Nie było już czego ratować

    Nie było już czego ratować

    Fot. Tomasz Dragan

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    - W jedną noc straciłem z ojcem 50 tys. zł. Stodoła doszczętnie spłonęła, a mury nadają się do rozbiórki - załamał się Andrzej Mamczura, strażak - ochotnik

    - W jedną noc straciłem z ojcem 50 tys. zł. Stodoła doszczętnie spłonęła, a mury nadają się do rozbiórki - załamał się Andrzej Mamczura, strażak - ochotnik i jedna z ofiar podpalacza grasującego w Kowalowicach. ©Fot. Tomasz Dragan

    W sobotę we wsi spłonęły dwie stodoły. Ludzie są przerażeni. Zamiast spać, nocą pilnują obejść. Już cztery razy ktoś puścił z dymem ich budynki.
    - W jedną noc straciłem z ojcem 50 tys. zł. Stodoła doszczętnie spłonęła, a mury nadają się do rozbiórki - załamał się Andrzej Mamczura, strażak - ochotnik

    - W jedną noc straciłem z ojcem 50 tys. zł. Stodoła doszczętnie spłonęła, a mury nadają się do rozbiórki - załamał się Andrzej Mamczura, strażak - ochotnik i jedna z ofiar podpalacza grasującego w Kowalowicach. ©Fot. Tomasz Dragan

    Łuna nad Kowalowicami (pod Namysłowem) pojawiła się w sobotnią noc. W środku wsi paliła się stodoła. - Zbudziła mnie teściowa - relacjonuje Andrzej Mamczura, kierowca w kowalowickiej Ochotniczej Straży Pożarnej. - Wstawaj Andrzej, bo się pali! Zerknąłem na zegarek. Był kwadrans po pierwszej w nocy. Okazało się, że płonie moja stodoła. Zajął się dach, a płomienie waliły wysoko w niebo. Coś okropnego.
    Z pomocą ochotnikom przyjechali zawodowi strażacy z Namysłowa. Ledwo zaczęli akcję, do dwóch wozów bojowych trzeba było wysłać następny.

    Po przeciwnej stronie drogi zaczęła się palić druga stodoła. Do akcji włączyli się strażacy - ochotnicy z pobliskiego Rychowa. Ten pożar udało się ugasić tuż po czwartej. Spłonął dach budynku gospodarczego wart 5 tys. zł. Dogaszanie stodoły Mamczurów trwało do ósmej rano. Teraz nadaje się jedynie do wyburzenia. Straty oszacowano na 50 tys. zł. Ogień zniszczył przyczepę do ciągnika, która stała w środku. Dobytek nie był ubezpieczony.
    - Czym wyjadę w pole? - płakał Julian Mamczura, ojciec Andrzeja.

    We wsi grasuje podpalacz - nikt z mieszkańców nie ma wątpliwości. Zwłaszcza że to już kolejne pożary zabudowań gospodarczych w ciągu miesiąca. Poprzednio paliły się dwie stodoły. I też prawie jednocześnie. Obie spłonęły.
    - W dzień pogrzebu Ojca Świętego, 8 kwietnia - precyzuje Paweł Cholaś, jeden z pogorzelców. - Z dymem poszło mi co najmniej 15 tys. zł. O odbudowie na razie nie myślę. Nie ma za co.
    Zawodowi strażacy z Namysłowa są ostrożni w opiniach:


    - Podpalenie to jedna z przyczyn, które bierzemy pod uwagę - mówi mł. aspirant Andrzej Przybylski, dyżurny komendy powiatowej PSP w Namysłowie.
    Wątpliwości nie mają policjanci. Dla nich te pożary to na sto procent czyjaś robota:
    - Mamy już pewne podejrzenia, ale za wcześnie o tym mówić - poinformował nas podinspektor Jacek Czarnecki, zastępca komendanta powiatowego namysłowskiej policji.

    Mieszkańców Kowalowic czeka kolejna bezsenna noc. Pilnują zabudowań w obawie, że ich może być następne.
    - Podpalaczem jest ktoś z Kowalowic lub sąsiedztwa - mówią. - Zna teren. Tam, gdzie podkłada ogień, to nawet psy na niego nie szczekają. Dlatego niech się modli, aby policja go dorwała wcześniej niż my.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama