Na nic nam ten wiadukt

    Na nic nam ten wiadukt

    Fot. Jolanta Jasińska-Mrukot

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    - Jesteśmy ciekawi, co oni z tym wiaduktem zrobią, skoro nikt z niego nie korzysta - mówi Bernard Stanosek z Rzędowic. - W sobotę i niedzielę jeżdżą

    - Jesteśmy ciekawi, co oni z tym wiaduktem zrobią, skoro nikt z niego nie korzysta - mówi Bernard Stanosek z Rzędowic. - W sobotę i niedzielę jeżdżą tutaj tylko dzieci na sankach. ©Fot. Jolanta Jasińska-Mrukot

    Najwyższa Izba Kontroli sprawdza, kto odpowiada za postawienie wiaduktu przy obwodnicy Dobrodzienia, którym jeździ tylko kilku mieszkańców.
    - Jesteśmy ciekawi, co oni z tym wiaduktem zrobią, skoro nikt z niego nie korzysta - mówi Bernard Stanosek z Rzędowic. - W sobotę i niedzielę jeżdżą

    - Jesteśmy ciekawi, co oni z tym wiaduktem zrobią, skoro nikt z niego nie korzysta - mówi Bernard Stanosek z Rzędowic. - W sobotę i niedzielę jeżdżą tutaj tylko dzieci na sankach. ©Fot. Jolanta Jasińska-Mrukot

    Mieliśmy na to zgodę

    Mieliśmy na to zgodę


    Maria Burzyńska, wicedyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, oddział w Opolu:
    - Nie zgadzam się z zarzutem marnowania publicznych pieniędzy przez naszą dyrekcję. Lokalizację tego wiaduktu konsultowaliśmy z powiatowym zarządem dróg, także władze gminy ją zaakceptowały. Ich zgoda była konieczna do uzyskania pozwolenia na budowę wydawanego przez wojewodę. Chcąc budować obwodnicę Dobrodzienia musieliśmy dzielić pola uprawne rolników. W takiej sytuacji ustawa zobowiązuje nas do zapewnienia tym właścicielom dojazdu do pól. Mieszkańcy protestujących wsi mogą korzystać z drogi wojewódzkiej.



    Bezmyślnie postawiony i nikomu niepotrzebny - tak o zbudowanym trzy lata temu wiadukcie mówią ludzie z Rzędowic i Klekotnej.
    Gdyby wiadukt stanął 200 metrów dalej, czyli na ulicy Rzędowickiej w Dobrodzieniu, mogliby z niego korzystać wszyscy mieszkańcy tych dwóch wsi. Teraz służy on jedynie kilku rolnikom, którzy dojeżdżają nim na pola.

    - Teraz nie ma winnego, ale przecież ktoś wskazał, gdzie budować - mówi sołtys Józef Hermański z Rzędowic.
    Najwyższa Izba Kontroli na wniosek posła Zenona Tymy z LPR od miesiąca sprawdza, czy lokalizacja wiaduktu przy obwodnicy Dobrodzienia jest odpowiednia i czy postawienie go właśnie w tym miejscu służy wszystkim mieszkańcom Rzędowic i Klekotnej. Inspektorów interesuje także to, czy publiczne pieniądze na budowę zostały wydane sensownie.
    - Moim zdaniem winny jest również poprzedni zarząd gminy, bo wiedział, że wiadukt posłuży tylko kilku mieszkańcom - zaznacza poseł Tyma. - A Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad lekką ręką wydała na to publiczne miliony, do tego nie chcą powiedzieć, ile to kosztowało.

    Sprawdziliśmy. Wiadukt kosztował około 800 tys. zł - poinformowała nas wczoraj Maria Burzyńska, wicedyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Opolu.
    - Władze gminy do końca trzymały w tajemnicy lokalizację wiaduktu. Wszystko po to, żeby ludzie nie protestowali - skarży się Bernard Stanosek z Rzędowic. - Prawda jest taka, że nikt z niego nie korzysta. Nawet ci, którzy krzyczeli, że sprzedadzą ziemię pod obwodnicę tylko pod warunkiem, że postawią im ten wiadukt.
    Ewald Zajonc, wiceburmistrz Dobrodzienia w poprzedniej kadencji, potwierdza, że wiadukt stanął dla kilku rolników.
    - Gdyby rolnicy nie mieli dojazdu do pól, nie sprzedaliby gruntu - mówi Zajonc. - Nie było też czasu na przeprojektowanie. Inwestycja była zagrożona, gdybyśmy przeciągali, to w ogóle nie byłoby obwodnicy Dobrodzienia.
    Dziś z wiaduktu korzystają głównie dzieci: zimą do jazdy na sankach, a wiosną na deskorolkach.

    Mieszkańcy wsi mają nadzieję, że gmina postawi im teraz drugi wiadukt o 200 metrów dalej, czyli w miejscu, gdzie powinien stać od początku.
    - Życie bez wiaduktu na Rzędowickiej to wyrok śmierci, widzimy jak na drodze giną ludzie - podkreśla Józef Hermański, sołtys Rzędowic. - Kiedy rozpocznie się drugi etap budowy obwodnicy, to zamkną nam bezpieczną drogę i będziemy musieli korzystać z ruchliwej drogi wojewódzkiej, która prowadzi z Gliwic do Poznania.
    Radny Krzysztof Badora z Dobrodzienia mówi, że plan techniczny nowego wiaduktu już jest przygotowany, kosztował ok. 80 tys. złotych. Na ewentualny wykup ziemi od rolników gmina ma pieniądze.
    - Cała inwestycja kosztowałaby gminę 5 milionów złotych - mówi radny Badora. - A roczny gminny budżet wynosi 12 milionów, przy czym stałe wydatki pochłaniają połowę tej sumy. Obawiam się więc, że nikt nie znajdzie dodatkowych pieniędzy na drugi wiadukt i niestety ludzie będą musieli jeździć drogą wojewódzką...
    Lidia Kontny, burmistrz Dobrodzienia, potwierdza: - Wiaduktu nie będzie, bo nie ma na to pieniędzy...

    Mieszkańcy Rzędowic i Klekotnej są rozczarowani, bo twierdzą, że zrobili w swojej sprawie wszystko. Do tego burmistrz Dobrodzienia zapewniała, że drugi wiadukt będzie.
    - Przed wyborami obiecywali - mówi Hermański. - Po co mamili ludzi i wydawali pieniądze na projekt drugiego wiaduktu? Teraz pozostaje nam czekać na wynik NIK- u i mamy nadzieję, że winni zostaną ukarani, bo dotychczas wszyscy winą obarczają nieżyjącego już burmistrza Dobrodzienia.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Warto zobaczyć

      Cyrkuśniki Kabaretu Hrabi w Teatrze Kochanowskiego

      Cyrkuśniki Kabaretu Hrabi w Teatrze Kochanowskiego

      Trwa wojewódzki finał!

      Trwa wojewódzki finał!

      Mamy bilety na koncert Macieja Maleńczuka!

      Mamy bilety na koncert Macieja Maleńczuka!

      Gry On Line - Zagraj Reklama