Mieli dużo szczęścia, że nikomu nic się nie stało

    Mieli dużo szczęścia, że nikomu nic się nie stało

    Agata Jop ajop@nto.pl

    Nowa Trybuna Opolska

    Nowa Trybuna Opolska

    Dwadzieścia pięć osób ewakuowali strażacy z palącego się domu przy ulicy Reymonta 31 w Opolu. To był trzeci pożar w tym budynku w ciągu ostatnich lat.
    To nie była przygoda, tylko prawdziwe niebezpieczeństwo - bardzo duży pożar - mówi 9-letni Marcin. W nocy z czwartku na piątek jego rodzina i wszyscy sąsiedzi - razem 25 osób - zostali ewakuowani z kamienicy przy ul. Reymonta 31 w Opolu. Strażacy wyprowadzili także mieszkańców ostatniego piętra w budynku obok.

    Pożar wybuchł pod numerem 31, na półpiętrze przy poddaszu.
    - Suszymy tam bieliznę, nikomu to nie przeszkadza - opowiada Stanisława Chmurowska. - Tym razem pranie się spaliło.
    - Postronna osoba zgłosiła nam, że się pali, o godzinie 1.53 - mówi starszy kapitan Paweł Kielar, rzecznik opolskiej straży. - Zdrowie i życie ludzi było zagrożone. Do akcji wysłaliśmy sześć jednostek - cztery zawodowe i dwie ochotnicze.
    W gaszeniu uczestniczyli m.in. strażacy z OSP w Gosławicach. To właśnie ich wzywała na akcję głośna syrena, która w środku nocy obudziła połowę mieszkańców osiedli ZWM i Malinki.

    Tej nocy mąż Stanisławy Chmurowskiej pracował na nocną zmianę, w domu spali syn i 79-letnia, schorowana matka. Płomienie i dym wdzierały się do mieszkania. Spaliły się drzwi, okopciły ściany. To samo było u sąsiadów z tego samego, ostatniego piętra.
    - W domu była moja żona i córka z 17-miesięczną wnuczką - relacjonuje Janusz Pietrzyk. - Spalił się wózek dziecka. Tyle szczęścia, że nikomu nic się nie stało.
    Strażacy wyprowadzili na podwórze także rodzinę Joanny Kapałki z pierwszego piętra - w tym jej 11-letniego syna, 81-letnią babcię i siostrę w szóstym miesiącu ciąży.
    Co zabiera ze sobą człowiek, kiedy nagle trzeba opuścić palący się dom? Mama pani Joanny wzięła psa. Pani Stanisława - torebkę. Większość ludzi się bała, że jeszcze coś wybuchnie, bo ogień strawił część instalacji. Do mieszkań wrócili o 4 nad ranem. W piątek fachowcy od gazu, prądu i telefonów naprawiali zniszczenia. Spaliła się także część dachu i część klatki schodowej.

    - To był trzeci pożar w tym samym miejscu w ciągu ostatnich pięciu lat - mówią lokatorzy. - Mamy wierzyć w przypadek?
    - Ustalamy przyczyny pożaru - mówi komisarz Jerzy Gądek, zastępca komendanta I komisariatu. - Na razie jedno jest pewne: lokatorzy nie podejrzewają siebie nawzajem o jakieś celowe działanie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama