Kiedyś kradło się towar, dzisiaj - pieniądze

    Kiedyś kradło się towar, dzisiaj - pieniądze

    Maciej T. Nowak mnowak@nto.pl

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Aferę mięsną z 1964 roku szeroko opisywała ówczesna prasa.

    Aferę mięsną z 1964 roku szeroko opisywała ówczesna prasa.

    Afery w Polsce nie są wymysłem ostatnich lat. W czasach PRL również było ich pełno. Różniły się między sobą skalą i rozmachem. Wtedy każda gorzelnia miała swoją aferę.
    Aferę mięsną z 1964 roku szeroko opisywała ówczesna prasa.

    Aferę mięsną z 1964 roku szeroko opisywała ówczesna prasa.

    To były zupełnie inne afery niż teraz - mówi Jerzy Wojteczek, sędzia Sądu Okręgowego w Opolu. Dziś aferę utożsamia się najczęściej z korupcją, nepotyzmem, kolesiostwem. Bohaterami są politycy z pierwszych stron gazet. Im ważniejsze nazwisko, tym większy skandal. W PRL afery dotyczyły po prostu kradzieży czy przywłaszczeń mienia, a aferzystami byli pracownicy masarni, branży spożywczej albo sektora paliwowego. Wtedy kradziono towar, a teraz pieniądze.
    Samo słowa "afera" pochodzi od francuskiego "affaire", co oznacza "sprawę". W języku polskim afera także oznacza sprawę, tyle że nieczystą. Dawniej zaś "afera" oznaczała "dobry interes". Bez wątpienia wielu aferzystów robi dobre interesy. Część z nich, na szczęście, ląduje tam, gdzie ich miejsce - za kratami.
    W latach siedemdziesiątych aferzyści stanowili największą grupę wśród więźniów. Jeśli III RP będzie się dalej rozwijała tak jak obecnie, to mamy szansę niedługo tę prawidłowość powtórzyć.
    - W PRL nie było tak wyrafinowanych metod jak obecnie - stwierdza Roman Wawrzynek, rzecznik opolskiej prokuratury. - Teraz taką sprawę jest znacznie trudniej wykryć. Trzeba korzystać z różnych nowoczesnych technik. A to jest drogie i czasochłonne - dodaje.
    Pewną przeszkodą dla przestępców było kiedyś inwigilowanie społeczeństwa, dziś powiedzielibyśmy, że ludzie w PRL-u byli monitorowani, a to aferzystom w pewnym stopniu wiązało ręce. Najmniej przestępstw notowano w stanie wojennym.


    Aferę mięsną z 1964 roku szeroko opisywała ówczesna prasa.

    Kara śmierci za mięso
    Dziś mamy afery Orlenu, Rywina, ratuszową, ubezpieczeniową, starachowicką czy lekową. Przed 1989 r. mieliśmy zbożowe, benzynowe, spożywcze, włókniarskie i węglowe.
    - Sprawy w sektorze rolno-spożywczym dotyczyły skupu, przetwórstwa i hurtowego handlu - wspomina prokurator Wawrzynek.
    Najsłynniejsza i największa była jednak sprawa mięsna - jeden z wielu ujawnionych w tamtym czasie przypadków przestępstw spekulacji. W lutym 1965 r. na karę śmierci skazano dyrektora zakładów mięsnych w Warszawie Stanisława Wawrzeckiego (ojca znanego dziś aktora).
    Wyrok wykonano po miesiącu. Tak drastyczną karę oskarżony otrzymał głównie z powodu pokazowego procesu oraz osobistego zainteresowania sprawą I Sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Władza musiała społeczeństwu uzasadnić jakoś puste sklepowe półki. Braki w zaopatrzeniu wpływały na nastroje społeczne. Ludzie pozwalali sobie na krytykowanie władzy. Powszechna bieda wpływała na postulaty strajkowe. W procesach zapadł niejeden wyrok skazujący na karę śmierci, ale Wawrzecki był jedyną osobą, którą stracono.
    Do 1989 r. w Polsce nie istniała przestępczość zorganizowana. Wyjątkiem były akcje "Żelazo" i "Zalew" w służbach specjalnych (kradzione na Zachodzie złoto i kosztowności przemycano do kraju). Organa ścigania koncentrowały się na walce z przestępczością wymierzoną w ustrój i jego podstawy ekonomiczne - mienie społeczne.
    Do ciemnych interesów w PRL dochodziło w przedsiębiorstwach państwowych i spółdzielczych. "Aferowe zagarnięcie" oraz spekulacja były wówczas tzw. przestępstwami pracowniczymi, które kojarzono z korupcją funkcjonariuszy publicznych, a także wadami w zarządzaniu gospodarką i nieprawidłowościami w dystrybucji towarów i usług.
    Po 1989 r. w Polsce rozwinęła się przestępczość zorganizowana i gospodarcza.
    - Sprzyjało temu nieprzemyślane czy wręcz celowe rozwiązanie pionu do walki z przestępczością gospodarczą Milicji Obywatelskiej - uważa dr Zbigniew Rau, autor książki "Przestępczość zorganizowana w Polsce i jej zwalczanie".
    Po przełomie politycznym usunięto z polskiego prawa karę konfiskaty mienia. Przyczyna: była ona nadużywana w walce z opozycją.

    Płacili za to, co ukradli
    W 1978 r. milicja urządziła nalot na masarnię w Biestrzynniku koło Ozimka. Przeprowadzono drobiazgową kontrolę. Funkcjonariusze stwierdzili, że ktoś z pracowników ukrył mięso, by po pracy wynieść je z zakładu. Aresztowano wszystkich zatrudnionych.
    - Co parę dni byliśmy przesłuchiwani. Popychania, kopniaki i ciągłe wyzwiska "ty złodzieju" były na porządku dziennym - wspominał Walter J. W końcu się załamał, przyznał do winy i dzięki temu wyszedł na wolność. Uznano go za winnego kradzieży mięsa i wędlin - 2 kilogramów tygodniowo przez 10 lat. Dostał za to dwa lata więzienia, ale wykonanie kary zawieszono z powodu choroby. Za to, co się "ukradło", trzeba też było zapłacić grzywnę.
    Ignacemu W. kradzieży nie udowodniono, ale jedna z księgowych zeznała, że wzięła od niego mięso za ponad 42 tys. zł. Taką kwotę W. musiał oddać. Skazani zapożyczali się i zaciskali pasa, by spłacić kary. Prokurator M. chciał znacznie wyższych kar, 10-12 lat. Po 1989 r. uznano go za winnego kłamstwa lustracyjnego. M. zataił, że współpracował ze służbami specjalnymi w PRL.
    Sędzia Jerzy Wojteczek wspomina, że sądził oskarżonych w aferze benzynowej z Kędzierzyna-Koźla. Na bocznicy kolejowej stały cysterny z niskooktanowym paliwem, którego nie można było wykorzystać. Grupa pomysłowych osób wymyśliła sposób na jego uzdatnienie, by nadawało się do samochodów osobowych. Z cystern zginęło paliwo dużej wartości. Zmontowano wielką aferę, ale w sądzie zapadły wyroki uniewinniające.
    Zdarzały się też śledztwa korupcyjne. Pod koniec lat siedemdziesiątych wielką sprawę łapówkarską prowadził Józef Niekrawiec, dziś opolski prokurator okręgowy. Śledztwo dotyczyło korupcji na targach poznańskich, gdzie prywaciarze płacili szefom państwowych firm 2-10 proc. wartości zawieranych kontraktów. Podejrzanych było 100 osób, z czego blisko 50 siedziało w aresztach. Na ławie oskarżonych zasiedli nawet adwokaci. Sprawa swym zasięgiem objęła cały kraj.
    Prokurator Roman Wawrzynek pamięta śledztwo związane z dystrybucją masła. Podejrzani wykorzystywali różnice między wagą netto a brutto. Na kostkach masła jako masę netto podawano wagę produktu razem z papierowym opakowaniem (czyli brutto).
    - To zaledwie kilka gramów różnicy na kostce, jednak przy sprzedaży wielkich ilości towaru robiły się z tego kilogramy - wspomina Wawrzynek. Nadwyżki upłynniano. Proceder kwitł latami. Obrona w sądzie sprowadzała się do tego, żeby wykazać, iż oskarżony nie ukradł 280, a 232 kg, bo bywał na urlopach i zwolnieniach lekarskich.
    W PRL prawie każda gorzelnia miała swoją aferę. Np.: w Goświnowicach zimą na bocznicy stały cysterny ze spirytusem. Prawie każdy mieszkaniec wioski chodził tam z baniakiem, do którego wężykiem ściągał alkohol.

    Państwowe, czyli niczyje
    - Szkodę ponosiło zawsze tzw. mienie społeczne. Kodeks karny w tamtym czasie surowiej karał właśnie za mienie społeczne niż prywatne - opowiada Roman Wawrzynek. W sądach praktyka była jednak odwrotna. Mimo grożących surowszych kar, zapadały łagodniejsze wyroki. Bardziej widoczna i doskwierająca była bowiem kradzież samochodu prywatnej osobie niż tony masła z państwowej mleczarni.
    W procesach zapadały często wyroki długoletniego więzienia, po 8-10 lat. Za przestępstwa zakłócające "gospodarczo-polityczne bezpieczeństwo państwa" groziły bardzo wysokie kary. Kierownicy i organizatorzy ciemnych interesów mogli zostać skazani na 25 lat więzienia albo nawet karę śmierci. I takie wyroki zapadały.
    W Strzelcach Opolskich siedziały trzy ówczesne "białe kołnierzyki" skazane na "KS". Jeden z nich (afera mięsna) wyłysiał z powodu stresu.
    W latach 70. przestępcy gospodarczy stanowili największą grupę wśród osadzonych. W Zakładzie Karnym nr 1 w Strzelcach Opolskich było ich ok. 650, podczas gdy zabójców ok. 400-560. Za kratami znajdowali się dyrektorzy przedsiębiorstw, kierownicy, księgowe, magazynierzy.
    - Później czasy się zmieniły, bo np. w 1993 r. nie mieliśmy żadnego przestępcy gospodarczego - opowiada Andrzej Kucharz, emerytowany dyrektor strzeleckiego więzienia.
    - To byli inteligentni, rozgarnięci ludzie. Intelektualnie dominowali nad pozostałymi - wspomina płk Kucharz. - Wkręcali się na stołki funkcyjnych, byli grupowymi, aktywistami kulturalno-oświatowymi. Prowadzili radiowęzeł, zespoły teatralne. Życie kulturalne wtedy kwitło.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama