Pierwszy dzień wolności

    Pierwszy dzień wolności

    Fot. Witold Chojnacki

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Remigiusz Promny wrócił na chwilę za kraty, bo zostawił tam karton ze swoimi rzeczami.

    Remigiusz Promny wrócił na chwilę za kraty, bo zostawił tam karton ze swoimi rzeczami. ©Fot. Witold Chojnacki

    Jeden z oskarżonych w aferze ratuszowej po 355 dobach za kratkami opuścił w piątek areszt. Małżonka byłego szefa wydziału przetargów Urzędu Miasta w Opolu wpłaciła 150 tys. zł kaucji.
    Remigiusz Promny wrócił na chwilę za kraty, bo zostawił tam karton ze swoimi rzeczami.

    Remigiusz Promny wrócił na chwilę za kraty, bo zostawił tam karton ze swoimi rzeczami. ©Fot. Witold Chojnacki

    Bramę Aresztu Śledczego przy ul. Sądowej Remigiusz Promny przekroczył o godz. 15.45. Czekał na niego jego adwokat Andrzej Płaza. - Żona mojego klienta poprosiła mnie, bym go odebrał - powiedział nam mecenas.
    Promny, ubrany w czarny garnitur i czarną kurtkę, do samochodu mecenasa zapakował 14-calowy telewizor, karton i torbę z rzeczami osobistymi.
    - Co pan będzie robił po przyjściu do domu? - dopytywali się dziennikarze. - Ucałuję żonę i córkę - odparł.
    - A w przyszłym tygodniu? - pytano dalej. - W poniedziałek wracam do pracy, bo szkoda czasu - zapowiedział Promny, właściciel biura zamówień publicznych.

    Remigiusz Promny został zatrzymany 8 lutego ub.r. Później sąd czterokrotnie przedłużał mu okres aresztowania o kolejne trzy miesiące. Wyjście na wolność byłego naczelnika przetargów, oskarżonego o przyjęcie 330 tys. zł łapówek, było możliwe dzięki poręczeniu majątkowemu - 150 tys. zł, które w miniony wtorek ustalił sąd. W piątek rano żona Promnego wpłaciła w banku pieniądze. - Nie wiem, skąd się wzięły, mnie jako adwokata to nie interesuje - powiedział nam Andrzej Płaza.
    Na godz. 12 wyznaczono posiedzenie sądu, który zwolnił Promnego z aresztu. Żonę pouczono, że może stracić pieniądze, jeśli jej mąż nie będzie się stawiał na wezwania sądu lub próbował utrudniać postępowanie.
    Potem pojawiły się problemy z potwierdzeniem wpływu pieniędzy na sądowe konto. Dotarło ono dopiero po godz. 14. Wówczas postanowienie o zwolnieniu pracownik sądu przywiózł do aresztu. Formalności związane ze zwolnieniem przebiegły już bez zakłóceń. Trzeba było podbić obiegówkę i oddać wyprawkę.
    Promny na razie nie jest jeszcze pewny tego, że nie wróci do aresztu. Decyzja o kaucji jest nieprawomocna, a prokuratura zastanawia się nad jej zaskarżeniem.
    - W poniedziałek zdecydujemy, czy będziemy składali zażalenie w tej sprawie - powiedział Józef Niekrawiec, prokurator okręgowy.

    Trzej inni oskarżeni: Leszek Pogan, Stanisław Dolata i Eugeniusz Kończyło na zebranie kaucji mają czas do poniedziałku. Dwaj pierwsi, by wyjść z aresztu, muszą zgromadzić po 400 tysięcy złotych, a Kończyło - 300 tysięcy. Już we wtorek, gdy sąd ogłosił wysokość kaucji, rozkładali ręce i mówili do adwokatów, że nie zdołają zebrać takich pieniędzy.
    Remigiusz Promny co tydzień musi się stawiać w policyjnym komisariacie. Oddał swój paszport i ma zakaz opuszczania nie tylko kraju, ale nawet Opola.

    W rozmowie z dziennikarzami Promny zapowiedział, że w poniedziałek wraca do pracy w swoim biurze zamówień publicznych.
    (fot. Fot. Witold Chojnacki)

    MÓWIĄ OBROŃCY
    Nie zapłacą, bo nie mają
    Marek Sawczuk, obrońca Stanisława Dolaty:
    - Nie będziemy wpłacać kaucji, nie mamy takiej gotówki. 400 tys. zł to zbyt wygórowana suma. Proponowałem sądowi 50 tys. zł, bo tyle bylibyśmy w stanie zebrać. Tak drakońskie kwoty nie są potrzebne. Mój klient od półtora roku nie pracuje, a majątek ma zajęty.

    Igor Janik, obrońca Leszka Pogana
    - Rodzinie bardzo zależy, by Leszek Pogan wyszedł na wolność. Natomiast są trudności ze zgromadzeniem takiej kwoty, jaką wyznaczył sąd - 400 tys. zł. Czynione są jednak starania, by zebrać te pieniądze.

    Waldemar Miedziejko, obrońca Eugeniusza Kończyły
    - 300 tys. zł, za tyle można kupić porządny dom. Z tego co wiem, to poza Promnym chyba nikt nie wpłaci. Mój klient miał takie pieniądze, jak nie był aresztowany, teraz już ich nie ma.


    DWA PROCESY, A NIE JEDEN
    Proces w sprawie afery ratuszowej nie zostanie połączony z wątkiem dotyczącym Rossmana, przynamniej na razie. To skutek decyzji, którą podjął w piątek Sąd Okręgowy w Opolu. Uwzględnił on zażalenia obrońców oskarżonych w sprawie Rossmana, tym samym uchylone zostało postanowienie sądu rejonowego o połączeniu obu spraw.
    - Sąd wybrał niewłaściwą drogę do przekazania tej sprawy - tłumaczy Waldemar Krawczyk, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Opolu. - Trzeba to zrobić przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu.
    Prokuratura rozważa, czy nie zwrócić się z wnioskiem do sądu rejonowego, by skorzystał z tej możliwości.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama