W najbliższych dniach parlament ma przyjąć przepisy przywracające święto Trzech Króli do kalendarza dni wolnych od pracy.

Jednak po raz pierwszy skorzystamy z tego rozwiązania dopiero w 2011 roku. Wbrew pozorom nowe święto nie skróci znacząco statystycznego czasu pracy, gdyż jednocześnie zniknie przepis, pozwalający wybierać wolny dzień za święta przypadające w sobotę.

Zobacz: Wymiar czasu pracy w roku 2009

Dotychczas jeśli dzień świąteczny (ustawowo wolny od pracy) przypadał właśnie w sobotę, pracodawca miał obowiązek wyznaczyć pracownikom dodatkowe wolne w danym miesiącu. Gdy natomiast święto przypadało w niedzielę, taki przywilej się nie należał.

Walkę o przywrócenie Trzech Króli, jako dnia wolnego, toczyło od kilkunastu miesięcy stowarzyszenie pod przywództwem prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego.

Dotychczasowe próby przeforsowania ustawy w sejmie kończyły się niepowodzeniem, mimo że podpisy na listach poparcia dla tej inicjatywy złożyło grubo ponad milion Polaków. Teraz jednak koalicja rządowa zapowiada głosowanie „za”.

Tym samym liczba świąt wzrośnie w Polsce do 12. Dziś ustawowo odpoczywamy w Nowy Rok, Poniedziałek Wielkanocny, 1 i 3 maja, pierwszy dzień Zielonych Świątek, Boże Ciało, 15 sierpnia, 1 i 11 listopada oraz w dwa dni Bożego Narodzenia.

Istnieje obawa, że Trzech Króli sparaliżuje Polskę na okres od 1 do 6 stycznia

Szczególnie w urzędach może ujawnić się skłonność do zamykania ich na dwa dni, jeśli np. Trzech Króli przypadać będzie w czwartek. Ekonomiści prześcigają się też w obliczeniach, jakie straty poniesie z tego tytułu gospodarka.

Wielu zwraca jednak uwagę, że największe szkody gospodarce wyrządza nie rosnąca liczba dni wolnych od pracy, lecz zakaz pracy placówek handlowo-usługowych w święta. Ten przepis nie podoba się zresztą także zwykłym obywatelom.

Zobacz: Godziny nadliczbowe wydłużają urlop

- To irytujące, że po najdrobniejszą rzecz, jeśli jej właśnie w domu zabraknie, trzeba biegać pół miasta i płacić jak za przysłowiowe zboże, bo zakaz handlu w dużych sklepach wykorzystują właściciele małych placówek, niejednokrotnie windując przy tej okazji ceny - mówi Monika Kowalewska z Kędzierzyna-Koźla.

Wie, co mówi, gdyż sama jest sprzedawczynią. Mimo to nie należy do zwolenników przepisu, wywalczonego dwa lata temu przez swoje środowisko.

- Sprzedawcą jest się podczas pracy, a klientem zawsze. Jeśli proste zakupy urastają do rangi poważnego problemu, to trudno się cieszyć, że jest święto - mówi pani Monika. - Wolałabym, żeby handel toczył się jak w każdą niedzielę, ale inspekcja pracy później starannie kontrolowała, czy sprzedawcy dostali za swoją pracę stosowne wynagrodzenie.

Niewątpliwie ponowne zezwolenie na handel w święta znacząco zmniejszyłoby straty budżetu państwa związane ze świątecznym wypoczynkiem Polaków.

Istnieją nawet badania wskazujące, że w dni świąteczne znacznie chętniej wydajemy pieniądze na przyjemności, a każda zawarta transakcja to wymierne korzyści dla budżetu np. z tytułu VAT-u. Mimo to o zmianach w przepisach przywracających handlową normalność w święta posłowie na razie nawet nie myślą.

- I dobrze. Każdy, kto pracował w markecie wie, że gdyby nie ta ustawa, nie mielibyśmy prawa nawet do tych kilkunastu dni wypoczynku w roku. W takich sklepach nikt się z ludźmi nie liczy i wykorzystuje się nas do maksimum - przyznaje Adam, pracownik jednego ze sklepów wielkopowierzchniowych w Opolu.

11 dni wolnych od pracy w roku, do jakich obecnie mamy prawo to stosunkowo niewiele. I nie zmieni tego nawet wprowadzenie kolejnego w 2011 roku. W Europie jest spora grupa państw, które zdecydowały się dać swoim obywatelom znacznie więcej wypoczynku.

Dotyczy to nie tylko tak bogatych społeczeństw, jak Niemcy czy Szwajcarzy, ale także porównywalnych z nami pod względem zamożności Czechów, jak również wyraźnie uboższych Białorusinów i Rosjan.