To mógł być ostatni kurs

    To mógł być ostatni kurs

    Fot. Witold Chojnacki

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    - Wiedziałem, że tego desperata muszę zająć rozmową, bo inaczej mnie zabije - mówi Bolesław Mosoń. Wczoraj znów usiadł za kółkiem i ruszył na ulice

    - Wiedziałem, że tego desperata muszę zająć rozmową, bo inaczej mnie zabije - mówi Bolesław Mosoń. Wczoraj znów usiadł za kółkiem i ruszył na ulice Opola. ©Fot. Witold Chojnacki

    Opolskiemu taksówkarzowi Bolesławowi Mosoniowi życie uratowała zimna krew i... oglądanie telewizji. Dzięki niej wiedział, co robić, mając nóż przy szyi.
    - Wiedziałem, że tego desperata muszę zająć rozmową, bo inaczej mnie zabije - mówi Bolesław Mosoń. Wczoraj znów usiadł za kółkiem i ruszył na ulice

    - Wiedziałem, że tego desperata muszę zająć rozmową, bo inaczej mnie zabije - mówi Bolesław Mosoń. Wczoraj znów usiadł za kółkiem i ruszył na ulice Opola. ©Fot. Witold Chojnacki

    W piątkowy wieczór Mosoń stał swoją taksówką pod dworcem PKP w Opolu, gdy podszedł do niego około 25-letni mężczyzna - chciał jechać do Zwanowic koło Brzegu. Po krótkim targowaniu wsiadł na tylne siedzenie taksówki i ruszyli.
    - Mówił, że jedziemy po jego dziewczynę i ona ma zapłacić za kurs - opowiada taksówkarz. - Podczas jazdy dużo z nim rozmawiałem i wiele się o nim dowiedziałem, co później okazało się bardzo przydatne. Znał bardzo dużo szczegółów na temat okolicy, więc wiedziałem, że musi mieszkać gdzieś niedaleko.

    W pewnym momencie mężczyzna kazał taksówkarzowi skręcić w prawo, a po chwili rzucił się na niego. Jedną ręką go przyduszał, a trzymany w drugiej ręce nóż przystawił do szyi kierowcy, mówiąc: "Jak chcesz żyć, to jedź prosto".
    - W takich chwilach nie ma bohatera - stwierdza Mosoń. - Wiedziałem, że jak mi przetnie tętnicę, to nawet pogotowie nie zdąży przyjechać. Zamiast z nim walczyć, przypomniałem sobie, co radzili robić w takich przypadkach w programie, który oglądałem kiedyś na "Discovery". Wiedziałem, że muszę tego desperata zająć rozmową, aby nie zdążył zrealizować swego planu. Facet był bardzo agresywny, nie pozwolił mi nawet zmieniać biegów i robił to za mnie. Gadał, że stracił dziecko, nie ma na świecie już nikogo i nie zależy mu na życiu.
    Po około kilometrze jazdy przez pola napastnik kazał taksówkarzowi zatrzymać auto, zgasić "koguta" i wyłączyć kasę. Potem wyciągnął z kieszeni rolkę taśmy samoprzylepnej, kazał Mosoniowi chwycić jej koniec, a sam - wciąż trzymając nóż przy szyi kierowcy - okleił jego obie dłonie. Później z kieszeni taksówkarza wyciągnął portfel i telefon komórkowy. Następnie, nie odrywając ostrza od szyi kierowcy, kazał mu wysiąść i przejść do tyłu. Tam chciał go wepchnąć do bagażnika.
    - Gdy wysiadałem, udało mi się niepostrzeżenie uwolnić ręce z tej taśmy i kiedy stanęliśmy z tyłu, to się na niego rzuciłem - opowiada ofiara napadu. - Jedną ręką chwyciłem go za nadgarstek, a drugą za ostrze noża. On wyszarpywał nóż i czułem, jak mi tnie dłoń, ale wiedziałem, że jak puszczę ostrze, to facet mnie zabije. Ten nóż okazał się jakiś gówniany, bo ostrze się wygięło i nie było już groźne. Stanęliśmy wtedy naprzeciwko siebie i sytuacja stała się patowa. Mogłem go tam wtedy zatłuc, ale rozsądek zwyciężył. Wiedząc, że mam nad nim przewagę psychiczną, dalej mu zacząłem tłumaczyć, aby odpuścił. Powiedziałem, że jeszcze nic się nie stało i wszystko można odkręcić.

    O dziwo, bandyta dał się w końcu przekonać, aby wsiąść do samochodu i jechać do wioski, w której mieszka. Taksówkarz liczył na to, że przejeżdżając przez pobliski Łosiów zaalarmuje policjantów, których widział stojących radiowozem pod tamtejszym sklepem.

    Jazda nie trwała jednak długo. Kiedy auto ruszyło, napastnik powiedział, że jest mu niedobrze, wysiadł i uciekł. Za pomocą radiostacji, której wcześniej bandycie nie udało się do końca zniszczyć, Mosoń wezwał pomoc.
    Przybyli na miejsce policjanci z Brzegu znaleźli porzucony nóż i taśmę zerwaną z rąk taksówkarza, ale bezpośredni pościg za bandytą nie przyniósł efektu. Złapano go w sobotę około południa, między innymi na postawie dokładnego rysopisu podanego przez napadniętego. Sprawcą napadu okazał się 29-latek, pochodzący spod Strzelec Opolskich, ale mieszkający wraz z żoną i córką pod Zwanowicami.

    - Przyznał się do napadu, ale nie do tego, że ograbił taksówkarza - mówi komisarz Tomasz Niedźwiecki, oficer prasowy brzeskiej komendy. - Twierdzi, że tamten sam mu dał pieniądze, chcąc pomóc w jego trudnej sytuacji. Powiedział, że na pomysł napadu wpadł, gdy zorientował się, że nie będzie miał czym zapłacić za kurs. Odzyskaliśmy na razie część pieniędzy, bo za resztę uregulował dług, jaki miał w sklepie. Nie wiadomo na razie, co zrobił ze skradzionym taksówkarzowi telefonem.
    Mężczyzna został wczoraj aresztowany na dwa miesiące. Grozi mu do 15 lat więzienia.
    Także wczoraj do pracy za kółkiem wrócił Bolesław Mosoń. Poraniona ręka wciąż boli, ale nie uniemożliwia prowadzenia samochodu. - Po tym, co przeżyłem, mam dość i zakładam sobie do auta przegrodę z pleksi - zapowiada opolski taksówkarz. - Niestety, w naszych czasach takie przegrody powinny być we wszystkich taksówkach. Mnie raz się udało, ale wolę nie kusić losu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama