Serwis narciarski Serwis narciarski
    Białe szaleństwo: adrenalina, odstresowanie, wypoczynek

    Białe szaleństwo: adrenalina, odstresowanie, wypoczynek

    Tomasz Dereszyński AIP, Twitter: @TomDeresz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Wisła, Nowa Osada, luty 2017
    1/8
    przejdź do galerii

    Wisła, Nowa Osada, luty 2017 ©Tomasz Dereszyński

    Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy wybrać się na narty jeszcze w tym sezonie zimowym, odpowiem: koniecznie trzeba pojechać w góry. Z narciarstwem jest trochę jak z sushi - uwielbiasz albo nienawidzisz. Nie ma opcji pośredniej. Ja stałem się wyznawcą białego szaleństwa z nizin.
    Na polskich stokach narciarskich suną starsi, młodsi, gimbaza. Wśród narciarzy znajdą się i szaleńcy. Halo policjanci, pamiętajcie o zaglądaniu na stoki. Każdy z narciarzy próbuje swoich sił. Jedni z lepszym, inni z gorszym skutkiem.

    Stara prawda mówi, że czym wcześniej się nauczymy jeździć na nartach, tym lepiej. Tego się nie zapomina tak jak pływania czy jazdy na rowerze. Raz się człowiek nauczy i do końca życia wystarczy. Reszta to kwestia doskonalenia techniki, stylu, kondycji, zapału, pieniędzy.

    Niektórzy "sportowcy mimo woli" (jak kiedyś m.in. niezapomniany aktor Adolf Dymsza) zaczynają swoją karierę amatorskiego narciarstwa dobrze po trzydziestce. I zostają wyznawcami. Tak jak ja. Z narciarstwem jest trochę jak z kuchnią japońską: sushi się kocha albo nienawidzi. Inne opcji nie ma. No way. Pamiętajmy, że narciarstwo wymaga zaangażowania, pasji, wytrwałości no i last but not least: pieniędzy.

    Zostawiając kwestię pieniędzy na koniec, skupmy się na tym, co dobre. Narciarze to grupa specjalnej troski, bo przecież inaczej nie da się zdefiniować wyznawców nart i snowboardu. O przepraszam, snowboardowcy to grupa bardzo specjalnej troski. Mam czasami wrażenie, że niektórzy za wszelką cenę muszą zjeżdżać na desce, pomimo braku talentu a także umiejętności. Szczególnie młodzież. Z deską jest tak jak z iphone'm. Moda, moda, moda, nie wypada w gimnazjum czy liceum nie mieć tego telefonu i nie zjeżdżać na desce. Narty to dla nich wstyd, obciach, ale to tylko moje obserwacje.



    Odwieczne pytanie związane z nartami: kraj czy zagranica? Ja odpowiadam "kraj". I dodaję: Wisła Małysza. Dlaczego? Z ludźmi jest ponoć tak jak w tym powiedzeniu "Lubię już miejsca które już kiedyś widziałem". Pamiętacie oryginalne? To o "lubieniu piosenek już raz słyszanych", które wypowiedział inżynier Mamoń w kultowym "Rejsie". Tak to zadziałało w moim wypadku. Raz przyjechałem, i tak od wielu lat wracam. Zresztą każdy ma swoją Wisłę.

    Kocham zmęczenie po jeździe na nartach i myśl, że wieczorem pogram w bilard, poczytam książkę, poleżę bez sensu. Oczywiście wcześniej zahaczę o ulubioną wiślańską cukiernię "U Janeczki". Mają tam pyszne ciastka, w sam raz na uzupełnienie kalorii po szaleństwie na stoku. Do kawy jak znalazł. Dobrze, że już nie biją się w Wiśle o złotą patelnię i szatnia nie jest obowiązkowa. Bo wuzetka koniecznie.

    Od czego zacząć przygodę z narciarstwem (snowboardem)? Warto na początku wykupić kilka lekcji, bo instruktorzy nauczą nawet największego sztywniaka. A ten albo polubi ten sport albo ucieknie ze stoku na zawsze. Tak, tak. Jeśli ktoś przetrwał pierwsze próby i nie zraził się do narciarstwa, powinien skompletować swój sprzęt do szaleństwa. Drobnymi kroczkami do celu, jakim jest czysta przyjemność z jazdy.

    Wiadomo, że na uprawianie sportów zimowych trzeba przeznaczyć całkiem dużą sumkę. To prawda. Pytanie, czy od razu trzeba mieć sprzęt z najwyższej półki? Oczywiście że nie. Pieniądze, pieniądze, kochane pieniądze przyślijcie rodzice... Dla chcącego nie ma nic trudnego. Można pooszczędzać przez nieziomową resztę roku, by w zimne dni poszusować na nartach. Proste? Proste.

    Życzę Wam wszystkim miłego zjeżdżania. Ja już swój wyjazd na narty tej zimy mam za sobą. Niestety.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Narty za granicą