chodziłem, jako tak zwany zainteresowany.

- I jak było? W Polsce świadkowie nie są mile przyjmowani.
- Nigdzie nie są, bo to jedyne znane mi wyznanie, które zupełnie odrzuca idee ekumenizmu. Ich zdaniem prawda jest tylko jedna, więc nie można się sprzymierzać z luteranami czy katolikami, bo są w objęciach diabła. U mnie w domu też się ich nie przyjmowało. Ja zrobiłem to przypadkiem, gdy byłem sam. Miałem kiepski moment. Była połowa grudnia 1981, stan wojenny. Miesiąc wcześniej uczestniczyłem w strajkach studenckich i słuchałem Kuronia i Michnika, którzy twierdzili, że komuna się już wali. Po czym przyszedł 13 grudnia i wojskowi w jeden dzień pokazali, że to mrzonki.

- Wtedy utraciłeś wiarę?
- Nie przez stan wojenny (śmiech). Tak ostatecznie stało się to w ostatnich latach. W moim życiu wydarzyło się kilka rzeczy, których nie rozumiem. Jeśli Bóg istnieje, to jego zamierzenia są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Jeśli jest istotą tak doskonałą, to nie powinien komplikować aż tak życia prostego człowieka, jakim jestem.

- Co się takiego wydarzyło?
- Zachorowała mi jedna z najbliższych osób i wszystko wskazuje na to, że nie jest to krótkotrwała rzecz. Nieszczęście spotkało też moją teściową - bardzo dobrą, energiczną kobietę. Całe życie modliła się o jedną rzecz: żeby nie dostać udaru mózgu, jak jej mama. Prowadziła się zdrowo - nie paliła, alkohol piła w śladowych ilościach, zdrowo się odżywiała. No i w wieku 62 lat dostała udaru. Jest sparaliżowana, nie może nawet czytać. To mnie kompletnie załamało i odsunęło od wiary.

- Kościół odsyła cierpiących choćby do Księgi Hioba, któremu Bóg zadał wiele bólu w imię wiary.
- To straszna księga. Nie przemawia do mnie, że w imię jakiejś wyższej miłości można wybić komuś dzieci, a potem dać mu nowe.

- Na krążku "Hurra!" jest też "Amnezja", piosenka o tym, że nie pamiętamy. O czym najczęściej?
- O tym, jak było niefajnie za komuny. Pamiętamy tylko to, co napawa nas nostalgią. Sam to mam. Jakiś czas temu byłem ze swoim starszym synem i jego żoną nad morzem. Popijaliśmy coś wieczorem, nastrój był przyjemny, i młodzi zapytali nas: mamo, tato, jak to było za komuny. Stwierdziliśmy, że właściwie zajebiście. Byliśmy młodzi, mieliśmy masę energii. Uświadomiłem sobie wtedy, że nie pamiętamy o tamtej beznadziei. Im jestem starszy, tym częściej zadaję sobie też pytanie, czy dla wszystkich absolutnym priorytetem jest wolność, której tak nam za komuny brakowało. Może są ludzie, którzy od tej wolności wolą pełną miskę? Według badań więźniowie, którzy większość swojego życia spędzili za kratami, nie potrafią żyć na wolności.

- Myślisz, że po PRL-u Polacy mają to samo?
- Na pewno nie wszyscy. Ale na przykład moja teściowa i jej mąż byli absolutnie przekonani, że po 1989 r. coś się zepsuło. Nie kręciły ich podróże do Tunezji czy na Bali, wystarczała im działka. W komunie mieli - bo dostali - swoje 38 metrów, co kilka lat talon na malucha i czasem udawało im się załatwić żółty ser. Każdy miał pracę, bo był przymus. Przy takim podejściu rok '89 był destrukcją. Tym bardziej, że ludzie nie brali pod uwagę, że ta upragniona wolność poza komuną wiąże się z całą masą obowiązków. Myśleliśmy, że będą pełne sklepy i dalej się będzie można opieprzać, stojąc przy łopacie. Teraz pamiętamy tamtą życiową beztroskę.

- Lech Kaczyński powinien mieć pomnik w Warszawie?
- Oczywiście, że powinien. Bez względu na opinie o nim - zginął na posterunku, pełniąc obowiązki głowy państwa, a nie u siebie na działce, zabijając się szpadlem. A poza tym - czy nam się to podoba czy nie - był najlepszym prezydentem Polski ostatniego 20-lecia. Bo kto, jeśli nie on? Jaruzelski? Wałęsa? Nie wygłupiajmy się... A może Kwaśniewski, który do Charkowa, na groby polskich żołnierzy pojechał pijany? Długo nie dostrzegałem niestosowności tej sytuacji. Do czasu, aż uświadomiłem sobie taką rzecz: a jakby to prezydent Izraela przyjechał do Auschwitz i się zataczał?

- A Bronisław Komorowski?
- Jaki jest, każdy widzi... (śmiech). Kaczyńskiemu ten pomnik się należy.

- Głosowałeś w ostatnich wyborach na PO.
- Głosowałem, ale z własnej ignorancji i z ulegania baraniej panice - ulegając panice antypisowskiej. Tego żałuję. Daleki jestem od tego, by w czambuł potępiać rządy PiS. Dla mnie i dla mojej kieszeni to był bardzo dobry czas. Znieśli podatek od darowizny, od spadku, zmniejszyli dochodowy. Niestety kompletnie nie umieli sobie poradzić z wizerunkiem w mediach, czego i ja jestem najlepszym dowodem, widząc w nich wcielone zło. Ale ja to głupek jestem.

- A co jest największym błędem obecnego rządu?
- Wszystko. Niedotrzymanie ani jednej obietnicy wyborczej. Obiecywanie gruszek na wierzbie należy oczywiście do emploi zawodu polityka, ale PO zachowała się kompletnie cynicznie. A rząd popełnia gafę za gafą. Ot, choćby ostatnio wyczytałem, że w aferze hazardowej są wprawdzie jakieś dowody, ale nie takie, żeby postawić zarzuty... Czytaj: Miro i Zbycho coś broili, ale się im upiecze, bo ich osłaniają koledzy. Próba kupienia ustawy, bo z tym mieliśmy do czynienia w tej aferze, czyli sytuacja analogiczna do tej, która rozwaliła rząd Millera, teraz ma ujść na sucho. W zamian za to tłuszcza dostaje co raz to nowe elementy igrzysk, jak kastrowanie pedofili, walka z dopalaczami i kibicami. Mówię kibicami, bo nie uznaję dychotomii kibol-kibic.

- Jak trafiłeś na Teneryfę, gdzie masz dom?
- Zaczęło się od wycieczek na wakacje i wyjazdów do kuzyna, który mieszka tam od lat 80. To on wpadł na pomysł, żebym coś kupił na wyspie. Miałem wtedy trochę gotówki - starczyło na wkład własny. Wystąpiłem tam o kredyt, kupiłem dom i jeżdżę tam na 4-5 miesięcy w roku. Połączenia są częste i tanie - poza sezonem bilety można kupić za 200-300 złotych w obie strony. Nie jest to więc jakiś ekskluzywny wyczyn. Odrywam się od obowiązków - zawodowych i rodzinnych. Odpoczywam. Siedzę na balkonie, piję wino, palę papierosy, bo tam to dopiero wchodzą! I czytam książki. W Polsce czas zjadają mi gazety. A na wiosnę i lato wracam do Polski.

- Ostatnia płyta "Kult MTV Unplugged" jest diamentowa. To duży sukces w tych czasach.
- Sprzedała się w 150 tysiącach egzemplarzy. Jak? Tego nie wiem, to dla mnie kompletny kosmos.

- Jakieś plany na fali sukcesu?
- Za chwilę wychodzi DVD jednego z moich składów - El Doopa. To będzie specyficzna płyta, bo i specyficzny jest skład. Przyświeca nam idea, że im większa żenada, tym lepiej. O ile w Kulcie musiałem wprowadzić alkomat, żeby ograniczać spożycie, o tyle w El Doopie ten alkomat powinien być po to, żeby sprawdzać, czy ktoś nie ma zbyt mało we krwi. Poniżej dwóch promili kompletnie nam nie idzie (śmiech). Potem chcemy robić płytę ze składem Kazik na Żywo.

- Ten alkomat w Kulcie macie naprawdę?
- Nawet dwa! Profesjonalne, takie jak ma policja. Zasada jest taka: kiedy zaczynamy grać, żaden z nas nie może mieć powyżej 0,0 promila, kiedy schodzimy - można mieć jeden. A poważnie - kilka lat temu alkohol był sporym dla nas problemem. Kompletnie nie było pomysłu, co z tym zrobić. Tyczyło to też mnie. Kiedyś w Katowicach wystąpiłem w stanie urągającym przyzwoitości, zachowałem się jak dupek. W końcu postanowiliśmy wziąć byka za rogi. Wprowadziliśmy alkomat i umowę, że jak komuś wykaże nawet setną część, to występ wykonuje charytatywnie... (śmiech). I działa! Bo najskuteczniejsze jest zawsze uderzenie po kieszeni, nie licząc naturalnie kary śmierci.


Czytaj e-wydanie »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze (48)

Wszystkie komentarze (48) forum.nto.pl

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo