Tragedia na przejeździe

    Tragedia na przejeździe

    Fot. Joanna Banik

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    To był już czwarty wypadek w ciągu dziesięciu lat w tym miejscu.

    To był już czwarty wypadek w ciągu dziesięciu lat w tym miejscu. ©Fot. Joanna Banik

    Dennis jechał na motorowerze ze Starej do Nowej Schodni. Potrącił go pociąg z Opola do Częstochowy.
    To był już czwarty wypadek w ciągu dziesięciu lat w tym miejscu.

    To był już czwarty wypadek w ciągu dziesięciu lat w tym miejscu. ©Fot. Joanna Banik

    Piętnastolatek przyjechał z rodzicami z Niemiec w odwiedziny do krewnych na Opolszczyznę. Zginął wczoraj krótko przed piętnastą, w drodze od jednej babci do drugiej.
    - Wnuczek jechał od nas do drugiej omy na komarku dziadka. Bardzo się cieszył, że może sobie na nim pojeździć, ale na co to wyszło - opowiada, płacząc, pani Anastazja, babcia chłopca. - Nie wiem, jak to się stało. Nie wiem, czy się zatrzymał przed torami ani czy się rozejrzał, bo nas tam przecież nie było. Jak my to wszystko przeżyjemy.
    - Do tragedii doszło na przejeździe kolejowym bez zapór - mówi mł. aspirant Zygmunt Pociurko, kierownik grupy wypadkowej w Sekcji Ruchu Drogowego KMP Opole. - Chłopiec na motorowerze wjechał wprost pod nadjeżdżający pociąg osobowy. Według wstępnych ustaleń jechał zbyt szybko, nie upewnił się, czy nie nadjeżdża pociąg, mimo znaku "stop" i sygnalizacji świetlnej.
    Dennis nie miał szans, by hamować. Ślad hamowania na szosie rozpoczyna się kilka metrów przed znakiem "stop" i kończy tuż przed torami.

    Przy torach zostały jeszcze resztki motorowerka Dennisa.
    (fot. Fot. Joanna Banik )

    - Dlaczego przy tym przejeździe rośnie taka wysoka trawa, na dwa metry? - pyta przez łzy pani Anastazja. - Czemu nikt jej nie osiecze? Pewnie dopiero teraz ją skoszą.
    Trzy godziny po wypadku przez ten sam przejazd jechał na rowerze Aleksander Marczak z Nowej Schodni. Chłopak już wie, że kilka godzin wcześniej zginął tu jego kolega.
    - Słabo go znałem - mówi - ale to straszna rzecz, że stracił życie, bardzo mi go szkoda.

    - To jest straszna tragedia - mówi Norbert Machnik, który tuż za przejazdem, już w Nowej Schodni, prowadzi zakład pogrzebowy. - Pewnie chłopiec się zagapił, bo przed przejazdem rzeczywiście są znaki "stop" i światła sygnalizacyjne. Ale tu wielu kierowców, także dorosłych, się zagapia, tym bardziej że trawa i krzewy ograniczają widoczność. Gdyby przed torami były chociaż połówkowe zapory, chłopiec pewnie by nie zginął - dodaje.

    Na przejeździe dzielącym Starą Schodnię od Nowej w ciągu ostatnich dziesięciu lat zdarzyły się już cztery wypadki z pociągami.
    - Wczoraj pierwszy raz w tym miejscu zginął człowiek, ale kilka lat temu inne zderzenie z pociągiem tylko cudem nie skończyło się śmiercią. Lokomotywa pchała wtedy "malucha" po torze jakieś sto metrów, ale kobieta, która go prowadziła, wyszła bez szwanku - przypomina sobie Machnik.
    - Wtedy anioł stróż spisał się na medal, ale ten chłopak miał mniej szczęścia - dodaje August Czok. - Ciało rozpoznał dziadek. Ale przy samej śmierci nie było świadków.
    Norbert Machnik przypomina sobie, że przed laty na tym przejeździe był szlaban.
    - Polikwidowali wszystko - mówi - a przecież niektóre pociągi jadą tutaj nawet 100 kilometrów na godzinę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo