Drożyzna - Opolszczyzna

    Drożyzna - Opolszczyzna

    Inf. Marek Fiałka

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Tu żyje się najdrożej - mówią Opolanie po powrocie z wakacji w innych rejonach Polski. Potwierdzają to nasze wyliczenia.
    Drożyzna - Opolszczyzna

    ©Inf. Marek Fiałka

    Komentarz

    Komentarz


    Nie musi być tak drogo

    O ile można zrozumieć cenową grę sieci handlowych z Opolanami (najtaniej kupić, najdrożej sprzedać), o tyle trudno zrozumieć zachowania lokalnych usługodawców (szczególnie transportu) czy władz gminnych, które kreują ceny czynszów i transportu miejskiego. Te władze dobijają mieszkańców, z których same żyją. Jeśli czynsze w Opolu i Brzegu wynoszą tyle samo albo więcej niż w Warszawie, to właściwie nie ma już co komentować. Mieszkańcy tych miast i wyborcy, skomentujcie to sami! Przynajmniej raz na cztery lata.

    Joanna Jakubowska



    Dlaczego u nas wszystko kosztuje więcej niż na przykład we Wrocławiu?
    - denerwuje się opolanin Roman Rupowski. - Tam benzyna jest o 20 groszy tańsza, tańsze jest też parkowanie w centrum, nawet ceny warzyw i owoców są niższe, choć to Opolszczyzna jest ponoć rolniczą krainą. Dlaczego opolanie muszą codziennie dopłacać za komfort mieszkania w Opolu? Przecież to ani metropolia, ani miasto zdrój!

    Sprawdziliśmy nie tylko Wrocław: za niektóre artykuły i usługi płacimy nawet więcej niż warszawiacy. Stanisław Biega, który mieszka w Warszawie i pracuje w Opolu (dla urzędu marszałkowskiego opracowuje możliwości rozwoju kolei), opowiada, że utrzymanie w Opolu kosztuje go więcej niż w stolicy.
    - Świeże maliny kosztują w Warszawie 2,50 zł, a w Opolu za taki sam pojemniczek muszę zapłacić 5 zł - opowiada pan Stanisław. - Czereśnie na Marszałkowskiej kosztują 4 zł za kilogram, a w Opolu - 6 zł. Jedyne, co jest u was tańsze, to piwo w lokalach. Znacznie droższy niż w innych rejonach kraju jest także transport PKS. Bilet miesięczny w komunikacji autobusowej w Strzelcach Opolskich jest o 70 procent droższy niż na przykład w województwie śląskim. To samo dotyczy przewozów miejskich. Bilety miesięczne w Opolu są dużo droższe niż w Warszawie. W stolicy bilet na jedną linię na cały miesiąc kosztuje 48 zł, a w Opolu 66 zł. W moim mieście tyle się płaci za bilet sieciowy (czyli na wszystkie linie). Nie wspomnę już o tym, że w Opolu w ogóle nie funkcjonują bilety dzienne, ważne całą dobę, które są bardzo opłacalne, gdy dużo się jeździ po mieście. U nas można jeździć autobusami przez cały dzień za 7,50 zł, w Opolu tego nie ma.

    Stanisław Biega, który sporo jeździ po Polsce, twierdzi, że o ile ceny nasze i warszawskie można jeszcze porównywać, to już prawdziwa przepaść cenowa istnieje między Opolszczyzną a np. Rzeszowszczyzną czy innymi wschodnimi regionami. Te różnice "aż biją w oczy, nie mówiąc o kieszeni".
    - Wynikałoby z tego, że ludziom na Opolszczyźnie żyje się lepiej niż gdzie indziej - wnioskuje spec od kolei. - I można się z tym zgodzić, jeśli weźmiemy pod uwagę tereny, na których mieszkają ludzie z podwójnym paszportem, a którzy zarabiają pieniądze na Zachodzie. Ale dlaczego tak drogo jest w Nysie i Brzegu, gdzie nie ma migracji zarobkowej?

    Co o tym myślisz?


    Warszawiakowi, który w Opolu pracuje już kilka lat, doskwiera także brak tanich jadłodajni. W Warszawie jest mnóstwo barów mlecznych, w których pełnodaniowy obiad kosztuje 7-8 zł, a w Opolu żeby przyzwoicie zjeść, trzeba zapłacić najmniej 12 zł. W stolicy naszego regionu wysokie są też czynsze: w Warszawie za 50-metrowe mieszkanie miesięczna opłata wynosi ok. 300 zł, w Opolu sięga ona nawet 400 zł.

    Dlaczego jest tak drogo i to w tych samych super- i hipermarketach, które gdzie indziej oferują ceny o wiele niższe? Isolda de Sant Paul, rzecznik hipermarketów "Real", twierdzi, że 99 proc. cen w ich marketach jest ustalanych centralnie, a tylko 1 proc. podlega regulacjom na miejscu. Taka jest oficjalna praktyka. Jednak anonimowy przedstawiciel innej sieci twierdzi, że w praktyce wygląda to tak, że gdy jakiś market poprosi centralę o zgodę na ustalenie ceny danej grupy produktów, to ma w tej sprawie wolną rękę. I na ile pozwala na to siła nabywcza pieniędzy klientów, handlowcy testują na ich kieszeniach najwyższe stawki. Testują, a my płacimy, bo po chleb czy marchewkę nie pojedziemy przecież do Wrocławia czy Katowic.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama