USA: Szaleniec wjechał w tłum w Charlottesville. 1 osoba nie...

    USA: Szaleniec wjechał w tłum w Charlottesville. 1 osoba nie żyje, są dziesiątki rannych [ZDJĘCIA]

    Michal Kurowicki (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Akcja ratunkowa po ataku w Charlottsville
    1/7
    przejdź do galerii

    Akcja ratunkowa po ataku w Charlottsville ©Albin Lohr-Jones/Sipa USA/East News

    Szaleniec rozjeżdżał samochodem ludzi w Charlottesville w amerykańskim stanie Virginia. Według wstępnych ustaleń zabił jedną osobę, ranił co najmniej 19. To nie był przypadek, bo radykał celowo wjechał w tłum lewicowych manifestantów.
    Do ataku z użyciem samochodu osobowego doszło w sobotę około godziny 22 czasu polskiego. Ciemny sedan wjechał w tłum ludzi z dużą prędkością. Następnie wycofał i uderzył ponownie. Na miejscu zginęła 32-letnia kobieta. Kierowcę aresztowała policja. Ten akt przemocy był jednym z elementów zamieszek i demonstracji, które przez całą sobotę trwały w Charlottesville, czytamy w relacji BBC.

    Od rana walczyły tam ze sobą dwie grupy.
    Pierwsza to zwolennicy skrajnej prawicy. Zorganizowali oni marsz pod nazwą "Zjednoczyć prawicę". Przyjechali do Charlottesville, aby zaprotestować przeciw decyzji burmistrza miasta o usunięciu pomnika gen. Roberta E Lee, który w czasie wojny secesyjnej w latach 1861-65 dowodził siłami Konfederatów, domagających się utrzymania niewolnictwa w USA.
    Jeszcze w piątek prawicowcy zorganizowali na lokalnym uniwersytecie wiec z zapalonymi pochodniami w stylu Ku-Klux-Klanu. A następnie przemaszerowali przez miasteczko akademickie. Tego dnia w demonstracji wzięło udział około 500 osób.

    Część prawicowych ekstremistów, członków grup paramilitarnych, przyjechała do miasta uzbrojona w karabiny z ostrą amunicją i założyła wojskowe mundury. Ubrani w takie stroje chodzili swobodnie po ulicach. Według relacji dziennikarzy "The New York Times" manifestanci wznosili m.in. okrzyki "Liczą się białe życia" i "Żydom nie uda się nas zastąpić".

    Na znak protestu przeciw demonstracjom skrajnej prawicy na ulice wyszli mieszkańcy miasta. Charlottesville to bastion Demokratów. W ostatnich wyborach prezydenckich Hilary Clinton wygrała tu z imponującym poparciem aż 86 procent. Do miasta przyjechali też działacze organizacji antyfaszystowskich i lewicowych z innych części USA.

    CZYTAJ TAKŻE: Duchowy doradca Donalda Trumpa pozwala mu zabić Kim Dzong Una

    W centrum miasta doszło do gwałtownych starć obu grup. Rozgorzała wielka bitwa. Jej uczestnicy używali pałek, kamieni, butelek i sprejów z gazem pieprzowym. W wyniku walk rannych zostało kilkanaście osób. Policja długo nie mogła poradzić sobie z tak dramatyczną sytuacją. W końcu funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych do rozpędzenia tłumu. Aresztowali przy tym kilkadziesiąt osób.

    Agencja BBC cytuje wypowiedź jednej z uczestniczek wiecu przeciw marszowi skrajnej prawicy. Shiquan Rah, 21-letnia dziwczyna mówi o prawicowcach: "Ci ludzie nie mają żadnego przesłania. Ich przesłaniem jest przemoc. To jest jak wojna o dusze, wojna religijna."

    W Charlottenville ogłoszono stan wyjątkowy. Przemoc na ulicach miasta potepił prezydent Donald Trump.

    Około godziny 1 nad ranem czasu polskiego "The New York Times" podał informację, że w kilka godzin po ataku z użyciem samochodu doszło do kolejnej tragedii. W odległości ok. dziesięciu kilometrów od Charlottenville rozbił się helikopter. W wypadku zginęły dwie osoby.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama