Co zrobić ze sprzętem po zmarłej nauczycielce?

    Co zrobić ze sprzętem po zmarłej nauczycielce?

    Fot. Paweł Stauffer/archiwum

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    21 lipca 2004. Pani Grażyna przy pomocy opiekunki składa odcisk palca na umowie przygotowanej przez notariusz  Ewę Świętek. Wtedy nikt nie myślał, co

    21 lipca 2004. Pani Grażyna przy pomocy opiekunki składa odcisk palca na umowie przygotowanej przez notariusz Ewę Świętek. Wtedy nikt nie myślał, co się stanie z kosztownym urządzeniem, gdy pacjentka umrze. ©Fot. Paweł Stauffer/archiwum

    Dziesiątki ludzi dawały pieniądze na aparat dla nieuleczalnie chorej Grażyny Orlańskiej-Domaradzkiej. Teraz, po jej śmierci, chce go odzyskać mąż.
    21 lipca 2004. Pani Grażyna przy pomocy opiekunki składa odcisk palca na umowie przygotowanej przez notariusz  Ewę Świętek. Wtedy nikt nie myślał, co

    21 lipca 2004. Pani Grażyna przy pomocy opiekunki składa odcisk palca na umowie przygotowanej przez notariusz Ewę Świętek. Wtedy nikt nie myślał, co się stanie z kosztownym urządzeniem, gdy pacjentka umrze. ©Fot. Paweł Stauffer/archiwum

    Pani Grażyna zmarła w piątek 4 marca. Ta była nauczycielka języka polskiego cierpiała na niezwykle rzadką chorobę - stwardnienie zanikowe boczne. Od marca ubiegłego roku leżała unieruchomiona w szpitalu MSWiA w Opolu. Potrafiła wykonać tylko jeden ruch - mrugnąć powiekami. I właśnie to mruganie, według ustalonego kodu, było jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym.

    Dlatego, by ułatwić chorej życie, wiele osób dobrej woli, na apel "NTO", zaangażowało się w zbiórkę pieniędzy dla byłej polonistki.
    W lipcu ubiegłego roku szczęśliwa pani Grażyna przypieczętowała odciskiem kciuka umowę notarialną i dostała urządzenie blink-it. Kosztowało 14.286 zł, z czego 6 tysięcy pochodziło z publicznych zbiórek. Kwestę prowadzili m.in. członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego. Brakujące pieniądze dopłacił Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
    - To urządzenie sprawiło chorej wielką radość i bardzo ułatwiło ostatnie miesiące życia - mówi Janusz Molinkiewicz, ordynator oddziału intensywnej terapii w poliklinice MSWiA. - Korzystała z niego przez pół roku.
    Po śmierci nauczycielki jej mąż Bronisław Domaradzki przyszedł do szpitala, by odebrać sprzęt, który był własnością żony. Powiedział, że interesuje go tylko wysokiej klasy komputer, gdyż jest rencistą i nie ma pieniędzy na życie.
    - Problem w tym, że dla niego to jest zwykły komputer, a dla nas wysokiej klasy sprzęt rehabilitacyjny, z pełnym darmowym oprogramowaniem, przystosowany dla osoby chorej - mówi Ireneusz Pawełczak, dyrektor polikliniki. - Prawa do niego roszczą sobie także nauczyciele z ZNP. Chora i jej małżonek nie wyłożyli na aparat ani złotówki. Dopóki nie dostanę oficjalnej wykładni z PFRON-u, że sprzęt jest własnością pana Domaradzkiego, będę go trzymał w depozycie.

    ROZMOWA
    Taką mamy ustawę
    Rozmowa z Anną Koską, naczelnikiem Wydziału Polityki Społecznej w Urzędzie Miasta Opola.
    - Czyją własnością po śmierci Grażyny Orlańskiej-Domaradzkiej jest sprzęt rehabilitacyjny kupiony za pieniądze PFRON-u?
    - Własnością jej męża. Gdyby nauczyciele z ZNP, przekazując pani Grażynie pieniądze jako tzw. wkład własny, zrobili zastrzeżenie w umowie notarialnej, mieliby do niego prawa. Z prawnego punktu widzenia sytuacja jest jasna.
    - A z moralnego?
    - Wątpliwości są. Należałoby się przyjrzeć całej ustawie o PFRON. Fundusz przekazuje publiczne pieniądze choremu na pokonanie barier komunikacyjnych. Jeśli kilka miesięcy później chory umiera, a sprzęt staje się majątkiem jego rodziny, to pozostaje wątpliwość, czy publiczne pieniądze zostały dobrze wydane. Czy ten sprzęt nie powinien trafić do innego chorego? Na razie odbywa się to w ten sposób, że sprzęt notarialnie jest przekazywany choremu i stanowi jego własność.
    - Co w tej sytuacji powinien zrobić pani zdaniem szpital?
    - To, czego żąda od niego pan Domaradzki. Sprzęt jest jego własnością i może z nim zrobić co chce.



    - To my wyłożyliśmy pieniądze, które stanowiły tzw. wkład własny pacjenta. Reszta również pochodzi z publicznych pieniędzy - wyjaśnia Jerzy Brandt, wiceprezes ZNP w Opolu. - Chcielibyśmy, by sprzęt został w szpitalu albo PFRON przekazał go innej chorej osobie. W Głubczycach jest nauczycielka, która także cierpi na tę paskudną chorobę. Niech ona z tego skorzysta.

    Sprawdziliśmy. Lidia Tichanów z Głubczyc nie potrzebuje urządzenia, które zostało po śmierci pani Grażyny. Kilka tygodni temu dostała inny aparat. W naszym województwie nie są znane inne przypadki stwardnienia zanikowego bocznego.
    Bronisław Domaradzki (20 lat małżeństwa, codziennie odwiedzał chorą żonę w szpitalu): - Skoro nie zrobili żadnych zastrzeżeń w umowie notarialnej, lecz dali jej te pieniądze w formie darowizny, to nie mogą ich teraz odebrać. Ja nie jestem pazerny, ale mam tylko 600 zł renty i naprawdę potrzebuję tych pieniędzy. Niech sobie wezmą to oprogramowanie i skopiują do innego komputera albo odkupią komputer ode mnie. Szpital nie ma prawa przetrzymywać w depozycie mojej własności.
    Potwierdza to Anna Koska, naczelnik wydziału polityki społecznej w opolskim urzędzie miasta. Od strony prawnej nie ma wątpliwości: sprzęt jest własnością wdowca.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama