Najgorsza jest ta niepewność

    Najgorsza jest ta niepewność

    Fot. Paweł Stauffer

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    - Jestem jedynym żywicielem rodziny - mówi Rajmund Kalla. - Co ja zrobię bez pracy? Na zdjęciu - z najmłodszą córką, Pauliną.

    - Jestem jedynym żywicielem rodziny - mówi Rajmund Kalla. - Co ja zrobię bez pracy? Na zdjęciu - z najmłodszą córką, Pauliną. ©Fot. Paweł Stauffer

    - Ja już nie mam nic do stracenia. Dla mojej rodziny ta praca to być albo nie być - mówi Rajmund Kalla z opolskiej TP SA.
    - Jestem jedynym żywicielem rodziny - mówi Rajmund Kalla. - Co ja zrobię bez pracy? Na zdjęciu - z najmłodszą córką, Pauliną.

    - Jestem jedynym żywicielem rodziny - mówi Rajmund Kalla. - Co ja zrobię bez pracy? Na zdjęciu - z najmłodszą córką, Pauliną. ©Fot. Paweł Stauffer

    Wiek 40 lat, bardzo wąska specjalizacja, wysokie kwalifikacje, które nie zostaną docenione w żadnej innej opolskiej firmie, trzy córki w wieku 9, 6 i 3 lata oraz niepracująca żona. Tak wygląda sytuacja rodzinna Rajmunda Kalli. Niedawno się dowiedział, że wkrótce może zostać bez pracy.
    - Nie ma takiej centrali telefonicznej na Opolszczyźnie, której bym nie znał i w razie awarii nie potrafił natychmiast uruchomić, przeszedłem wszystkie możliwe kursy i szkolenia.
    Wykazałem się ofiarną postawą podczas powodzi, z narażeniem własnego zdrowia. Teraz usłyszałem: "komuś trzeba było podziękować" - mówi rozżalony pracownik, a zarazem członek zarządu zakładowego NSZZ "Solidarność".

    - Kiedyś byliśmy ludźmi, dziś dla firmy jesteśmy "zasobami ludzkimi", które trzeba zmniejszyć, by obniżyć koszty, bo tak najłatwiej - podsumowuje Rajmund Kalla.
    Telekomunikacja Polska chce zwolnić w całym kraju 2845 pracowników. Wprawdzie oficjalnie "czarnych list" jeszcze nie ma, ale pracownicy wiedzą, kto jest zagrożony zwolnieniem, bo byli wzywani do kadr i poinformowano ich o tym. Na tej podstawie w Opolu oszacowano, że zagrożonych jest 90 osób. Pracownicy, nawet ci będący w najtrudniejszej sytuacji, jedyni żywiciele rodzin, nie chcą rozmawiać z prasą. Mają nadzieję, że zwolnienie jednak ich ominie.

    - Ludzie są zastraszeni i zrozpaczeni, żyją w wielkiej niepewności, w takiej atmosferze w ogóle nie da się pracować - mówi Beata Kubiś, zastępca przewodniczącego NSZZ "Solidarność".
    W większych oddziałach firmy prowadzony był w poniedziałek strajk ostrzegawczy. Członkowie "Solidarności" w opolskiej "Tepsie" (90 osób w liczącym 500 pracowników oddziale) wprawdzie nie wzięli w nim udziału, ale wspierają protest, jak mogą. Dariusz Socha, przewodniczący "Solidarności", wraz z trzema kolegami pojechali wczoraj do Warszawy, by wesprzeć 11 głodujących piętnasty już dzień kolegów.
    - Mimo że nasza firma przynosi zyski, mimo radykalnego zmniejszenia zatrudnienia i wielu wyrzeczeń z naszej strony, zarząd widzi tylko jedną możliwość obniżenia kosztów: zwolnienia grupowe - skarży się Dariusz Socha. - My nie chcemy odpraw, chcemy pracy. Ci, którzy odeszli wcześniej, wzięli odprawy, a dziś nie mają z czego żyć.

    Inaczej na problem patrzy najsilniejszy związek zawodowy w opolskiej Telekomunikacji. Nie przyłącza się do protestu, jego przedstawiciele twierdzą, podobnie jak zarząd TP SA, że strajk jest niezgodny z prawem.
    - Jeszcze rozmawiamy z zarządem - przypomina Zbigniew Wołczyński, szef ds. komunikacji Federacji Związków Zawodowych Pracowników Telekomunikacji Polskiej. - Ciągle liczymy, że dojdziemy do porozumienia.
    - Do 21 kwietnia zbierane są informacje, którzy pracownicy chcą dobrowolnie odejść za odprawą - wyjaśnia Zbigniew Wołczyński. - Gdy spłyną z poszczególnych oddziałów, spotkamy się z zarządem i ustalimy, co robić dalej. My będziemy proponować zamiast przymusowych zwolnień obniżenie innych kosztów firmy, na przykład zmniejszenie liczby doradców z Francji. Mamy nadzieję, że poza dobrowolnymi, nie będzie innych zwolnień.
    Bez zwolnień się nie obejdzie
    Zbigniew Drohobycki, rzecznik TP z oddziału regionalnego w Katowicach:
    - Zarząd Telekomunikacji Polskiej SA od początku roku rozmawia ze związkowcami, a efektem dotychczasowych rozmów jest zmniejszenie liczby planowanych do zwolnienia z 3,5 tys. do 2.845 osób i ustalenie odprawy - 50 tys. zł dla tych, którzy zdecydują się na dobrowolne odejście. Jeśli ktoś nie odejdzie sam, a zostanie zwolniony, wtedy odprawa będzie niższa. Sytuacja ekonomiczna firmy jest tak trudna, że bez zwolnień się nie obejdzie.          

    Telekomunikacja Polska S.A.
    została sprywatyzowana w 2000 roku, większość udziałów w niej ma francuski państwowy gigant France Telecom. Od 2000 do 2004 roku zatrudnienie w TP zmniejszyło się o ponad połowę, z 75 tys. do 30 tys. osób.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo