Grupa Tracąca Władzę

    Grupa Tracąca Władzę

    Maciej T. Nowak mnowak@nto.pl

    Nowa Trybuna Opolska

    Nowa Trybuna Opolska

    Rywin siedzi w więzieniu, Miller w Ameryce, a Jakubowska w Podkowie Leśnej. Co dziś porabiają bohaterowie najgłośniejszej afery III RP?

    Afera Rywina
    Wybuchła ponad dwa lata temu za sprawą "Gazety Wyborczej". 29 grudnia 2002 roku opublikowała ona rozmowę nagraną potajemnie przez Adama Michnika, w trakcie której usłyszał on korupcyjną propozycję od Lwa Rywina. Domagał się on 17,5 mln dolarów od wydawcy tego dziennika - Agory SA. Pieniądze miały trafić do SLD. W zamian Rywin miał oferować przeprowadzenie korzystnych dla spółki zmian w projekcie nowelizacji ustawy o rtv. "GW" miała zaprzestać krytykowania premiera, a Rywin zostać szefem Polsatu, który Agora chciała kupić. W nagranej rozmowie mówił, że jest pośrednikiem "grupy ludzi, która trzyma w ręku władzę".
    Po wybuchu afery, w kraju zapanowała swoista moda na nagrywanie "z rękawa" swych przeciwników, mających nieczyste intencje.



    Lew Rywin prawie dwa tygodnie temu rozpoczął odbywanie kary dwóch lat więzienia. Zakończył się pewien etap afery Rywina, z pewnością nie ostatni. W raporcie - autorstwa Zbigniewa Ziobry - przyjętym po burzliwym głosowaniu w Sejmie jako ostateczne sprawozdanie z prac komisji śledczej badającej aferę napisano, że Lwa Rywina do Agory wysłała - mityczna już - "grupa trzymająca władzę". Miał w niej być ówczesny premier Leszek Miller, Aleksandra Jakubowska, Robert Kwiatkowski, Lech Nikolski i Włodzimierz Czarzasty. Żaden z nich się do tego nie przyznaje.
    Rywin jest jak na razie jedyną osobą, którą spotkała kara. Czy ostatnią? Pozostali członkowie GTW póki co nie mają żadnych zarzutów. Byli przesłuchiwani jako świadkowie w procesie, stracili zajmowane stanowiska i okryli się infamią.

    Producent filmowy
    Lew Rywin, ur. 1945 r. w ZSRR. W latach 80-tych zajął się produkcją filmową, a 1991 r. założył Heritage Films. Współprodukował m.in. "Listę Schindlera", "Pianistę".
    Rywin tłumaczył się, że "to Agora przyszła do niego", ale chyba nikt poza jego adwokatami mu w to nie uwierzył.
    Na dwa lata więzienia za pomoc przy płatnej protekcji skazał go warszawski sąd. Wskazał, że Rywin pomagał jakiejś grupie, ale na podstawie lichych dowodów zebranych przez prokuraturę, nie można wskazać, kto ową grupę tworzył.
    Producent filmowy do końca robił co mógł, by nie trafić za kratki. Adwokaci złożyli wniosek o kasację. Lekarz Rywina stwierdził, że jego zdrowie nie pozwala mu na odsiadkę. Medyk sądowy uznał, że filmowiec siedzieć może.
    Rywin odbywa karę. Na początku trafił do celi z alimenciarzami. Wejście na Rakowiecką miał iście filmowe. Pod zakładem czekał tłum dziennikarzy. Obskoczyli ciemne BMW z zasłoniętymi szybami, gdy w tym czasie Rywin podjechał toyotą avensis pod drzwi i wszedł nie niepokojony.
    Wcześniej też unikał żurnalistów. Jedynego wywiadu - od wybuchu afery - udzielił "Trybunie" i powiedział, że "był nachlany". Może teraz napisze książkę. Czasu ma sporo. Sypać raczej nie zacznie - jak prorokują niektórzy komentatorzy - bo nic by mu to nie dało, oprócz nowych kłopotów.

    Kierownik zakładu
    Leszek Miller, ur. 1946 r. Sekretarz KC PZPR, poseł, minister, premier. W maju 2004 r. podał się do dymisji. Jego rząd m.in. przez aferę Rywina stracił poparcie i upadł. Dziś szeregowy poseł SLD, tymczasowo na emigracji.
    Rywin to nie jedyny jego problem. Upomina się o niego kilka prokuratur w kraju. Przesłuchiwano go przed komisją śledczą i prokuraturą katowicką w sprawie Orlenu. To Jan Kulczyk mówił o nim "kierownik zakładu".
    Z byłym premierem chętnie spotkałaby się także prokurator Beata Kozicka z Opola, by porozmawiać m.in. o Castoramie. Na razie nie będzie to możliwe, bo Miller "wyemigrował" do Ameryki.
    Zaprosił go waszyngtoński Wilson Institute. Pobyt za oceanem ma potrwać cztery miesiące (do czerwca). Jego efektem ma być raport o "roli współczesnej Polski w przestrzeni wschodnioeuropejskiej" i o relacjach polsko-amerykańskich. B. premier chce też podszkolić swój angielski.
    - To bardzo ciekawy dla mnie temat. Mam w tej sprawie sporo własnych przemyśleń - tłumaczył Miller. Nie mniej ciekawy jest pewnie luksusowy apartament, w którym mieszka i kieszonkowe, które dostaje. Na ten czas zrezygnował z poselskich uposażeń.

    Lwica lewicy
    Aleksandra Jakubowska, ur. 1954 r. Dziennikarka, rzeczniczka rządu, wiceminister, posłanka SLD wybrana z Opolszczyzny. Nadzorowała pracę nad projektem nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Była najczęściej przesłuchiwana przez komisję śledczą.
    Ma kobieta pecha. Po przyjęciu raportu Ziobry zniknęła z życia publicznego. Zaszyła się w domu w Podkowie Leśnej. Pod koniec ubiegłego roku chciała wrócić, co zapowiedziała szumnie na zjeździe opolskiego SLD. Trzy dni później wyszło na jaw, że opolska prokuratura ma wiele dowodów wskazujących na to, że pieniądze na jej kampanię wyborczą pochodziły nie z lewicy, a z lewizny. Posłanka zaprzeczyła zdecydowanie.
    Kilka dni później opolskie Centralne Biuro Śledcze zgłosiło się po jej męża. Posłanka SLD pokazywała dziennikarzom swoje mieszkanie, które przeszukali policjanci. Mówiła, że zachowywali się bardzo kulturalnie (mimo że mieli zgodę nawet na zerwanie podłóg i zburzenie ścian). Tego samego, w nieoficjalnych rozmowach, nie chcą powiedzieć o niej policjanci.
    Jakubowska obrzuciła prokuraturę błotem, broniąc męża. Mówiła, że to zamach na jej polityczną karierę, że nie ma dowodów, że żadnej kasy z ubezpieczenia elektrowni nie brał, bo jest jedynie fizjoterapeutą, a nie agentem ubezpieczeniowym itd.
    Chętnie rozmawiała z mediami aż do momentu wizyty w areszcie w Strzelcach Opolskich, gdzie siedzi Maciej J. Po rozmowie z mężem zamilkła na długie miesiące. Po obejrzeniu "białka" - postanowienia o przedstawieniu zarzutów - odjęło jej mowę.
    Niedawno postanowiła wrócić do życia publicznego. Pojawia się w Sejmie, porządkuje swoje biuro poselskie. I znowu pech. "Wyborcza" doniosła, że białostocka prokuratura chce postawić posłance zarzut sfałszowania ustawy.
    Od lwicy lewicy odwrócili się jej dawni koledzy z SLD, także ci z jej macierzystego koła w Domaszowicach. Jakubowska w wyborach startować już nie chce. Myśli raczej o pracy w public relations. W swoim biurze czeka na wyborców. Kto pierwszy?

    Czarzasty, Kwiatkowski, Nikolski
    Włodzimierz Czarzasty wczoraj był sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a dziś jest wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Ordynacka. Rywina kojarzy z widzenia, tylko z telewizji: "Ze mną na pewno nie działał. Ja go na szczęście nie znałem".
    Teraz Czarzasty tworzy struktury Ordynackiej i zastanawia się nad wejściem do polityki (jakby do tej pory był od niej z daleka). - Rozpatruję taki wariant. Jestem bliski podjęcia decyzji o kandydowaniu. Najbliższe memu sercu jest SLD. Jak sobie pomyślę o naszej dzisiejszej klasie politycznej, to ochota mi przechodzi.
    Pewny siebie, żartowniś. Jedno ze słynniejszych zdjęć z obrad komisji śledczej pokazuje go, jak wymownie puszcza oko do fotoreporterów.
    Robert Kwiatkowski po aferze stracił stołek prezesa TVP. Informacja o tym, że Rywin nie działał sam zaskoczyła go. Pisze książkę, w której przedstawi argumenty, iż nie było żadnej "grupy trzymającej władzę".
    Przyjaźni się z Aleksandrem Kwaśniewskim, współpracował z Rywinem, z którym lubił też łowić rybki. Tłumaczy, że uwikłano go w aferę Rywina, bo twardo zabiegał o interes TVP.
    Dziś jest wiceprezesem warszawskiej spółki GDS, zajmującej się public relations. Ta spółka przewija się w śledztwie dotyczącym niegospodarności w Elektrowni Opole. GDS dostała 840 tys. zł za zmianę image?u elektrowni i jej obsługę prasową.
    Lech Nikolski, historyk, członek rządu Millera. Pewny swej niewinności. Złożył doniesienie w prokuraturze. Śledztwo ma wykazać, czy GTW w ogóle istniała.
    Sam przyznaje ironicznie, że w takiej grupie jest: "Jestem jednym z 460 posłów, to jest grupa trzymająca władzę w Polsce. Jestem jednym z członków Rady Ministrów - to też jest grupa, która jakiś elementy władzy trzyma".
    Lewica próbowała stworzyć mu ciepłą posadkę, na której miał wylądować po wyborach. Chciano utworzyć Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, ale pomysł nie wypalił.

    Ziobro i inni
    Czy afera Rywina to już tylko historia? Czeka nas na pewno proces trójki prawników z Ministerstwa Kultury, którzy usunęli słowa "lub czasopisma" z projektu ustawy. Ostatnio było głośna o zarzucie, który śledczy mają postawić Jakubowskiej.
    Przełomem może się okazać zmiana władzy po wyborach. Do władzy dojdzie Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. SLD balansuje na krawędzi progu wyborczego. Jeśli przedstawiciele Sojuszu w ogóle wejdą do Sejmu, to w ilościach śladowych.
    Zbigniew Ziobro z PiS (typowany na nowego ministra sprawiedliwości) zapowiada, że wyrok sądu dopiero otwiera drogę do ustalenia osób, które stały za Rywinem.
    - Moglibyśmy być usatysfakcjonowani, gdyby ci, którzy Rywina wysłali z propozycją korupcyjną, trafili za kratki - uważa Ziobro. Chce też pociągnięcia do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu tych osób, które "na to zasługują".
    Komentatorzy nie wierzą, że uda się ustalić, kto stał za Rywinem. Według Tomasza Nałęcza z SdPl, nie ulega wątpliwości, że Rywin był tylko "narzędziem" i działał w imieniu tzw. grupy trzymającej władzę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Forum tylko dla zalogowanych.

      Załóż konto / Zaloguj się

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Warto zobaczyć

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama