Waldek wciąż jary

    Waldek wciąż jary

    Rozmawiał Zdzisław ADAMIEC

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    W izbie noworodków absolutnie niczym się nie wyróżniał. Na świat przyszedł 9 listopada 1950 roku w Ostrołęce, gdzie mieszka do dzisiaj.
    Waldemar Nol - wielokrotny reprezentant Polski w kulturystyce, posiadacz 9 medali MP - 3 złotych, 5 srebrnych, 1 brązowego. W Mistrzostwach Świata Masters

    Waldemar Nol - wielokrotny reprezentant Polski w kulturystyce, posiadacz 9 medali MP - 3 złotych, 5 srebrnych, 1 brązowego. W Mistrzostwach Świata Masters zdobył dwa brązowe medale, a w ubiegłym roku wywalczył złoto.

    Jako dzieciak rozczytywał się w prozie Karola Maya i Henryka Sienkiewicza, imponowała mu bowiem tężyzna i sprawność fizyczna głównych bohaterów. No i marzył, by być do nich podobny.
    Aż dziw bierze, że kiedy miał piętnaście lat, przyjęli go do sekcji podnoszenia ciężarów. Przy wzroście 180 centymetrów ważył 56 kilo. Gdy usiłował podnieść sztangę nad głowę, łokcie tak mocno wyginały się pod niebezpiecznym kątem, aż strach było na to patrzeć...
    Dziś Waldemar NOL jest najlepiej zbudowanym i umięśnionym mężczyzną po pięćdziesiątce na świecie. Niedawno zdobył mistrzostwo świata w kulturystyce w tzw. klasie masters, czyli seniorów.

    - W młodości był Pan wszechstronnym sportowcem, uprawiał wiele dyscyplin. Jakie?
    - Grałem w piłkę nożną i koszykówkę. Pchałem kulą, rzucałem oszczepem, dyskiem, a nawet młotem. Skakałem wzwyż i o tyczce. Trenowałem boks, podnoszenie ciężarów, pływanie i również trochę wioślarstwo.
    - A pierwszy kontakt z kulturystyką?
    - W 1962 roku ujrzałem na okładce "Sportu dla Wszystkich" Artura Harrisa. Wtedy postanowiłem, że będę podobny do niego. Zacząłem codziennie robić pompki, podciągać się na drążku. Później odlałem hantle z betonu, wykorzystując do tego celu szklane słoiki. Ze starszym bratem Witoldem urządziliśmy sobie w piwnicy siłownię, która służyła nam dobrych kilka lat.
    - Czy na basenie, albo na plaży, dużo małolatek zerka na Pana z podziwem? A może zaczepiają, chcą się poznać i umówić z takim wielkim facetem? Czy taka wyrzeźbiona sylwetka pomaga w podrywaniu?
    - Na pewno moja sylwetka pomaga mi w życiu prywatnym. Poznaję masę ciekawych ludzi. Człowiek, który ma ładną sylwetkę, ma wyższe poczucie piękna. On musi się zdrowo odżywiać, a zatem dużo czytać, by mieć na ten temat odpowiednią wiedzę. Musi być zdyscyplinowany i samokrytyczny. Ja nigdy nie byłem i nie będę w pełni zadowolony ze swojego wyglądu. Ci, którzy są już zadowoleni, nie czynią postępów.
    - Pierwszy tytuł mistrza Polski zdobył Pan w 1983 roku. Po tym triumfie powołano Pana do reprezentacji na mistrzostwa Europy, które odbyły się w Szwecji. Czy któryś z rywali domyślał się, że ten reprezentant Polski trenuje w... piwnicy?
    - Sądzę, że tylko moi koledzy z reprezentacji o tym wiedzieli, bo większość z nich ćwiczyła w podobnych warunkach. Dopiero w 1991 roku zacząłem treningi w prawdziwej siłowni.
    - Żeby uprawiać zawodniczo kulturustykę, trzeba mieć sporo grosza. Czy dlatego wyjechał Pan na trzy lata do USA?
    - Do USA wyjechałem w 1988 roku, zaraz po zdobyciu po raz trzeci tytułu mistrza Polski w kategorii ciężkiej. Prawdę mówiąc, jechałem zarobić na utrzymanie rodziny. Miałem dwójkę dzieci w wieku 10 i 12 lat. Pracowałem bardzo ciężko po dwanaście-piętnaście godzin przy azbeście. Dlatego, że byłem silny, dawali mi najcięższe fizyczne roboty. Bywało, że przez piętnaście godzin załadowywałem ogromne kontenery workami z azbestem. Waga takiego worka nie powinna przekraczać 35 kilogramów. Mnie dawali worki osiemdziesięciokilogramowe. A tych worów były tysiące. Musiałem je rzucać na sam koniec długiego kontenera. Przydały się wcześniejsze zaprawy w rzutach dyskiem i młotem. Tak pracowałem trzy lata. Po pracy jeździłem jeszcze na treningi. Miałem niezłą formę, bo zapraszano mnie do udziału w pokazach kulturystycznych.
    - Ile dzisiaj kosztuje całodzienny jadłospis wyczynowego kulturysty?
    - Nigdy, nawet w tej chwili, nie stać mnie na kupno najlepszych odżywek, na przykład creatyny w płynie Animal Nitro firmy Universal. Nigdy też nie miałem żadnego sponsora. Utrzymuję się prowadząc siłownię i dorabiam w weekendy jako "bramkarz". Jeśli chce się być w wysokiej formie, trzeba ponosić wysokie koszty. Poziom w światowej czołówce jest tak wysoki, że zawodnik bazujący na normalnym jedzeniu nie ma żadnych szans. Cenowo nigdy tego nie obliczam, żeby uniknąć dodatkowych stresów.
    - A ile dziennie trzeba przerzucić "żelastwa", żeby utrzymać dobrą formę?
    - Nigdy też nie liczyłem, ile przerzucam żelastwa. Jednego dnia robiąc nogi przerzuconych ton będzie o wiele więcej, niż kiedy ćwiczę biceps czy triceps.
    - Ile czasu trenuje 55-latek? Jak się regeneruje?
    - Ćwiczę dwa razy dzienie po blisko dwie godziny. Trenuję dwa dni, potem dzień wolny, i znów dwa dni i dzień wolny. Trzy miesiące przed zawodami ćwiczę trzy dni, dzień odpoczynku. Regeneruję swój organizm odpowiednimi odżywkami białkowymi, węglowodanami, solami mineralnymi, witaminami, a głównie staram się dużo spać. Śpię od pierwszej w nocy do dziesiątej rano i od szesnastej do siedemnastej. Moim zdaniem dobrze wytrenowany organizm regeneruje się szybciej, dlatego unikam dłuższych przerw w treningach. Po mistrzostwach świata zrobiłem sobie tylko dwa dni przerwy.
    - Największe sukcesy odnosi Pan w tzw. kategorii weterana. Czy zastanawiał się Pan dlaczego?
    - Bo teraz mogę już swobodnie skupić się na tym, co robię. Przed tym najważniejsze były dzieci. Pokończyły studia, pożeniły się, są już na swoim. Więc więcej inwestuję w siebie. Choć doskonale zdaję sobie sprawę, że moja forma mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby stać mnie było na odżywki wyższej jakości.
    - Z tego wynika, że na uprawianie kulturystyki nigdy nie jest za późno.
    - Uważam, że mając nawet osiemdziesiąt lat można poprawić swoją sylwetkę. Tylko trzeba ćwiczyć i wierzyć w sukces. Często młodzi ludzie pytają mnie, czy nie są za starzy, by uprawiać sport. Pytam się: ile masz lat? A on mi na to: no już dwadzieścia pięć. Ręce mi wtedy opadają. Andrzej Brzeziński z Poznania rozpoczął ćwiczenia, kiedy miał czterdzieści lat i jest już dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw świata! Można spotkać 30-letnich starców, a także 60-latków pełnych wigoru i optymizmu. Ja wyznaczam sobie wciąż nowe cele i staram się je realizować. Nie myślę o upływającym czasie, bo to absolutnie nic nie daje.
    - Porozmawiajmy o sterydach.
    - Niestety, tak jak nie potrafimy wyeliminować z naszego życia papierosów, alkoholu, narkotyków, tak samo walka ze sterydami jest trudna. Jest to największa plaga współczesnego sportu. Tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, zawodnicy sięgają po różne, często też niedozwolone, środki. Ja rozpoczynałem uprawianie sportu, kiedy sterydy były nieznane. Teraz biorą 16-17-letni chłopcy, nie zdając sobie sprawy, jakie będą ponosić konsekwencje za parę lat. Inaczej reaguje organizm na hormony i sterydy u osób 50-60-letnich, a zupełnie inaczej u 16-20-latków. Apeluję do młodzieży: możecie zbudować wspaniałą sylwetkę ćwicząc i wspomagając się tylko odpowiednimi, dozwolonymi odżywkami. Będziecie zdrowi przez wiele lat! Ile gwiazdek na firmamencie polskiej i światowej kulturystyki już zgasło przedwcześnie? Nie warto. To ma być piękno i zdrowie. Nie ćwiczcie, żeby być tylko i wyłącznie "wielkimi" i komuś przyłożyć. Najważniejsza w tym sporcie jest harmonia między umysłem i ciałem!
    - Najbliższe plany i marzenia.
    - Przygotowuję się do mistrzostw Europy, kóre odbędą się 10-13 czerwca w Białymstoku. Następny etap to start w najbardziej prestiżowej imprezie - Mr. Olympia Masters. I wygranie tego konkursu! Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie pozdrowić mojego przyjaciela ze sportowej areny, Manfreda Kandziorę (zdobywca Pucharu Polski, wicemistrz kraju, współwłaściciel siłowni "Skarabeusz" w Opolu - dop. Z.A.) oraz wszystkich czytelników "Nowej Trybuny Opolskiej". Życzę wam dużo zdrowia i wytrwałości w tym, co robicie.
    - Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
    NIE DAJĄ SIĘ KALENDARZOWI I RYWALOM
    W światowym sporcie dominują zazwyczaj ludzie młodzi. Nie brakuje też jednak światowej klasy sportowców, którzy medale zbobywają po 40-tce.
    Najlepszym przykładem jest niemiecka kajakarka Birgit Fischer, która podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich w Atenach zdobyła złoty medal w czwórce i srebrny w dwójce. Te zaszczyty osiągnęła w wieku 42 lat w morderczo ciężkiej dyscyplinie, jaką jest kajakarstwo. Na swoich pierwszych igrzyskach była w 1980 roku w Moskwie. Jest jedną z najbardziej utytułowanych sportsmenek mając w dorobku osiem złotych i trzy srebrne medale olimpijskie.

    Morderczo ciężką dyscyplinę - wioślarstwo uprawiał Brytyjczyk Steve Redgrave. Zdobywał złote medale na pięciu kolejnych igrzyskach. Ostatnie złoto w 2000 roku w wieku 38 lat.

    Staruszków" nie brakowało też w boksie. Najbardziej znany to George Foreman. W 1968 roku był on mistrzem olimpijskim, a 26 lat później w wieku 45 lat zdobył tytuł zawodowego mistrza świata wagi superciężkiej pokonując 19 lat młodszego Michaela Moore'a. Wówczas nosił przydomek "Dziadek", co nie mogło dziwić, skoro sam miał już wnuki.
    Żużlowiec z Zielonej Góry Andrzej Huszcza. Urodził się w 1957 roku, a na torach startuje od 1975 roku. Jest jednym z liderów swojego zespołu, który jeździ w ekstralidze. W zbliżającym się sezonie znów będzie zachwycał kibiców w Zielonej Górze. W barwach tej drużyny jeździ od początku swojej kariery i nigdy nie reprezentował innego klubu w Polsce.

    Długowiecznością sportową mogą pochwalić się również piłkarze, a szczególnie bramkarze. Włoch Dino Zoff był kapitanem reprezentacji swojego kraju. Kiedy ta w 1982 roku zdobywała tytuł mistrza świata, Zoff miał 40 lat.

    Przykładów sportowej długowieczności nie brakuje również na opolskim podwórku. Piłkarz Odry Józef Żymańczyk w tym roku będzie obchodził czterdzieste urodziny, a formy fizycznej i sylwetki mogłoby mu pozazdrościć wielu kolegów z zespołu.

    Prawdziwym rekordem występów może się pochwalić dziennikarz "NTO" Juliusz Stecki. Swoją przygodę z piłką na pozycji bramkarza rozpoczął w 1954 roku w trampkarzach Hetmana Byczyna, mając 13 lat. Potem był m.in. zawodnikiem Odry Opole. Jeszcze mając 60 lat wystąpił w meczu ligowym. Teraz, będąc o trzy lata starszy, jest jeszcze zgłoszony do gry w czwartoligowym zespole z Byczyny. Bronił bramki w kilku tysiącach meczy rozmaitej wagi.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama